Dziennik Gazeta Prawana logo

"Wolność słowa jest zagrożona"

12 października 2007, 14:40
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Jeden wicepremier nasyła na dziennikarzy ABW. Drugi chce karać media drakońskimi kwotami. Dobrze, że dwoje pozostałych wicepremierów nie zgłasza żadnych żądań. Być może trzeba byłoby myśleć o zmianie zawodu - pisze w "Fakcie" Kamil Durczok, szef "Faktów" TVN.
Każdy polityk ma swoją listę żalów do dziennikarzy a to go skrzywdzili, a to źle pokazali, a to puścili z jego wypowiedzi tylko sześć sekund, podczas gdy on mówił pół godziny. A to opisali aferę, a polityk przecież nie miał z tym nic wspólnego i zawsze chciał dobrze i tylko dobrze. Milionowe nakłady gazet pomnożone przez dziesiątki artykułów i tysiące działaczy stworzyło prawdziwe Archiwum X.

Czas na odwet. Sycylijczycy mawiają, że zemsta jest strawą, która najlepiej smakuje na zimno. Dwaj wicepremierzy postanowili jednak nie czekać i ryzykując poparzeniem podniebienia natychmiast przystąpili do ataku. Gorączkę akcji odwetowej lekko tylko studziły zadawnione urazy. Ich długa lista motywowała wicepremierów do wytężonego wysiłku.

Pozornie nic się nie dzieje. Ot, kolejna odsłona walki, która jest wpisana w istotę relacji politycymedia. Ale tylko pozornie. Przyzwyczajeni do bzdur, którymi karmił nas Andrzej Lepper, nagle usłyszeliśmy, jak wicepremier rządu Rzeczypospolitej całkiem serio chce zamykać gazetę. Co więcej, jako narzędzia do prowadzenia swojej prywatnej wojny chce używać publicznej służby opłacanej z naszych podatków - Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Idąc tym tropem nietrudno sobie wyobrazić, jak przygotowani i szkoleni do walki z najgroźniejszymi przestępstwami oficerowie, muszą zakładać pluskwy podsłuchowe w redakcjach. Jak zamiast pilnować naszego bezpieczeństwa, agenci podsłuchują redaktorów i reporterów, żeby wicepremier mógł spać spokojnie.

Roman Giertych obrał inną taktykę - wykończyć media finansowo. Jawne kłamstwo ma być karane milionową grzywną. Jawnym kłamstwem jest oczywiście niewygodna dla polityków prawda. Wszystko to, co poseł, senator, wójt albo minister wolałby schować pod łóżko. Albo lepiej zamieść pod dywan, bo łóżko to ostatnio mebel z samego centrum oświetlonej fleszami politycznej sceny. Raz, dwa, trzy - kara za karą, a na końcu krach finansowy znienawidzonych tytułów. Inna taktyka, ale i tutaj do osobistej batalii wciągany jest aparat państwowy - Sejm i cała jego legislacyjna machina.

Można być dziwnie spokojnym, że pomysły padną na podatny grunt, że znajdzie się zadziwiająco duża liczba posłów, którzy uznają, że rachunki krzywd można wyrównać właśnie teraz. Że odwet ma słodki smak zwłaszcza, jeśli dziennikarzom można wystawić tak słony rachunek, naciskając na sejmowym pulpicie jeden guzik.

Politycy powinni wiedzieć, że do skutecznej obrony swoich praw nowelizacja prawa prasowego nie jest konieczna. Dziennikarza można przecież skarżyć z kilku artykułów kodeksu cywilnego i kilku artykułów kodeksu karnego. Jeśli więc jakiś polityk chciałby skutecznie przystąpić do obrony i wie, na czym polega sprostowanie, nic nie stoi na przeszkodzie. Jeżeli uważa, że z premedytacją zostały naruszone jego dobra, ma do dyspozycji wymiar sprawiedliwości.

Politycy zgłaszający pretensje do dziennikarzy, że sprostowanie ukazuje się po kilku latach, najpierw powinni zgłaszać pretensje do wymiaru sprawiedliwości i do tego, w jakim tempie on działa. Widać obowiązujące przepisy Romanowi Giertychowi jednak nie wystarczają.

Obydwaj wicepremierzy rozumieją władzę jako przywileje, uprawnienia i to cudowne uczucie, gdy jednym telefonem uruchamia się potężną urzędniczą maszynerię. Maszynerię, której - w dodatku - mało kto potrafi się przeciwstawić.

Myślę, że na drodze do realizacji tego scenariusza stanie premier. Jarosław Kaczyński ma swoje rachunki z mediami, czasem nie kryje niechęci do dziennikarzy, którzy są dla niego w ogromnej części składową układu. Układu, z którym walczy i który chce rozbić. Głęboko jednak wierzę, że premier Kaczyński rozumie też doskonale, iż wolne media to fundament demokracji. Że wojna z dziennikarzami, to wojna z opinią publiczną. Premier był kiedyś dziennikarzem, kierował „Tygodnikiem Solidarność. Niewielu polityków stać na spojrzenie na świat innymi oczyma, zwłaszcza wzrokiem dziennikarskim. Ale w końcu za coś przechodzi się do historii.
Kamil Durczok, szef "Faktów" TVN
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj