Parlament Belgijski chciał zastraszyć papieża, by nie wypowiadał się na niektóre tematy moralne i nie głosił nauczania Kościoła. Taka opinia znajduje się w komunikacie opublikowanym dziś przez Sekretariat Stanu Stolicy Apostolskiej. Jest on reakcją na bezprecedensową krytykę papieża ze strony parlamentu Belgii za negatywne opinie Benedykta XVI na temat prezerwatyw. W podobnym tonie krytykowali papieża także przedstawiciele rządów Francji i Niemiec. Tymczasem Benedykt XVI miał rację, a głosy krytyki świadczą co najmniej o ignorancji i ideologizacji jej autorów.

Reklama

Stwierdzenie Benedykta XVI, że "dystrybucja prezerwatyw nie rozwiąże, lecz pomnoży problemy" związane z epidemią AIDS w Afryce, wywołało histeryczną reakcję zachodniego świata. Papież został oskarżony o religijny fundamentalizm, Kościół o przyczynianie się do rozprzestrzeniania AIDS, z oficjalną krytyką papieża wystąpili przedstawiciele kilku rządów.

Rezerwę wobec prezerwatyw jako środka walki z AIDS wyraził papież w samolocie lecącym do Kamerunu. Jego nauczanie podczas kilkudniowej marcowej wizyty w Afryce było m.in. wskazaniem drogi wyjścia z epidemii. Jednak świat miał nikłą okazję do poznania tej propozycji, bowiem papieski przekaz został zagłuszony przez protesty ideologów kondoma.

Takie wskazania, jak: zmiana mentalności w dziedzinie płciowości w kierunku jej humanizacji, zerwanie z traktowaniem kobiety jak przedmiotu, wierność i wstrzemięźliwość czy wreszcie troska o chorych, to dla lewicy i liberałów z Zachodu sprawy niewarte uwagi. Dla laickich obskurantów jedynym skutecznym środkiem walki z AIDS jest prezerwatywa. Tymczasem analiza rzeczywistości, a więc realne fakty, a nie ideologiczne założenia, o które tak często jest oskarżany Kościół, pokazuje klęskę prezerwatyw jako sposobu walki z AIDS w Afryce i jednocześnie skuteczność drogi wskazywanej przez Kościół.

Jeśli kondom jest najlepszym środkiem przeciwdziałania zarażeniu HIV, to dlaczego, po 20 latach zasypywania Afryki przez kraje zachodnie prezerwatywami, skala epidemii wcale się nie zmniejsza? Nadal około 22 miliony mieszkańców Czarnego Lądu jest zarażonych HIV. Krajem afrykańskim, w którym procent zakażenia AIDS spadł w ostatnich 15 latach z 16 do 5 procent jest Uganda. Jednak nie z powodu stosowania prezerwatyw.

Rząd tego kraju wprowadził program ABC, propagujący trzy elementy: abstynencję seksualną, wstrzemięźliwość i dopiero jako trzeci stosowanie prezerwatyw i to przez osoby prowadzące ryzykowny tryb życia (np. prostytutki). Dwa pierwsze elementy programu, który realnie ograniczył AIDS, są zaczerpnięte wprost z nauczania Kościoła.

Reakcja świata Zachodu na słowa Benedykta XVI ujawniają nie tylko arogancję wobec kultury krajów afrykańskich, lecz przede wszystkim fundamentalizm. Jednym z jego wyznaczników jest aplikowanie rozwiązań, które być może nawet sprawdziły się w określonym miejscu i czasie, ale zupełnie nie zdają rezultatu w innej kulturze.

Dokładnie z taką sytuacją mamy do czynienia w przypadku prezerwatyw w Afryce. W krajach zachodnim relacje płciowe w większości przypadków polegają na partnerstwie, szacunku dla wrażliwości drugiej osoby, wspólnym ustaleniu sposobu uprawiania seksu, a gdy ktoś jest chory na AIDS na przykład użyciu prezerwatywy.

Tymczasem w Afryce relacje między kobietą a mężczyzną są diametralnie inne. Afrykańska kobieta, która najczęściej jest ofiarą zakażenia HIV przez stosunek z własnym mężem, nie ma możliwości negocjacji, w jaki sposób będzie uprawiać seks. W kulturze, w której rolą kobiety jest służenie mężowi, jakakolwiek próba przeciwstawienia się mężczyźnie kończy się przemocą lub odrzuceniem. Kondomy tego stanu rzeczy nie poprawią, pozwalają bowiem mężczyźnie dokonywać zdrad małżeńskich bez żadnych konsekwencji.

Jednym z najczęstszych sposobów zarażenia się AIDS jest w Afryce gwałt. Szacuje się, że w niektórych krajach nawet 1/4 kobiet była raz w życiu zgwałcona, a zatem poważnie narażona na zarażenie. W jaki sposób prezerwatywa ochroni gwałconą kobietę przez zakażeniem? Ma ją zaproponować swojemu oprawcy?

W rzeczywistości afrykańskiej skuteczność walki z AIDS poprzez kondomy jest bardzo ograniczona. Dlatego Benedykt XVI ma rację, mówiąc, że prezerwatywy nie zahamują tej epidemii. Ma też moralne prawo do wypowiadania się, bowiem Kościół katolicki opiekuje się na Czarnym Lądzie aż 5 mln zakażonych HIV. Dlatego świat Zachodni, zamiast epatować arogancją i zideologizowaniem, powinien papieża przeprosić.