Dziennik Gazeta Prawana logo

Żałobę oceniamy z partyjnego klucza

15 kwietnia 2009, 16:25
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Piotr Gursztyn w DZIENNIKU
Piotr Gursztyn w DZIENNIKU/Inne
Zbyt przywiązaliśmy do drugiego słowa w określeniu "żałoba narodowa". Odczuwamy presję, że państwo przymusza nas do jej obchodzenia, choć wśród nas są gruboskórne dranie, których nie wzruszy opowieść matki. Tej co widziała, jak spłonął jej synek - pisze Piotr Gursztyn, publicysta DZIENNIKA

Ale ten wynik mógłby być dla Kaczyńskiego nawet gorszy od przeciętnego – bo z jakichś powodów Polacy reagują alergicznie na ten zwyczaj. Nasz stosunek do żałoby narodowej i sposób jej celebrowania mówi bardzo dużo o nas jako społeczeństwie. Zwłaszcza o naszych wadach.

Wprowadzenie żałoby narodowej było kwestionowane za każdym razem, gdy ogłaszał ją Lech Kaczynski. Nieprzychylne komentarze budziło także kilka podobnych decyzji Aleksandra Kwaśniewskiego. Ale przez cały tamten tydzień, bo tyle trwała oficjalna żałoba, nikt nie miał wątpliwości, że przeżywa wydarzenie epokowe. Nawet ci, którzy propagowali wówczas podkoszulki z napisem "Nie płakałem po papieżu" robili to, by prowokować, a nie po to, by wyrazić swą obojętność. Było widać, że nawet przekonani antyklerykałowie nie pozostali obojętni wobec tamtej śmierci, niezależnie od tego co czuli.

Wszystkie inne akty państwowego smutku, zwłaszcza te wprowadzane przez obecnego prezydenta, budziły już jednak niechęć, a przynajmniej obojętność. Nieprzychylne komentarze pojawiały się w każdym z pięciu przypadków ogłoszenia żałoby w tej kadencji. Nawet tak ewidentna tragedia, jak zawalenie się hali wystawowej w Katowicach – zginęło tam 65 osób – została zapamiętana głównie z racji niedopasowanego kasku na prezydenckiej głowie. Później, gdy Kaczyński ogłaszał żałobę po katastrofie górniczej w Halembie (23 ofiary śmiertelne), wypadku autokaru z pielgrzymami pod Grenoble (26 ofiar) i rozbiciu się samolotu CASA (20 zabitych) otwarcie postawiono kwestię: po co i dlaczego tak często?

Doskonale wie, co na ten temat myśli przeciętny wyborca. To raczej strach polityka, jak się zachować wobec tragedii, by wyborcy nie pomyśleli, że jest się obojętnym wobec nieszczęścia, zmusił Tuska i Kaczyńskiego do natychmiastowego przyjazdu do Kamienia Pomorskiego. I do automatyzmu w ogłaszaniu żałoby narodowej.

Oczywiście nie ma prostej odpowiedzi, co prezydent powinien zrobić. Ogłosić? Źle, bo "przegiął". Nie ogłosić? Jeszcze gorzej – bo może stać się to koronnym argumentem za jego rzekomą bezdusznością.

Trudno to wymierzyć, ale . To zresztą odpowiedź dlaczego tak często jest wprowadzana - bo skoro ogłoszono ją w przypadku tragedii X to dlaczego nie Y, gdzie zginęło nie mniej ludzi?

Nie ogłoszono jej po zamachu majowym, choć z woli zwycięzcy kilkaset ofiar z obu stron barykady pochowano niezwykle uroczyście na koszt państwa. W latach PRL było podobnie. Tylko śmierć znaczących postaci powodowała opuszczenie flag: Stalin, Bierut, przewodniczący Rady Państwa Aleksander Zawadzki i prymas Wyszyński. Za późnego PRL-u pojawiła się tendencja by żałobę celebrować coraz mocniej i mocniej. Dziś jednak zaskakujące się wydaje, że oficjalna żałoba po Józefie Stalinie trwała tylko jeden dzień - 9 marca, gdy miał miejsce jego pogrzeb. Wszystkie następne trwały już po kilka dni.

Po 1989 wiele się zmieniło. Ogłoszenie żałoby powoduje już nie śmierć wybitnych postaci - żałoba po Janie Pawle II jest tu wyjątkiem - ale spektakularne tragedie, takie które nie schodzą z czołówek mediów. Ten zwyczaj wprowadził Aleksander Kwaśniewski w 1997 ogłaszając żałobę w związku z tzw. powodzią tysiąclecia. Poprzedni prezydent oprócz tej tragedii i śmierci papieża zareagował na jeszcze cztery międzynarodowe tragedie: zamachy w Nowym Jorku, Madrycie i Londynie oraz katastrofalne tsunami z 2004 roku.

Można ich podejrzewać o to, że boją się zarzutu o brak wrażliwości, że chcą być "fajnie" współczujący. Wiadomo o jednym i drugim, że emocjonalnie i autentycznie reagowali na doniesienia o ludzkim nieszczęściu, więc z pewnością bardzo zabolałyby ich zarzuty o brak empatii.

Ale w ten sposób politycy oddalili się od dawnej bezpiecznej żałoby "państwowej" i wkroczyli na grząski teren – co każdy obywatel ocenia to w sposób niezmiernie emocjonalny. Nie tylko bowiem politycy są łobuzami w tej historii. Oszaleli, bluzgający żółcią internauci - odważni swą anonimowością - drwiący z żałoby, a nawet z ofiar tragedii. Zadufani celebryci wymądrzający się, który to polityk mniej godnie się zachował w obliczu nieszczęścia. Nikt z tych ludzi nie zauważa, że komentowanie tego staje się dla nich okazją do ogłaszania, kogo najbardziej nienawidzą w polskiej polityce.

Debata o tym, jak instytucje państwowe powinny czcić pamięć ofiar tragedii jest potrzebna, ale nie w tej formie. Bez powszechnej agresji i partyjniackiego dzielenia Polski na swoich i tamtych. Dziś właśnie z tego powodu ta dyskusja wygląda na niemożliwą, gdyż znów zamieni się w młóckę między kaczystami a antykaczystami. W końcu wiele osób kwestionujących decyzję prezydenta robi to z pobudek politycznych, bo nie akceptuje niczego, co robi Kaczyński. To działa też w drugą stronę, obrońcy prezydenta nie zgodzą się na żadną krytykę pod jego adresem.

Oni nic nie chcą obchodzić. Na dodatek wściekli są też artyści, bo przez trzy dni nie mogą pracować. Może to i niesprawiedliwe, bo wszyscy inni mogą wtedy zarabiać. Tylko, czy dwa dni po tragedii artyści powinni to ogłaszać? Nie był to przejaw nie tylko wielkoduszności, ale i mądrości. Nawet w oczach osób krytycznych wobec dekretowania powszechnego smutku stają się małostkowymi dusigroszami.

Pewnie jesteśmy też wzburzeni, bo wyczuwamy w żałobie narodowej hipokryzję. Coś, jak w Rosji - gdzie ogłasza się ją po kilka razy w roku. Gdzie jednocześnie wiadomo, że władza przejmuje się losem ofiar tak bardzo jak wypoczywający prezydent Putin zainteresował się losem marynarzy z "Kurska". Zaś w większości krajów Zachodu, gdzie jak wiadomo akcje ratunkowe są tysiąc razy skuteczniejsze niż w Rosji, żałobę ogłasza się dużo rzadziej niż u nas. Najczęściej po śmierci byłych prezydentów czy innych wybitnych postaci. Prawo nie ogranicza działalności rozrywkowej czy artystycznej w te dni. Nakazuje opuszczenie flag do połowy masztów. Zresztą Niemcy swą żałobę nazywają jedynie państwową, nie narodową. Czyli jest to jedynie instrukcja dla instytucji publicznej, jak zachować się z godnością wobec wydarzenia ostatecznego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj