Dziennik Gazeta Prawana logo

"Trudna prawda o Samoobronie"

12 października 2007, 14:38
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Uff! A więc to najprawdopodobniej tylko molestowanie. A one były tylko nałożnicami. No i układ był czysty: kariera za seks. A z tej Anety to też niezłe ziółko... Więc nic się nie stało - pisze w DZIENNIKU Michał Karnowski.
No i na dodatek można przyłożyć "Wyborczej", uderzyć w DZIENNIK - media, które najmocniej zaangażowały się w wyjaśnienie tej historii.
Taki jęk ulgi przeszedł przez koalicję i część prasy, gdy okazało się, że Łyżwiński nie jest ojcem dziecka Anety K. Powtórzono mantrę o "tabloidyzacji" poważnych mediów, by już w drugim zdaniu wołać o wstrzemięźliwość w informowaniu o życiu prywatnym polityków. A w domyśle, szykować się do zapomnienia.
A więc znowu będziemy musieli uciekać od prawdy, że Samoobrona to nie normalna partia, lecz układ dostarczania sobie kasy i przyjemności? Zapraszać Łyżwińskiego, Filipka i debatować o realizacji programu "solidarne państwo"? W długich, mądrych i być może nudnych, ale na pewno nie "tabloidalnych" komentarzach analizować wypowiedzi premiera, że lepperowcy mieli rację co do faktów, a mylić się mogli się najwyżej co do recept? Tak mniej więcej należy czytać tę ofertę. To marchewka: przestańcie drążyć, a zostaniecie uznani za poważną prasę. Przestaniemy was obrażać. Inaczej zarzucimy wam niszczenie naszych rodzin, narażanie dobrego imienia dzieci. Jest i kij: zamknijcie się, bo uruchomimy ABW, sądy i co tam jeszcze trzeba. Chwycimy was za twarz, zmieniając prawo prasowe, będziemy nękać waszych wydawców.
Kto inny oferuje marchewkę, kto inny straszy kijem, ale wszystko razem jest spięte klamrą prostej tezy: nie ma prokuratorskiego zarzutu, nie ma tematu. Nie ma przestępstwa - jest koalicja. Jest koalicja - lubimy Leppera. Trwamy. Z zatkanym nosem i zamkniętymi oczyma, ale trwamy. W imię władzy.

Niewygodna prawda
Niestety, tak już się nie da. Prawnicza kazuistyka może być niezłym argumentem politycznym, ale wrzucona we współczesną debatę prasową, zwłaszcza w tym wypadku, słabo działa. Bo tym razem nie trzeba być tabloidem, by dostrzec skandal. Teraz trzeba być ślepym, by nie widzieć zła. Każda gazeta może sobie bowiem zadać prosty trud i poprosić reportera, by porozmawiał z byłymi i obecnymi działaczami oraz pracownikami partii, która wyszła z ludu. Nie kosztuje to wiele - sięgnijcie, koledzy, do notesów, podzwońcie, umówcie się na kawę. Po kilku godzinach pracy dotrzecie do relacji, które zjeżą wam włos na głowie. O prostytutkach finansowanych z pieniędzy podatników. O pijaństwie i burdach na partyjnych spotkaniach. O patologicznych układach w biurach parlamentarnych. O popularności modelu "kariera za seks". O cynicznym wykorzystywaniu młodych dziewczyn i chłopców. O wytartych łóżkach w każdym niemal gabinecie i biurze. Oczywiście, natraficie także na barierę strachu i wstydu.
Bo w Samoobronie świętych nie było. Jak mówił mój rozmówca: "Prości ludzie, proste obyczaje". Macie wtedy dwa wyjścia. Możecie uznać, że ponieważ świadkowie obawiają się wystąpić pod nazwiskiem tematu nie ma. A my, dziennikarze, możemy dalej udawać, iż wszystko jest w porządku.
Możemy też próbować przełamać barierę milczenia. To nie jest łatwe i proste. W takich wypadkach media biorą na siebie ogromne ryzyko. Wzięła je na siebie "Gazeta Wyborcza", publikując zweryfikowaną w miarę dziennikarskich możliwości relację Anety K. To ryzyko wziął na siebie DZIENNIK, zamieszczając przeprowadzony przez autora niniejszego tekstu wywiad z byłym działaczem Samoobrony. Z człowiekiem, który od lat 90. przez ponad dekadę był jednym z najbardziej zaufanych ludzi Leppera. Z którym wielokrotnie rozmawiałem i który nigdy nie przekazał nieprawdziwej informacji. Z którym rozmowa jest - za jego zgodą - nagrana i który w razie konieczności gotowy jest stanąć przed sądem. Ale który dziś jeszcze boi się świadczyć pod nazwiskiem.

Granice prywatności
Obowiązkiem dziennikarza jest dać świadectwo prawdzie, z pełną świadomością niebezpieczeństwa, iż pojawi się zarzut "przekroczenia granicy intymności". Co szlachetnie brzmi, ale nic w tym kontekście nie znaczy. Pierwszy granice intymności przekroczył bowiem Stanisław Łyżwiński, kiedy po raz pierwszy obmacywał działaczkę Samoobrony. A Lepper zmusił nas do wkraczania w intymną sferę jego działaczy i jego samego w chwili, kiedy dał Łyżwińskiemu "pod opiekę" tak zwany OMOS Ogólnopolską Młodzieżową Organizację Samoobrony. Z kolei niektóre działaczki Samoobrony zmusiły nas do wysłuchiwania relacji o ich intymnych kontaktach w chwili, gdy wydały z siebie długo przed testem DNA okrzyki pełne pogardy dla Anety Krawczyk. Bo pytanie o łatwość, z jaką przeszły do porządku dziennego nad możliwością funkcjonowania tuż obok nich układu "kasa za seks", domagało się odpowiedzi.
I dumne mogą być z siebie te media, które podjęły próbę tej odpowiedzi. A PO - partia, która w chwili największego oburzenia Polaków zaoferowała możliwość w miarę bezkolizyjnego wyjścia z sytuacji - też nie ma się czego wstydzić. Jasne, to było nierealne. Ale dużo bardziej etyczne niż oddech ulgi, że Lepperowi nic się nie udowodni, a więc może dalej być wicepremierem Rzeczpospolitej.
Oczywiście, wiarygodność Anety Krawczyk została podważona. Ale też nikt i nigdzie nie twierdził, że to niewinna dama w bieli. W sobotnim DZIENNIKU napisałem: "Wcześniej była lojalną działaczką, a jak twierdzą niektórzy świadkowie, także brutalną egzekutorką własnej, nieczysto zdobytej pozycji". Wynik testu DNA działa przeciwko niej. Może jest osobą dużo głupszą niż sądziliśmy? Prowadziła życie jeszcze bardziej rozwiązłe? Albo jest zdolna do cynizmu, o jaki ją nie podejrzewaliśmy? Nie wiemy. Ale nikt nie wyemitował ani nie wydrukował niczego, co by z góry przesądzało o jej racji. To było wątpiące, dziennikarskie "sprawdzam". Ale i ludzkie poczucie niesmaku, obrzydzenia. Nie wiem, czy tabloidalnego. Na pewno ludzkiego. Dziennikarze zrobili - z małymi wyjątkami - co do nich należało.

Niby-wyjaśnienie
Niestety, część mediów znowu nabiera się albo udaje, że się nabiera - na propagandę lepperowców. Tak jak szef Samoobrony uznała, że badanie DNA to moment zwrotny. Chwila, gdy historia zostaje zamknięta z wynikiem pozytywnym dla Samoobrony i koalicji. A przecież to nieprawda.
Są świadkowie, najprawdopodobniej także zeznający w prokuraturze, potwierdzający istnienie mechanizmu "kariera za seks". Są reakcje kobiet Samoobrony i działaczy dające zezwolenie na taki proceder. Jest cicha zgoda Leppera na buszowanie Łyżwińskiego wśród młodych, marzących o wyrwaniu się z miasteczka czy wsi działaczek partyjnej młodzieżówki. To wszystko wylało się i nie da się tego szybko sprzątnąć. Artykuł zawierający relację Anety Krawczyk uruchomił lawinę. Trzeba być ślepym, by jej nie zauważać.
Niestety, PiS i jego satelici poszli w tej sprawie po najmniejszej linii oporu. Uznali, że da się powtórzyć manewr z "taśm Beger" - wskazać na wątpliwości dotyczące metody powstania materiału i w ten sposób uciec przed konsekwencjami. Tylko, że wtedy było to jakoś uzasadnione. No i była to sprawa polityczna. Ale przecież nikt nie negował niestosowności tych rozmów. A teraz się neguje. Atakuje dziennikarzy. Choć tym razem powinniśmy być dużo bardziej zasadniczy, bo dotykamy istoty godności osoby ludzkiej. Mamy do czynienia z mechanizmem wykorzystywania młodych dziewczyn, mechanizmem werbunku "gąsek" na nałożnice, na dodatek za publiczne pieniądze. Jak ślepym trzeba być, by tego nie widzieć?
Jak bardzo trzeba kochać ten rząd, by jak ksiądz prowadzący w sobotę w Radiu Maryja rozmowę z wicepremierem Lepperem, nie spytać nawet raz o patologie relacji damsko-męskich w tej partii? Na co jeszcze trzeba czekać? Jak cynicznym być, by dowodzić, że tylko wyrok sądowy coś tu zmieni... Przecież to w finale nie musi być nawet sprawa dla prokuratora, ale czy przez to przestaje być naganna? Czy wszystko, co krytykujemy, musi podlegać penalizacji i wyrokowi w imieniu Rzeczpospolitej? Jeśli tak, to zniszczcie wszystkie artykuły na temat Grupy Trzymającej Władzę. Jeśli tak, to większość dziennikarzy powinna wyrzucić nagrody za teksty śledcze. Te ostatnie zazwyczaj powstają przed wyrokiem sądu. I rzadko takim werdyktem się kończą. Ale często wnoszą do życia publicznego, nawet jeśli początkowo są oparte na anonimowych świadectwach, oddech świeżego powietrza, zmuszają do reakcji i dalszych śledztw.

Woda w ustach koalicji
Tym razem nikt tego nie chce. Wszystko, co do tej pory zrobiły w tej sprawie PiS i rząd, sprowadza się do poganiania prokuratora. Doceniam. Ale oczekiwałbym znacznie więcej. Zaprzestania traktowania Samoobrony jako normalnej partii. Wiemy już, że to fałszywy obraz. To po prostu towarzystwo wygodnego życia z polityki. Cyniczne i bezprogramowe. A wreszcie - układ wzajemnego krycia się aż po grób. Grania opinią publiczną w obronie swoich interesów. Raz łzy i przeprosiny, za chwilę atak na media, zapowiedź zmiany prawa prasowego. To język i motywacja tym bardziej niebezpieczna, że spotykająca się z aplauzem LPR i sympatią PiS.
Ludzie bez wstydu kontratakują. Próbują zinstytucjonalizować swoją bezkarność, tworząc bat na media, skutecznie odsłaniając tajemnice LPR i Samoobrony.
I - co jednak szokuje - nic a nic się nie wstydzą. Błagają o pamięć o ich rodzinach. Ale czy nie widzą, co zrobili innym? Każą zakopywać się ze wstydu tym, którzy chodzą wokół ich ciemnych zwyczajów i brudów. A oni? Może napiszą jeszcze kodeks etyczny dla dziennikarzy i przyklasztornych szkół żeńskich? Z kim my dyskutujemy?
Czy to jeszcze politycy? Mężowie? Ojcowie?
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj