Uruchomiono system zapisów na darmowe zwiedzanie klasztoru, który ma stać się symbolem przepychu, jakim - kosztem tzw. "zwykłych Węgrów" - otaczała się poprzednia władza.
Transmisja z gruzów
Choć wśród przeciwników Magyar dorabia się powoli przydomka "facebookowego premiera", a związane z poprzednią władzą media starają się przedstawiać jego działania jako nienawistne i żądne krwi, to rozpoczęcie rządów od rozliczeń i wyznaczenia wyraźnej, symbolicznej różnicy wydaje się ruchem rozsądnym. W końcu - jak wskazują badania ośrodka 21 Kutatóközpont - rozliczeń poprzedniej ekipy domaga się również większość wyborców Fideszu.
Łączenie działań politycznych z medialnym show wydaje się więc świadomą strategią Magyara. Budowanie nieustannego kontrastu między nową a poprzednią ekipą wpisuje się w logikę zmiany ustroju - retorycznie wygodną o tyle, że wyznacza jasny kierunek społecznych oczekiwań. Politycy Tiszy starają się wykreować na pierwszych przybyłych na gruzy bizantyjskiego ustroju: tyleż zdobywców, co zatroskanych badaczy, którzy - zanim przystąpią do odbudowy - muszą najpierw ocenić skalę zniszczeń. Kolejne odkrycia znakomicie wpisują się w tę logikę: pozwalają tonować społeczne oczekiwania i odraczać konieczność przejścia do następnego etapu.
Dávid Vitézy, albo pociągiem do przyszłości
Pierwszej zagranicznej wizycie Magyara towarzyszyła jednak podwójna logika. Nowy premier zabrał ze sobą Dávida Vitézyego, urzędującego ministra transportu i inwestycji. Choć Vitézy przez krótki czas był sekretarzem stanu w tym samym resorcie za rządów Viktora Orbána, a później - w ostatniej chwili poparty przez Fidesz - przegrał wybory na nadburmistrza Budapesztu z Gergelyem Karácsonyem zaledwie 41 głosami, uchodzi za fachowca. Transport publiczny pasjonował go od dziecka, w budapeszteńskim przedsiębiorstwie komunikacyjnym pracował już jako nastolatek, a jego rzeczowość i znawstwo budzą powszechny szacunek niezależnie od politycznych sympatii.
To wyraźny kontrast wobec poprzedniego ministra, Jánosa Lázára, który w opinii publicznej funkcjonuje niemal jako uosobienie arogancji, jaka przyczyniła się do kwietniowej porażki Fideszu. Symbolem zaniedbań poprzedniej ekipy stała się właśnie kolej: po Węgrzech wciąż jeżdżą blisko pięćdziesięcioletnie składy, a odpowiedzią ministra na opóźnienia było usunięcie strony, która o nich informowała.
Dlaczego Magyar wybrał się do Warszawy i Wiednia?
To dlatego mogliśmy oglądać Vitézyego u boku Magyara na zmodernizowanym dworcu Warszawa Zachodnia, a później w kabinie maszynisty pociągu na trasie z Wiednia do Budapesztu. To dlatego Vitézy mówił o planach budowy superszybkiej kolei z Warszawy do Budapesztu, a Magyar rozmawiał później - w Austrii - o modernizacji linii Budapeszt–Wiedeń. To w kolei nowy premier zdaje się dostrzegać największy symboliczny potencjał opowiedzenia historii nowego systemu: Węgier połączonych i solidarnych z jednej strony, a z drugiej — szybkich i w stałym kontakcie z najsilniejszymi ośrodkami proeuropejskiej Europy Środkowej.
Trudno jednak rozpatrywać wizytę Magyara wyłącznie w kategoriach symbolicznych. Nowy premier udał się do państw, od których Orbán wyraźnie się oddalił, a zwłaszcza Polska może stanowić istotne wsparcie wobec konieczności odblokowania blisko 18 mld euro zamrożonych funduszy spójności (a łącznie, wraz ze środkami z Funduszu Odbudowy, nawet ok. 35 mld euro). W tym sensie wizyta w Polsce, deklaracje o chęci wzmocnienia i poszerzenia Grupy Wyszehradzkiej, a także zapowiedź Donalda Tuska, że wraz z Magyarem będą pracować nad wspólnym europejskim stanowiskiem w sprawie akcesji Ukrainy do UE, zdają się wskazywać, z jakich pozycji nowy rząd Węgier będzie zabiegał o finansowanie niezbędne do realizacji wyborczych obietnic. Pozyskanie tych środków będzie konieczne: prędzej czy później skończą się bowiem niespodzianki znajdowane wśród gruzów starego systemu, a Węgrzy zorientują się, że czas mija, oni zaś wciąż siedzą w tym samym wagonie, na trasie tego samego pociągu.