ANITA SOBCZAK :Jak na dziś ocenia Pan szanse na wejście PSL do rządu?
Waldemar Pawlak: Pół na pół.
Szala się nie przechyla w którąkolwiek ze stron?
Ostateczna decyzja zapadnie w środę. Dziś będziemy rozmawiać w swoim gronie.
Czy czuje pan presję? Od PSL zależy teraz, czy odbędą się wcześniejsze wybory, czy rząd będzie miał większość.
To jest poważna sytuacja i wymaga poważnego rozważenia argumentów. Proponowaliśmy – naszym zdaniem najbardziej stabilne rozwiązanie – koalicję konstytucyjną z udziałem
PiS, PO i LPR i PSL...
Nie stracił pan resztek złudzeń co do takiego rozwiązania po niedzielnej konwencji PO, która zdecydowała o złożeniu wniosku o rozwiązanie Sejmu?
Taka koalicja funkcjonuje w samorządzie warszawskim i wielkopolskim, Widać, że ludzie w samorządach mają więcej rozsądku i gotowości na współpracę i partnerstwo. Natomiast towarzystwo
warszawskie jest bardziej skłonne do kłótni i awantur. Dlatego zastanawiamy się, czy lepszym wyjściem będą przyspieszone wybory, czy próba budowania koalicji wokół PiS.
I co postanowicie?
PSL od wielu miesięcy postuluje, żeby przywrócić w naszym kraju normalność, żeby rząd zajmował się tworzeniem jak najlepszych warunków dla samorządów, przedsiębiorców, rolników.
Chcemy Europy tu, w Polsce, a nie bezustannych awantur. PSL jest gotowe rozmawiać ze wszystkimi uczestnikami życia publicznego, żeby znaleźć dobre rozwiązania dla kraju.
Może właśnie będziecie mogli realizować te cele, wchodząc do rządu?
Taka możliwość jest rozważana. Bierzemy tu pod uwagę także to, że w najbliższym czasie trzeba uregulować możliwości pozyskiwania środków europejskich przez samorządy, przedsiębiorców,
rolników. Z końcem roku wygasa bowiem ustawa o Narodowym Planie Rozwoju i trzeba przyjąć nowe prawo, które umożliwi nam „wyciskanie Brukselki”. Ale do tego, żeby PSL
współpracowało w ramach rządu, potrzebne jest zaufanie do partnerów.
Więc do kogo ludowcom brakuje zaufania?
Przede wszystkim chodzi o PiS. Ostatni rok był okresem niekończących się awantur, z których nic - poza biciem piany - nie wynikało. Pytanie jest więc takie, czy Prawo i Sprawiedliwość jest
gotowe na poważną zmianę sposobu działania rządu i jego przebudowę, żeby zaprowadzić w naszym kraju spokój i stabilizację.
Przebudowa rządu ma polegać m.in. na oddaniu PSL ministerstw: rolnictwa, rozwoju regionalnego, gospodarki?
Na tym etapie rozmów nie dzielimy stanowisk. Musimy rozmawiać o generalnych warunkach, o tym, czy w ogóle możliwa jest partnerska współpraca i czy ma ona solidne podstawy. Jeśli miałaby być
to krucha większość opierająca się na niepewnych posłach, to lepiej w takiej sytuacji rozwiązać Sejm. Może właśnie wyborcy powinni pogodzić polityków.
Ale czegoś musicie się przecież domagać. W końcu negocjacje trwają...
Jak najpierw ustala się stanowiska, a potem program, to kończy się chamami i warchołami. Problem PiS i Samoobrony sprowadza się do tego, że wystarczy podzielić stanowiska i reszta sama się
ułoży. PSL ma doświadczenia z wielu koalicji i wie, że to nie jest sposób na rządzenie. Bardzo ważne jest ustalenie generalnych reguł współrządzenia, kwestii programowych.
Wracając do zaufania: kilka tygodni temu PiS, żeby bez przeszkód wprowadzić nowelizację ordynacji wyborczej, pozbawił pana stanowiska przewodniczącego komisji samorządowej. Jest pan w
stanie przebaczyć?
To była typowa polityczna rywalizacja. Powiem ekumenicznie: wybaczam, ale nie zapominam.
A nie przeszkadza panu, że PiS chce z wami współpracować, a jednocześnie proponuje ordynację samorządową do Sejmu, która marginalizuje partie z niewielkim poparciem?
Ten pomysł też nie buduje zaufania. Na pewno nie zgodzimy się na przedłużenie funkcjonowania tego Sejmu, tylko po to, żeby wprowadzić te zmiany. Zgodnie z propozycją PiS wrócimy bowiem do
systemu monopartyjnego.
Kilka miesięcy temu, kiedy PiS negocjował z LPR i Samoobroną, PSL nie zgodził się wejść do koalicji. Dlaczego wtedy powiedzieliście "nie" i czy dziś bierze pan pod
uwagę racje, które o tym wtedy zdecydowały?
Wówczas nie zgodziliśmy się na program przyjęty przez Samoobronę i PiS. On sprowadzał się tylko do propozycji „solidarnego państwa”, która koncentrowała się wyłącznie
na naprawie działania centralnych struktur państwa. PSL chciał, by zajęto się również sprawami samorządu, organizacji pozarządowych, przedsiębiorczości. Nasza propozycja nie została
uwzględniona. W ostatnim orędziu premiera Kaczyńskiego dostrzegam sygnały zmiany dotychczasowej postawy. Mówił o solidarnej Polsce. Zapowiadał też, że PiS chce odejść od awanturniczego
sposobu uprawiania polityki od kryzysu do kryzysu. Jeśli w tych dwóch kwestiach PiS byłby gotowy na poważną zmianę, to są przesłanki do tego, żeby podjąć ryzyko współtworzenia
rządu.
PSL w sondażach ma minimalne poparcie. Może to argument za wejściem do rządu?
Nie boimy się wyborów. Już nieraz pokazaliśmy, że z sondażami wygrywamy.
Waldemar Pawlak (47 l.), przewodniczący PSL. Dwukrotny premier: w roku 1992 (nie stworzył rządu) oraz w latach 1993 - 95. Poseł na Sejm nieprzerwanie od 1989 roku.