Dziennik Gazeta Prawana logo

"Polsce należy się rewanż USA"

12 października 2007, 13:34
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
"Amerykańskie władze muszą zainwestować więcej w dobre relacje z Polską" - uważa Gary Schmitt, doradca prezydenta USA George’a W. Busha.
Najbliższymi sojusznikami Ameryki w Europie są bez wątpienia Polska i Wielka Brytania. Czy ktoś jest amerykańskim ekspertem od spraw bezpieczeństwa, czy amerykańskim politykiem, na spotkaniach z europejskimi „sprzymierzeńcami prawie zawsze czuje się pewniej, kiedy ma tam polskiego lub brytyjskiego partnera, który przeciwstawia się jednolitej ostrej krytyce utrzymanej w duchu radykalnego antyamerykanizmu.

Polskę przybliża dziś do USA wiele spraw: polska emigracja do Ameryki, religijność naszych społeczeństw większa w porównaniu z innymi zachodnimi demokracjami, i wzajemny szacunek dla roli partnera w doprowadzeniu do bezkrwawego upadku imperium radzieckiego. Nie było zatem żadnym zaskoczeniem, że pod koniec lat 90. znakomita większość Amerykanów poparła członkostwo Polski w NATO. Z sojuszami jest jednak jak z małżeństwami. Jak powiedział kiedyś ktoś mądry, mężczyźni i kobiety pobierają się z innych powodów, niż potem zostają ze sobą.

Bezpieczeństwo energetyczne

Polska jest lojalnym partnerem natowskim i sojusznikiem USA. Szybko zgłosiła gotowość wysłania swoich wojsk do Iraku, podczas gdy kilku ważnych europejskich sprzymierzeńców Ameryki w ogóle tego nie zrobiło. Polska odegrała kluczową rolę w szkoleniu 8. Dywizji armii irackiej i w odpowiedzi na wezwanie Stanów Zjednoczonych, by wzmocnić siły walczące z powstaniem w Afganistanie, zgodziła się zaangażować tam ok. 1000 swoich najlepszych żołnierzy. Polacy stacjonują też na Wzgórzach Golan i w Kongu. W przeciwieństwie do wielu innych krajów europejskich, Polska zobowiązała się do zwiększenia wydatków na obronność, zmodernizowania swoich sił zbrojnych i zwiększenia ich możliwości ekspedycyjnych. Przy tym wszystkim istnieją jednak problemy, którymi trzeba się zająć, jeśli polsko-amerykański sojusz ma pozostać silny, pragmatyczny i przynosić korzyści obu stronom.

Jednym z najpoważniejszych obszarów, w których skuteczność naszego sojuszu jest dzisiaj testowana, są rosyjskie próby wykorzystania swojej dominacji energetycznej do odbudowy wpływów w państwach poradzieckich i sfinansowania programu modernizacji armii. Na długo zanim Władimir Putin zaczął być wymieniany jako kandydat na przyszłego prezydenta Rosji, napisał on, że kluczem od „odzyskania dawnej potęgi przez Rosję będzie jej rola dostawcy nośników energii dla Europy i świata. Moskwa kupuje więc gaz ziemny w Azji Środkowej po cenach znacznie niższych od rynkowych, a następnie sprzedaje go Europie kilkakrotnie drożej. Zyski zaś na nowo rozniecają rosyjski nacjonalizm.

Aby pokazać, że Rosja nie cofnie się przed wykorzystywaniem swej nowo nabytej władzy, zeszłej zimy Gazprom zakręcił kurek gazowy Ukrainie. Niewiele później z niewyjaśnionych przyczyn wybuchł gazociąg dostarczający gaz z Rosji do Gruzji. Te dwie młode demokracje, które poszły za przykładem Polski i otwierały się ku Zachodowi, udaremniły próby przejęcia przez Gazprom kontroli nad swoją infrastrukturą przesyłową. Gazociągiem ukraińskim płyną największe dostawy dla Europy, natomiast gruziński stawał się kluczowym kanałem transportowym przez Kaukaz. Urzędnicy rosyjscy argumentowali, że Ukraina płaciła cenę znacznie niższą od rynkowej. Moskwa nie wspomniała jednak ani słowem, że Gazprom jeszcze taniej sprzedawał gaz Białorusi i jej marionetkowemu przywódcy Aleksandrowi Łukaszence.

Z problemem tym Polska nie upora się w pojedynkę. A chociaż Stany Zjednoczone popierają stworzenie nowych, zróżnicowanych linii przesyłowych z Azji Środkowej, by rozbić monopol Gazpromu, to za słabo naciskają w tej strategicznej kwestii na swoich na pozostałych europejskich sojuszników. Kraje Europy Zachodniej nadal zbyt ochoczo podpisują z rosyjskim potentatem kontrakty długoterminowe, nadal zbyt chętnie płacą Gazpromowi miliardy dolarów za mniejszościowe udziały w rosyjskich odwiertach, dzięki którym rosyjski potentat będzie miał własne złoża. I na razie zdecydowanie za mało stanowczo domagają się od Rosji, aby w zamian za te decyzje i dyskusję o ewentualnym członkostwie Rosji w Światowej Organizacji Handlu Moskwa ratyfikowała Kartę Energetyczną, co zniosłoby monopol Gazpromu na eksport gazu z Rosji.

Bezpieczeństwo energetyczne Polski i Stanów Zjednoczonych wymaga powstania globalnego rynku gazu ziemnego. Konkurencyjny światowy rynek doprowadziłby bowiem do dywersyfikacji dostaw, co stworzyłoby mocny fundament owego bezpieczeństwa. Już Winston Churchill dostrzegł zalety w szukaniu różnych źródeł energii. Kiedy podjął decyzję o przestawieniu floty brytyjskiej z węgla na ropę naftową jako główne paliwo, tak skomentował ryzyko związane z zaniechaniem tego kroku: „Bezpieczeństwo i pewność dostaw ropy naftowej opierają się wyłącznie na zróżnicowaniu źródeł.

Silne NATO

Drugim wyzwaniem, przed jakim stoją Polska i Stany Zjednoczone, jest kondycja Sojuszu Północnoatlantyckiego. W przeprowadzonym w 2002 r. sondażu 64 proc. Polaków uznało NATO za główny filar bezpieczeństwa swego kraju. Dwa lata później takie zdanie wyraziło już tylko 48 proc. Jednocześnie aż 51 proc. Polaków uważa, że Unia Europejska powinna wzmocnić swoją siłę militarną, aby odgrywać większą rolę w świecie. Tendencja ta, chociaż niepokojąca, nie powinna zaskakiwać. Powiela ona kierunek występujący w innych krajach UE, zarówno starej, jak i nowej Europy. W codziennym życiu przeciętny Polak znacznie bardziej odczuwa przynależność swego kraju do UE niż do NATO.

Ale jeśli Europejczycy chcą, żeby Stany Zjednoczone poważnie traktowały ich opinie w sprawach bezpieczeństwa, to najlepsze i najskuteczniejsze forum do ich wygłaszania jest takie, na którym Ameryka również zabiera głos. Ponadto przy malejących na całym kontynencie budżetach obronnych jest za mało środków i urzędniczej energii do tego, żeby jednocześnie utrzymać siłę NATO i stworzyć skuteczne unijne siły zbrojne. Polscy politycy muszą nadal przekonywać swoich obywateli, że długofalowe bezpieczeństwo Polski w większym stopniu opiera się na USA i NATO niż na gospodarczo istotnej, lecz militarnie wątłej UE.

Demokratyczna Ukraina

Wreszcie USA i Polska nie mogą dopucić do tego, żeby dążenia demokratyczne wśród sąsiadów Polski zachwiały się na skutek doznanych porażek i kontrofensywy Moskwy. Stany Zjednoczone muszą się zmagać z tyloma problemami na scenie światowej, że Waszyngton może zechcieć skreślić ten punkt z listy priorytetów w swojej polityce zagranicznej. Warszawa musi naciskać Waszyngton, aby kontynuował działania mające na celu utrzymanie ukraińskiej rewolucji demokratycznej na właściwym kursie. Ukraińcy muszą wprawdzie sami chcieć należeć do Zachodu, ale USA i Polska z pewnością mogą uczynić wiele, aby możliwość ta pozostawała dla nich dostępna i atrakcyjna.

Nie wolno nam też zapomnieć o mieszkańcach Białorusi, kraju, który amerykańska sekretarz stanu Condoleezza Rice nazwała „ostatnim przyczółkiem tyranii w Europie. Represyjny reżim Łukaszenki staje się również problemem strategicznym, służąc Rosjanom jako „tajny kanał do przekazywania środków finansowych i uzbrojenia krajom, z którymi Moskwa woli nie utrzymywać oficjalnej współpracy. Dla Białorusi nie ma łatwego ani szybkiego rozwiązania, ale Warszawa i Waszyngton muszą pamiętać, że nie było również łatwego ani szybkiego sposobu na wyzwolenie Europy Środkowej i Wschodniej.

O sojusze trzeba dbać. Czasami tak jak to było podczas zimnej wojny opierają się one na oczywistych i żywotnych interesach strategicznych wszystkich uczestników. W takich okresach jest to znacznie łatwiejsze. Wszyscy jak mówimy w USA „są po tej samej stronie. Dzisiaj oczywiście nie mamy do czynienia z taką sytuacją. Stany Zjednoczone i ich natowscy sprzymierzeńcy stoją przed rozmaitymi wspólnymi zagrożeniami, ale każdy walczy z nimi na inny sposób i z innym natężeniem. To, co Stany Zjednoczone z ich globalnymi zaangażowaniami uważają za żywotne, nie zawsze jest tak traktowane przez innych. Mądrzy politycy to rozumieją i dostosowują się do partnerów. Sojusznicy powinni wzajemnie szanować swoje priorytety. Przy braku takiego kompromisu napięcia będą rosły i stosunki ulegną nadszarpnięciu.

Relacje polsko-amerykańskie są wprawdzie zadowalające, ale Waszyngton trochę zbyt wolno sobie uświadamia, że ich podtrzymywanie będzie wymagało trochę większego wysiłku z jego strony. Weźmy choćby sprawę rozmieszczenia na terytorium Polski kluczowego elementu tarczy antyrakietowej. Nie ulega wątpliwości, że zwiększona zdolność USA do obrony przed rakietami balistycznymi jest korzystna nie tylko dla Stanów Zjednoczonych, ale również dla ich sprzymierzeńców. Ameryka poważnie zagrożona atakiem rakietowym z natury rzeczy byłaby mniej wartościowym sojusznikiem swoich demokratycznych przyjaciół. Z drugiej strony, jeśli rząd Polski przystanie na budowę takiej bazy na terenie swojego kraju, zostanie to uznane przez Moskwę jak już zapowiedziała za akt nieprzyjazny. Waszyngton nie może oczekiwać od Warszawy, aby ta po prostu przyjęła to do wiadomości jako dobrodziejstwo inwentarza.

Mówi się co prawda, że Polska otrzymuje obecnie jedną trzecią amerykańskich środków pomocy wojskowej (FMF) przeznaczonych na Europę. Robi to wrażenie, póki się nie wie, że Jordania, Egipt i Pakistan dostają znacznie więcej.

Oczywiście nikt nie chce mierzyć przyjaźni polsko-amerykańskiej poziomem pomocy finansowej. Polacy doceniają pomoc Ameryki w wydobyciu się przez nich spod kontroli Moskwy. Z kolei Amerykanie darzą Polskę głębokim szacunkiem jako „zagorzałego obrońcę wolności, jak się wyraziła sekretarz stanu Condoleezza Rice na waszyngtońskim spotkaniu z premierem Kaczyńskim w ubiegłym tygodniu. Ale Warszawa i Waszyngton muszą ten wzajemny szacunek pielęgnować i chronić się przed przekonaniem, że wystarczy on do tego, aby nasze „małżeństwo było trwałe.

Współpraca: Rebecca Weissburg


Gary Schmitt, wpływowy doradca administracji prezydenta USA ds. polityki zagranicznej w obszarze Europy, dyrektor wykonawczy Zespołu Doradców ds. Wywiadu Zagranicznego prezydenta USA, doradca Departamentu Obrony. Założyciel i dyrektor Project for the New American Century, pod którego auspicjami razem z Paulem Wolfowitzem, Richardem Armitage, Dickiem Cheneyem i Donaldem Rumsfeldem wypracował model polityki zagranicznej i obronnej administracji prezydenta George’a W. Busha. Publikuje w „Foreign Affairs i „National Interest.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj