W Nadrenii-Palatynacie odbędą się w niedzielę wybory do parlamentu kraju związkowego. Sondaż dla stacji ZDF z ostatnich dni kampanii wskazuje na wyrównany wyścig między CDU a SPD. Chadecy mogą w nim liczyć na 29 proc. głosów, a SPD - na 27 proc. Na trzecim miejscu plasuje się prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec (AfD) z zaufaniem na poziomie 19 proc. Próg pięciu procent przekraczają jeszcze Zieloni (9 proc.) oraz Lewica (5 proc.).
Nadrenia-Palatynat to bastion SPD, socjaldemokraci rządzą w tym zachodnim niemieckim landzie od 35 lat. Utrata władzy w Moguncji, stolicy kraju związkowego, byłaby dla ugrupowania mierzącego się z problemami na szczeblu federalnym "śmiertelnym sygnałem" - ocenia "Der Spiegel". Nastroje w SPD są napięte, bo w wyborach w Badenii-Wirtembergii, dwa tygodnie temu, "czerwoni" uzyskali zaledwie 5,5 proc. głosów.
Niemcy: Historyczny bastion SPD zagrożony. Wynik może wstrząsnąć polityką federalną
Na poziomie kraju związkowego kampania skupia się mocno na osobowościach kandydatów - tłumaczy PAP profesor Kai Arzheimer, profesor politologii na Uniwersytecie Johannesa Gutenberga w Moguncji. Jeśli byłoby to prawdą, to socjaldemokraci są w lepszej sytuacji, ponieważ w sondażach ich czołowy kandydat (oraz od dwóch lat premier kraju związkowego) Alexander Schweitzer jest o kilkanaście punktów procentowych popularniejszy od swojego rywala z chadeków, Gordona Schniedera.
Między politykami nie ma złej krwi, a w ich debatach nie ma większych kłótni. Obaj próbują w nich pokazać, że stawiają na pragmatyzm. Akcentują też sprawy dotyczące szkolnictwa i krytykują "toksyczną ofertę" AfD. Zgadzają się z postulatem wprowadzenia zakazu korzystania z mediów społecznościowych dla dzieci poniżej 14. roku życia.
Schweitzer wyróżnia się wzrostem - mierzy aż 206 cm. W kampanii stawia na pracę w terenie, często wyjeżdża na wieś, rozmawia z rolnikami, pracownikami sklepów. Podkreśla, że jako pierwszy w rodzinie ukończył szkołę średnią, deklaruje, że "politykę należy uwolnić od ideologii" i że "nie trzeba pływać tylko w socjaldemokratycznej zupie". SPD postawiło sobie w kampanii ambitny cel - w landzie zamieszkanym przez nieco ponad cztery miliony osób zamierza zapukać do 100 tys. domów.
Rzut oka na wyborczą mapę i można zrozumieć, dlaczego socjaldemokraci - tak jak mogą - próbują "otworzyć się" także na tereny wiejskie. W landzie znanym z produkcji wina na popularności zyskuje AfD. Niektóre okręgi na mapach zamalowywane są na niebiesko (kolor AfD), co oznacza że partia jest tu już pierwszym wyborem. Na zachodzie Niemiec to ewenement.
Dotyczy to m.in. Kaiserslautern, jednego z większych miast Palatynatu, położonego tuż przy amerykańskiej bazie Ramstein. SPD przez dekady było tam najsilniejszą partią, a naturalnym zapleczem tego ugrupowania - duży sektor publiczny i przemysłowy oraz silne związki zawodowe. Wielu sfrustrowanych dezindustrializacją odchodzi jednak teraz od SPD i wybiera AfD.
Wszystko tu ostatnio zamknięto. Aptekę, piekarnię, supermarket, stację benzynową. Rząd nie wydaje tych pieniędzy tutaj, w kraju, lecz wysyła je na Ukrainę - mówi jeden z wyborców z Kaiserslautern, cytowany przez "Spiegla".
Zgodnie z sondażami, w Nadrenii-Palatynacie to właśnie gospodarka jest dla mieszkańców najważniejszą sprawą podczas decyzji przy urnie. Z badania ośrodka Insa wynika, że aż 77 proc. wyborców uznaje gospodarkę za ważny lub bardzo ważny temat. Dlatego też od lokalnych polityków AfD, krytykujących CDU i SPD za ich program ekonomiczny, bije pewność siebie. Otwarcie mówią o przekroczeniu progu 20 proc. głosów, co byłoby historycznym wynikiem, najlepszym w historii na zachodzie kraju.
- W mieście nie jesteśmy popularni, ale prowincja jest nasza. Będą tam miejsca, gdzie uzyskamy ponad 40 proc. głosów - mówi PAP Juergen Wiedenhoefer, radny miejski w Moguncji, który kandyduje do landowego parlamentu.
Jednak nawet przekraczając 20 proc., AfD nie ma w Nadrenii-Palatynacie szans na znalezienie się w rządzącej koalicji. Taki przełom oczekiwany jest przez wyborców tej partii po głosowaniach we wrześniu we wschodnich landach, w Saksonii-Anhalt oraz Meklemburgii-Pomorzu Przednim.
Tematami podnoszonymi przez AfD, oprócz gospodarki, są migracja oraz bezpieczeństwo. W Nadrenii-Palatynacie podczas kampanii głośno zrobiło się o szkole w Ludwigshafen, którą „Bild” nazwał „najniebezpieczniejszą w Niemczech”. Przyjechał tam landowy minister edukacji Sven Teuber z SPD, obiecując pomoc w trudnych chwilach: szkolenia, więcej personelu i dodatkowe patrole. Dla AfD ta placówka to tylko przejaw szerszego problemu. - Jakość naszej edukacji drastycznie spada, a spowodowane jest to tym, że w klasach jest coraz więcej dzieci, które nie mówią po niemiecku - przekonuje Wiedenhoefer.
Edukacja to jeden z głównych przedmiotów troski także dla Zielonych, liczących na dwucyfrowy wynik i uskrzydlonych zwycięstwem dwa tygodnie temu Badenii-Wirtembergii.
- Widzimy, że spotkania młodzieży stają się coraz rzadsze, zamiast tego wiele przenosi się do świata cyfrowego. To nas niepokoi. Chcemy temu przeciwdziałać i wzmacniać miejsca spotkań dla młodych ludzi, szczególnie na obszarach wiejskich. Chcemy wspierać takie przestrzenie wspólnego życia w ramach pakietu demokratycznego o wartości 130 mln euro - tłumaczy PAP Katrin Eder, główna kandydatka partii w wyborach do parlamentu kraju związkowego.
Zieloni są partią, którą bardzo niepokoi wzrost popularności AfD. - AfD prezentuje się tutaj inaczej niż na wschodzie, ale jest równie radykalna i stanowi zagrożenie dla naszej demokracji. Musimy chronić demokrację. Jako Zieloni wejdziemy do rządu krajowego tylko wtedy, gdy będzie on wspierał procedurę delegalizacji AfD w Bundesracie, oraz utworzymy całodobowy punkt kontaktowy dla osób dotkniętych wrogością i przemocą - deklaruje Eder w rozmowie z PAP.
Z Moguncji Mateusz Obremski (PAP)
mobr/ rtt/