Dziennik Gazeta Prawana logo

Kłopotek: Pierwsze brawa dostałem po setce

3 maja 2009, 00:05
Ten tekst przeczytasz w 13 minut
Kłopotek Ja swój chłopski rozum mam
Kłopotek Ja swój chłopski rozum mam/Inne
Biegał przełaje, pchał kulą, grał w piłkę ręczną. Z domu na działkę ma 102 kilometry i jeździ tam rowerem. Wycisnął sztangę ważącą 147,5 kg. Wygrał sejmowe zawody w slalomie narciarskim. Poseł PSL Eugeniusz Kłopotek opowiada DZIENNIKOWI nie tylko o swoich sportowych sukcesach.


I pięciokrotnym medalistą.


W naszym województwie takie igrzyska odbywają się od 1960 r. W 2000 r. w Świeciu nad Wisłą były Igrzyska Olimpijskie Sportowców Wiejskich, na których, przyznaję, zrobiłem furorę.


Najpierw jako przewodniczący wojewódzkiego LZS otwierałem tę olimpiadę, a potem zdjąłem garnitur, założyłem spodenki, koszuleczkę i stanąłem do rywalizacji z młodymi siłaczami w wyciskaniu sztangielki ważącej 17,5 kilograma. To byli chłopaki z siłowni, ale często kończyli udział na kilkudziesięciu wyciśnięciach, co już budziło podziw.


A ja najpierw zrobiłem sobie rozgrzewkę i wycisnąłem dziesięć razy. Wtedy usłyszałem żarciki: "Gdzie ten dziadek się pcha", "Widzisz, że on więcej nie da rady". I zacząłem. Był sędzia z Polskiego...


Nie (śmiech), z Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów. Była też widownia. Pierwsze oklaski usłyszałem po setce.


Chodziło o sto wyciśnięć. Potem dostawałem brawa co dziesięć razy. Doszedłem do 231 razy. To zszokowało wszystkich, bo srebrny medalista nie miał nawet stu.


Z pozycji leżącej wycisnąłem 147,5 kilograma i do dziś nikt w Sejmie więcej nie wykręcił, choć Janusz Dzięcioł ma szansę mnie pobić.


Ale tego proszę nie pisać... Ja go słyszałem z trybuny sejmowej.


Pół roku przez trzy razy w tygodniu, ale sport uprawiam od dziecka. Biegałem przełaje, pchałem kulą, grałem w piłkę ręczną. Mam też papiery nauczycielskie, prowadziłem SKS-y, nawet założyłem sekcję tenisa stołowego w LZS Zootechnik Kołuda i do dziś organizuję turnieje pingpongowe dla dzieciaków. A z domu w Bydgoszczy na działkę mam 102 kilometry i potrafię rowerem dojechać.


W zeszłym roku sobie pojechałem. Zacząłem o 13, o 18 byłem na działce. Powiem panu, że o ile nóżki wytrzymały, dupeńka wytrzymała, to nadgarstków nie czułem. Przez tydzień miałem problem, by utrzymać nóż i widelec.


W 2003 r. odbyły się w Szczyrku zawody samorządowo-parlamentarne i ku mojemu zdziwieniu wykręciłem w slalomie gigancie najlepszy czas z posłów. Byłem zaskoczony, bo na nartach nauczyłem się jeździć po czterdziestce.


Ale barw partyjnych nigdy nie zmieniłem. To moja partia może być w koalicji i z lewicą, i z prawicą, a od kilku lat jesteśmy z liberałami. Jak widać nie taki diabeł straszny. Owszem, są między nami a PO poważne różnice programowe, ale najważniejsze, że nam się nie nakładają elektoraty. A ja od 1976 r. jestem wierny ludowcom - najpierw w ZSL, teraz w PSL.


Prosił, bym założył koło ZSL na studiach, w ATR w Bydgoszczy. Pomyślałem, że skoro studiuję zootechnikę, to powinienem.


(śmiech) Ja chciałem pozostać w środowisku wiejskim, więc ZSL był wyzwaniem.


Zgadza się, to prawda. Jako pierwszy przewodniczący Stronnictwa na uczelni wszedłem do rezerwy kadrowej wojewódzkiego komitetu ZSL.


Proszę pana, należałem do studentów, którzy się jakoś tam wyróżniali: umiałem coś powiedzieć, byłem dobry w sporcie, w różnych ruchach studenckich. I pomyślałem: dlaczego na uczelni rolniczej nie mogłoby być koła ZSL? Szybko należało do nas prawie pięćdziesiąt osób, a studentów w PZPR było wtedy osiemnastu. Zakazano nam spotkań na uczelni!


Ja wiem, wypominano mi to...


Na początku stanu wojennego następowały różne zmiany kadrowe, więc w ten sposób i mnie, z tej rezerwy kadrowej, zaproponowano stanowisko naczelnika w Warlubiu. Miałem niespełna 29 lat i to był dla mnie duży awans. Oczywiście z tego skorzystałem.


W niczym mi to nie przeszkadza. Nie mam żadnych wyrzutów sumienia. Zostawiłem po sobie dużo i ludzie wspominają mnie dobrze. To była też niezła szkoła życia. Poznałem i biedę, i różne problemy, i alkoholizm, i chuligaństwo. Wie pan, jak widziałem jakąś rozróbę, albo szedłem koło restauracji i słyszałem, że się coś złego dzieje, to nie czekałem na milicję, tylko od razu wkraczałem i robiłem porządek. Miałem autorytet, a poza tym byłem kawał chłopa, więc dawałem sobie radę. Byłem tam naczelnikiem przez sześć lat i wie pan, co jest dla mnie najlepszą oceną moich rządów? Że w każdych wyborach, w których kandyduje, najlepszy wynik mam zawsze w Warlubiu, Osiu i Śliwicach.


Ale ja tam nie mieszkam od lat, a wciąż głosują. To jest weryfikacja moich sześciu lat. Ale moja droga mogła potoczyć się inaczej. Jeszcze w 1980 r. wybrano mnie w PGR Wojnowo na przewodniczącego rady pracowniczej, więc miałem duże zaufanie w załodze. I wtedy do Wojnowa przyjechali liderzy "Solidarności" z Bydgoszczy zakładać u nas związek. Na spotkaniu zacząłem z kolegą dopytywać ich, kto finansuje "Solidarność", ale oni wykręcali się od odpowiedzi. No i po dyskusji zarządzono wybory władz. Jak pan myśli, kogo zgłosili na przewodniczącego?


I rzeczywiście, ale odmówiłem, bo nie umieli mi jednoznacznie odpowiedzieć, z czego są finansowani.


Ja po prostu zadawałem pytania, na które nikt nie potrafił mi odpowiedzieć.


(wybuch śmiechu) Wiem do czego pan nawiązuje.


Nie...


Nie było, nie ma i nigdy nie będzie partii, która po przejęciu władzy nie chciałaby desygnować na stanowiska zaufanych ludzi. Jeśli ktoś mówi, że tak nie robi, to po prostu kłamie, bo robią tak wszyscy, jedni bardziej, inni mniej. I jest oczywiste, że ludzie związani z PSL są tam, gdzie mówimy o obsłudze rolnictwa, tam znajdzie pan ich więcej. A w przemyśle, w agencjach rządowych z nim związanych i radach nadzorczych spółek jakich pan ludzi znajdzie?


(śmiech) No oczywiście, że z Platformy Obywatelskiej.


Ale zaraz, panie redaktorze, ważne jest, żeby nie było takich sytuacji, że do konkursu staje dwóch ludzi i jeden ma znakomite kwalifikacje, a drugi tylko poparcie polityczne, ale to on wygrywa. To należy tępić.


Na każdy taki przypadek reaguję!


Ale to nie nasz, nie peeselowski działacz, żeby było jasne.


Niech mnie pan nie podpuszcza i nie oczekuje, żebym protestował przeciwko każdej nominacji z nadania politycznego.


Ja nie miałem na to wpływu i co, mam krzyczeć?


Dobra, wspomnę. I tu pan widzi, że jedni cały czas mówią o wysokich standardach i ich w ogóle nie przestrzegają. A my mówimy o podstawowych zasadach i je wcielamy w życie.


Solidarność, pomocniczość, wsparcie w trudnej sytuacji - tego staramy się dotrzymywać.


Jakich swoich? Jak przychodzi do mnie człowiek, to nie pytam go, jaką on ma legitymację, tylko staram się mu pomóc. Nie zakładam, że on konfabuluje, oszukuje, tylko wierzę, że mówi prawdę. Mój pierwszy odruch jest na tak.


Nie, ale na stanowisku, które zajmuje w Agencji Rynku Rolnego, nie jest wymagane wyższe wykształcenie.


Pracował tam kilka lat, więc z referenta został specjalistą.


Być może, ale proszę zauważyć, że brat był posłem, a jeszcze wcześniej radnym i został zatrudniony jako specjalista do spraw kontraktacji, czyli osoba odpowiadająca za umowy między firmą a rolnikami. Kto ma lepsze kwalifikacje niż człowiek, który funkcjonuje w tym regionie przez wiele lat?


Mnie ostatniemu powiedział, że sobie tę pracę jakoś wystukał. Powiedział mi wprost: "Nie chciałem ci mówić, bo byś mi odradzał". I pewnie miał rację, bo ostrzegłbym go, że będą nas teraz za to atakować.


Mam jeszcze braci bliźniaków. Jeden pracuje w urzędzie gminy w Osiu, ale nie pomagałem mu znaleźć tej pracy. A z drugim, Zbyszkiem, było tak, że w 1995 r. jako wicewojewoda bydgoski poprosiłem go, aby przejął upadającą państwową przetwórnię w Śliwicach, naszej rodzinnej wsi. To była totalna agonia, ruina. Mówiłem mu: "Zbyszek, proszę cię, to jest koło poczty, gdzie mieszkaliśmy, spróbuj, może ci się uda". I rzeczywiście wydźwignął firmę, teraz jest jej prezesem. Jestem z niego dumny.


Nikt tego nie chciał wziąć! A mnie bardzo na tym zależało, aby to uratował.


Prosiłem go, aby w ogóle zechciał to wziąć. Ludzie mogą mi mówić, że to nepotyzm, proszę bardzo, ale ja swojego zdania na ten temat nie zmienię.


(śmiech) A dlaczego?


Tak wysoko moje możliwości nie sięgają, ale obiecuję panu, że jak pan nie będzie miał na chleb, to panu pomogę.


Nie było potrzeby.


To jest w naszych genach, genach Kłopotków, że my pomagamy ludziom. Gdyby tak przeanalizować te wszystkie moje lata pracy w województwie kujawsko-pomorskim, to wiele osób na różnych stanowiskach musiałoby powiedzieć, że kiedyś pomógł im Eugeniusz Kłopotek. I tu nie chodzi tylko o znalezienie pracy, ale pomagałem też w kontaktach z administracją państwową, samorządami. Znamy się, lubimy, niektórym staram się pomóc, podpowiedzieć.


Jest! I to nie są moi ludzie, tylko wszyscy, którzy do mnie przychodzą.


Widziałem.


(śmiech) Ja sobie nie wyobrażam ograniczenia roli posła tylko do stanowienia prawa, polityk musi też pomagać ludziom. I takich kolejek do mojego biura jak w tej kadencji to ja nigdy nie miałem. I to wcale nie są kolejki po pracę. Najwięcej skarg i próśb o interwencję dotyczy administracji publicznej.


Chwytam za telefon, dzwonię do prezydenta, wójta, burmistrza czy do prezesa i mówię: "Chłopie, wysłuchaj chociaż człowieka, przyjmij go, pomóż mu!". Przecież ja tych wszystkich dyrektorów, prezesów, wójtów czy burmistrzów na pamięć znam, w całym województwie!


Co się pan dziwi? Przez tyle lat... Oczywiście jednych znam lepiej, innych gorzej, ale znamy się.


Oczywiście! Nie bawię się w jakieś tam pisma, tylko osobiście załatwiam. Telefon, dzwonię, bach!, a jak kogoś nie ma, to każę znaleźć i już. Należę do posłów terenowych. Cały czas jestem w okręgu, miasta powiatowe, gminy. Nie ma drugiego takiego polityka, który by znał województwo tak jak ja. Mogę się założyć. Znam najkrótszą drogę do każdego urzędu gminy i starostwa.

Dużo trudniej jest z wymiarem sprawiedliwości, a tu skarg też mam mnóstwo, a moje możliwości są ograniczone. W bardziej skomplikowanych sprawach proszę o danie mi tego na piśmie, żeby nie było, że Kłopotek coś sobie wymyśla. Tym bardziej że o ile na prokuraturę czy policję mogę mieć jakiś wpływ, to na sądy już bardzo niewielki. Jedyne, co mogę zrobić, to poprosić, aby ktoś przyjął na rozmowę. A ja chcę pomagać i będę to robił.


Być może ktoś powie, że mam tę granicę gdzieś przesuniętą, ale ja ją czuję. I nigdy nie robiłem takich numerów jak inni, że pchałem gdzieś ludzi bez kwalifikacji, bo to jest swój człowiek. U mnie czegoś takiego nie ma.


No tak, słyszę, że Kłopotek wypowiada się na każdy temat, a na niczym się nie zna. Tylko że wie pan, jak media działają - jak cię dopadną, to strzelają pytaniami. To co, mam się uchylać? Jak mam jakiś pogląd, on nie musi być bardzo ugruntowany, to się wypowiadam. Przecież nie powiem: "Nie, bo nie znam szczegółów". Na ogół pytają mnie zresztą o sprawy bieżące.


Tak ostro nie powiedziałem, ale kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Nie mogę się zgodzić z tym, że terrorysta może mordować, a jak zostanie złapany, to mają być przestrzegane wszystkie prawa człowieka. On musi odczuć karzącą rękę sprawiedliwości.


Przecież nie twierdzę, że się znam, że jestem ekonomistą, ale każdy ma swój rozum. I dla mnie, na zdrowy chłopski rozum, ten mechanizm jest jasny i banki naciągały tu swoich klientów. W ich obronie stanąłem.


Zgoda, wiedziały gały, co brały, ale przecież te różnice kursu złotówki były wynikiem gwałtownych spekulacji. I tu nie trzeba być wielkim finansistą, by widzieć, że te całe opcje to była zagrywka celowa, aby naiwnych chwycić w sieci, a potem ich wydudkać.


Przez dwa lata byłem dyrektorem, teraz jestem na urlopie, zakładu doświadczalnego Instytutu Zootechniki w Kołudzie Wielkiej hodującego gęsi. To od nas zaczyna się stado hodowlane.


Nieraz robimy sobie żarty z dziennikarzami, a potem się okazuje, że nie wszystkie mikrofony były wyłączone, no i coś się palnie. Zresztą proszę mi wskazać mężczyznę, który nie jest wrażliwy na piękno kobiet? Kobieta, jeśli potrafi wyeksponować swe plusy i zatuszować minusy, to zawsze jest w stanie przyciągnąć wzrok mężczyzny.


Proszę mnie nie prowokować. W statecznym wieku takie uwagi już nie uchodzą. Trochę jajcarski ten wywiad, nie?

*Eugeniusz Kłopotek, polityk PSL. Od 2000 r. kieruje kujawsko-pomorskim Zarządem Wojewódzkim oraz zasiada w Radzie Naczelnej PSL. Od 1968 r. należy do Zrzeszenia Ludowe Zespoły Sportowe

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj