Dziennik Gazeta Prawana logo

"Europie brakuje wspólnej konstytucji"

12 października 2007, 14:44
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
"Kraje, które chcą przystąpić do Unii, powinny być bardziej świadome jej natury i celów. Nie jest to jedynie sakiewka z pieniędzmi. Unia to przede wszystkim przestrzeń wolności obywatelskiej, solidarności i obowiązków" - pisze w "Fakcie" Valéry Giscard d'Estaing, były prezydent Francji.
Unia polityczna Europy jest koniecznością, jeśli chcemy zachować nasze wartości w zmieniającym się świecie. Aby mieć faktyczny wpływ na globalną politykę, Unia Europejska musi spełnić kilka warunków. Przede wszystkim powinna dać obywatelom i rządzącym klarowną wizję Europy, którą chce budować.

Unia Europejska to konstrukcja jednopoziomowa unia państw członkowskich, które przekazały jej część swoich kompetencji. Dziś Unia prowadzi wspólną politykę w zakresie: handlu zagranicznego, jednolitego rynku, zasad konkurencji i polityki monetarnej. Cały czas trwają rozmowy na temat rozszerzenia kompetencji o politykę zagraniczną i wspólną obronę. Tego zresztą życzy sobie opinia publiczna.

Federalizm europejski jest szczególny, gdyż ogranicza się jedynie do działania wewnątrz ściśle wyznaczonych mu kompetencji. We wszystkich sferach, w których kompetencje nie zostały przyznane, nad głowami poszczególnych państw nie ma żadnego parasola ochronnego. Mogą one oczywiście zawierać umowy o współpracy, jednak ostateczna odpowiedzialność polityczna spoczywa w rękach poszczególnych krajów. Jest niezmiernie ważne, by obywatele uświadomili sobie ten fakt. Wtedy będzie można wreszcie położyć kres obecnemu zamieszaniu, w którym państwa członkowskie zbyt często zrzucają winę na Europę za porażki ich wewnętrznej polityki. Aby potwierdzić swoje istnienie w sferze polityki, Unia Europejska potrzebuje tożsamości o dobrze zaznaczonych granicach. Ta reguła dotyczy zresztą wszystkich stowarzyszeń, czy to małych, czy dużych. Nie istnieją organizacje, których jedynym celem jest przyjmowanie kolejnych członków. Niestety, Unia Europejska przejawia taką tendencję już od 15 lat. Ta postawa jest szkodliwa dla państw członkowskich, gdyż nie wyjaśniając wystarczająco jasno swoim obywatelom, jaka jest istota i cel Unii, narażają się na rozczarowanie i frustrację ludzi. Takie negatywne zjawiska można zauważyć zarówno w dawnych, jak i nowych krajach członkowskich.

Kraje, które chcą przystąpić do Unii, powinny być bardziej świadome jej natury i celów. Nie jest to jedynie sakiewka z pieniędzmi ani strefa swobodnego przepływu towarów i osób. Unia to przede wszystkim przestrzeń wolności obywatelskiej, solidarności i obowiązków. A zatem, Unia powinna wypracować nową politykę przyjmowania kolejnych członków. Akcesja jest poważną decyzją i każde państwo powinno ją podjąć indywidualnie. Towarzyszyć temu powinny: pogłębiona wiedza obywateli państwa kandydującego na temat istoty Unii i ich chęć przystąpienia do unii politycznej.

Jedynie państwa leżące terytorialnie wewnątrz granic kontynentu europejskiego kwalifikują się w obecnej sytuacji do członkostwa w Unii Europejskiej. To powinno służyć za odpowiedź dla państw z regionu kaukaskiego, gdzie niektórzy rządzący nie wypowiadają się jasno na ten temat. Tak długo, jak kontynent północnoamerykański jest podzielony na trzy osobne państwa, Stany Zjednoczone, Kanadę i Meksyk, i nikt nie ogłasza fuzji, tak długo jest niedopuszczalne, aby dyplomacja amerykańska wywierała publiczną presję na kraje członkowskie Unii Europejskiej. Chodzi o nacisk na to, aby rozważały one przyjęcie do Wspólnoty Turcji - kraju, którego 95 proc. terytorium, w tym stolica, leży poza granicami Europy. Decyzja odnośnie formy współpracy, jaką chciałaby nawiązać Unia ze swoimi wielkimi sąsiadami, w szczególności z Rosją, Turcją i państwami Maghrebu, leży jedynie w gestii Europejczyków.

Warunki przyjęcia do Unii Europejskiej muszą być ściśle przestrzegane i ich wypełnienie powinno być ważniejsze niż respektowanie zobowiązań wynikających z ustalonych dat akcesji. UE, ze względu na kruchość jej obecnego kształtu politycznego i jej instytucji, powinna dokładnie rozpatrzyć każdą kandydaturę na nowego członka.

Obywatele Unii powinni być poinformowani z wyprzedzeniem o praktycznych konsekwencjach przyjęcia nowych członków, zarówno pod kątem ekonomii, budżetu, jak i spraw społecznych. Ewentualna zgoda na rozszerzenie powinna zostać osiągnięta poprzez zastosowanie instytucji i mechanizmów demokratycznych. Aby Unia Europejska miała przed sobą przyszłość polityczną, musi dysponować instytucjami, które będą działały w sposób zrozumiały dla jej obywateli, wydajny i demokratyczny. Jest oczywiste, że w stanie, w jakim obecnie się znajdują, instytucje unijne nie spełniają powyższych warunków.

W rozmowach pomiędzy Rosją i Unią Europejską wszystkim obywatelom Unii znane jest imię i nazwisko Władimira Putina, jednakże trudno byłoby im powiedzieć, kto reprezentował Europę w tych rozmowach. Mieszkańcy Europy nie wiedzą, jakie dokładnie prawo głosu ma ich państwo w Radzie Europy, jak również mają wątpliwości, czy istotne dla nich decyzje są podejmowane przez Komisję, Parlament, czy Radę Europejską.

Konwent Europejski przygotował słuszne i innowacyjne propozycje dotyczące wszystkich wyżej wymienionych problemów. Wynikają z nich następujące postulaty:
- Koniec semestralnej rotacji prezydentury Rady Europejskiej i wyznaczenie stałego prezydenta, wybieranego na dwa i pół roku z możliwością jednokrotnej reelekcji. Europejczycy mieliby wreszcie szansę poznania twarzy osoby, która będzie ich reprezentować.
- Wybranie prawdziwego ministra spraw zagranicznych Unii Europejskiej, zasiadającego z pełnymi prawami w Radzie Europejskiej, oraz wiceprezydenta Komisji.
- Wprowadzenie zasady podwójnej większości w trakcie głosowań podczas obrad Rady: aby propozycja została przyjęta, musi zostać poparta przez co najmniej 55 procent państw członkowskich, co chroni mniej zaludnione państwa, oraz reprezentujących jednocześnie 65 procent ludności Unii, co gwarantuje prawa obywatelskie.

Ramy instytucjonalne Europy dopełnia możliwość odnowienia wzmocnionej współpracy między państwami członkowskimi, które chcą głębszych zmian. Niewątpliwie właśnie to miał na myśli Kurt Beck*, zgłaszając swoją interesującą propozycję stworzenia europejskiej armii pod jednym dowództwem i przywiązania tym samym większej wagi do kwestii obrony europejskiej.

Podsumowując, polityczna Europa ma przed sobą przyszłość, jeśli uda jej się znaleźć na nowo impuls do działania. Właśnie zakończyliśmy fazę konsolidacji i powiększenia, które narzuciła nam historia. Dewizą, którą zaproponował Konwent, jest bycie Europą "zjednoczoną w różnorodności". Różnorodność jest nam podyktowana naszymi indywidualnymi spuściznami historycznymi i kulturowymi, ale również naszym przywiązaniem do praw demokracji lokalnej. Wezwanie do zjednoczenia nie jest apelem przychodzącym do nas z przeszłości, lecz z przyszłości. Jest to reguła przetrwania dla Europejczyków.

Valéry Giscard d'Estaing, były prezydent Francji; tekst powstał po konferencji „Unio polityczna: Quo vadis, która odbyła się 8 listopada br. w Berlinie
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj