Jeśli to były działania służb, a ja skłaniam się do tej hipotezy, na razie wyłącznie hipotezy, bo nie mam podstaw ani wiedzy, która pozwalałaby kogoś oskarżyć, to jest to jeszcze jeden dowód na to, że w III RP służby były wykorzystywane, a może nawet jeszcze dzisiaj są wykorzystywane przez kogoś do akcji politycznych albo, co jest jeszcze gorsze, mogą prowadzić polityczne gry z własnej inicjatywy. A to oznacza, że demokracja polska jest w wysokim stopniu ułomna i że ta ułomność ciągle trwa. Nadal zatem nadrzędnym zadaniem dla władzy w Polsce jest uporządkowanie sytuacji służb i dokładne wyjaśnienia ich działań w przeszłości. Bez tego wyjaśnienia, bez przedstawienia całej prawdy opinii publicznej nie będziemy odporni na tego typu procedery w przyszłości.
Oczywiście nasuwa się skojarzenie ze zjawiskiem, które opisywałem już jako „układ”. To pojęcie ogólne, ale w istocie opisujące działania nie jakichś enigmatycznych
sił społecznych, tylko konkretnych ludzi i tworzonych przez nich instytucji. I tu mieliśmy zapewne do czynienia z takim patologicznym działaniem. Tylko, chcę to jasno powiedzieć, opisywane
przez „Dziennik” fakty to rozgrywka wewnątrz układu, a nie poza nim. To była walka wewnątrz formacji szerszej niż samo SLD, formacji, która dzieliła między sobą wpływy
i profity, a która przegrała dlatego, że w konstrukcji władzy, jaką sama stworzyła, były dwa ośrodki władzy wykonawczej. Te ośrodki wchodziły ze sobą w konflikt.
Można przypuszczać, że stały za nimi różne powiązania. To one uruchamiały konflikt polityczny w samej formacji. To była walka o interesy, całkiem wymierne i najwyraźniej tak duże, że
doprowadziło to do sytuacji, w której użyto w pewnym momencie takich środków jak te opisane przez „Dziennik”.
Akurat o sprawie ujawnionej teraz przez „Dziennik” nie wiedziałem, ale to, że ośrodek Aleksandra Kwaśniewskiego z ośrodkiem Leszka Millera walczyły i że w trakcie tej walki dochodziło do różnego rodzaju prowokacji, że były rozpowszechniane różnego rodzaju kompromitujące informacje, było oczywiste. Sam byłem wówczas – jako jeden z liderów opozycji – osobą, do której informacje tego rodzaju dochodziły.
Jest też jednak jeden bardzo pozytywny wniosek z publikacji „Dziennika”. Otóż jest to dowód zachodzącej w Polsce ogromnej zmiany. Prasa dociera do takich informacji i może je publikować. A przecież całkiem jeszcze niedawno przyjęto właściwie ze spokojem, że „Dziennik Bałtycki” wycofał się z publikacji artykułu o kontaktach Aleksandra Kwaśniewskiego z Władimirem Ałganowem, a elementy całkowicie nieformalnej cenzury funkcjonowały w polskiej prasie bardzo mocno. To, że one teraz funkcjonują dużo słabiej – choć moim zdaniem nie jest jeszcze tak, by doszło do zupełnego jej zniesienia – wynika z tego, że uzyskaliśmy znaczną pluralizację mediów, której przedtem nie było. Ta pluralizacja doprowadzi jeszcze do takiej sytuacji, że różne rzeczy przedtem niemożliwe do opublikowania będą mogły się ukazać.