Od 9 marca "pod naciskiem rządu USA", któremu "nie spodobały mu się obrazy zbombardowanej szkoły dla dziewcząt w Minabie", zdjęcia z wojny w Iranie nie są publikowane – podaje niemiecki dziennik.
Ukrywanie bardzo ważnych materiałów
Firma poinformowała klientów o dobrowolnym zastosowaniu się do prośby rządu USA o "wstrzymanie (publikacji – PAP) materiałów wizualnych z wyznaczonego obszaru".
28 lutego, w pierwszym dniu ataków USA i Izraela na Iran, w szkole w irańskim mieście Minab zginęło 156 cywilów, w tym 120 dzieci. Eksperci ustalili, że do ataku użyto amerykańskiej rakiety Tomahawk. Kluczową rolę w dochodzeniu odegrał brytyjski portal śledczy Bellingcat, którego analitycy korzystali z danych Planet Labs.
Firma powstała w Kalifornii w 2010 roku z inicjatywy byłych pracowników NASA. Zdjęcia Planet Labs były wykorzystywane m.in. podczas gromadzenia materiału dowodowego na zbrodnie rosyjskiego wojska w podkijowskiej Buczy oraz zbrodni sił Izraela w Strefie Gazy.
"Obecnie w kosmosie działa około 200 minisatelitów. Są mniejsze niż lodówka turystyczna i ważą zaledwie kilka kilogramów" – podaje "FT". Po wyniesieniu w przestrzeń kosmiczną przez rosyjskie i amerykańskie rakiety przesyłają one obrazy z niskiej orbity okołoziemskiej.
Dziennikarze: Cenzura utrudnia nam pracę
Jake Godin z Bellingcat przyznał w rozmowie z "FAZ", że cenzura dotycząca Planet Labs utrudnia pracę. Obecnie analitycy portalu są "zmuszeni korzystać z innych źródeł danych", m.in. unijnego programu obserwacji i monitorowania Ziemi Copernicus czy Google Earth – podaje "FAZ". Często są one jednak mniej szczegółowe i rzadziej aktualizowane od danych oferowanych przez Planet Labs.
Godin przekonuje jednak, że Bellingcat "jest przyzwyczajony do obchodzenia przeszkód". Jako dowód podaje, że przy użyciu danych z satelity Sentinel-2 programu Copernicus niedawno udało mu się udokumentować zniszczenie przez izraelską armię wiosek w Libanie.