Dziennik Gazeta Prawana logo

Kammel, czyli miłość na bank

14 maja 2009, 12:00
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
W tej historii jest wszystko: miłość, sława i wielkie pieniądze. A jakby tego było mało, w tle majaczy cień więziennej wieżyczki. Zaiste, historia romansu Tomasza Kammela i Katarzyny Niezgody nigdzie nie schodziłaby z pierwszych stron gazet - pisze Robert Mazurek.

On – jedna z największych gwiazd telewizji. Dla brukowców newsem godnym pierwszej strony było nawet to, że je ogórkową. Ona – jedna z najpotężniejszych kobiet wielkiej finansjery, wiceprezes największego banku.

Prasa ekscytowała się tym związkiem od dawna. Jego zwalniał on od podejrzeń, że – cytując klasyka – „rzadko widuje się go z dziewczętami”, ona pokazywała, że ma wszystko. Teraz ton komentarzy z lekko pokpiwających zmienił się na jawnie wrogi, bo okazało się, że ona daje mu wielomilionowe zlecenia. Tabloidy widzą ją już w więziennym drelichu, on stał się symbolem patologicznego wyzyskiwacza.

Tyle fakty (brednie o więzieniu zostawmy brukowcom). Ale z drugiej strony, cóż takiego zrobił Tomasz Kammel, że wyrzucają go dziś z telewizji publicznej? Wszak Szkoli, doradza, dorabia. TVP od dwóch dziesięcioleci przymyka na to oko, budząc się tylko, jeśli jakaś gwiazda przegnie i wystąpi w telewizyjnej reklamie. Kammel nie przegiął, robił to, co wszyscy. Tylko to.

Wszyscy wiedzą, jak powstawał polski świat wielkich finansów. A to malutki bank założony przez nomenklaturę kupił kilkanaście razy większy bank państwowy, a to bank światowy przejął nasz bank za jego własne pieniądze, a to prezesi banków polskich załatwili zagranicznym kontrahentom prywatyzację za cenę swych wielomilionowych odpraw. Wszyscy to wiedzieli, ale głośne mówienie o tym kompromitowało mówcę niegdyś jako oszołoma, dziś – jako walczącego z układem. Pani Agnieszka, kobieta utalentowana, robiła więc to, co jej szefowie, koledzy, znajomi, wszyscy wokół. Dlaczego właśnie mnie się czepiają, akurat oni?! Tak, ma prawo być zdumiona.

Bo to, co w tej historii jest najciekawsze, leży obok. W historii, która – podkreślmy to – wcale nie jest historią romansu ani nawet historią Kammela i Niezgody. Oto, pisze poważna gazeta biznesowa, „w BPH na konflikt interesów patrzono przez palce”. Jest to rzecz godna albo procesu, albo trwogi.

To na co pozwalał pozostałym wiceprezesom, że o prezesie nie wspomnę? A sprzątaczki kradły tam spinacze? I czy grzech pierworodny, grzech założycielski polskiego świata finansów, jest tu bez znaczenia?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj