Jeśli przed sądem zostanie udowodniona wina i taka będzie decyzja sędziego, morderca i gwałciciel Grażynki dostanie dożywocie. Aż i tylko. Bo kary śmierci w Polsce od lat nie ma. A powinna być - pisze w "Fakcie" publicysta Łukasz Warzecha.
Sądy z pewnością stosowałyby ją rzadko, ale kiedy należałoby po nią sięgnąć, jeśli nie w takim przypadku?
Jej przeciwnicy posługują się wieloma argumentami, z których duża część to argumenty fałszywe. Największym oszustwem jest opisywanie kary śmierci jako "zemsty". Tymczasem powieszenie mordercy w majestacie prawa nie jest zemstą bardziej niż wsadzenie złodzieja na pięć lat do więzienia. Idąc tym tropem, musimy dojść do wniosku, że zemstą jest każda kara orzekana przez sąd. Więc może w ogóle zrezygnujmy z karania bandytów?
Inny bałamutny argument to wskazywanie na możliwość sądowych pomyłek. Owszem, to jest możliwe w takim systemie prawnym, jaki obowiązuje w Stanach Zjednoczonych. U nas jest to praktycznie wykluczone. Zresztą przepisy o karze śmierci można sformułować tak, żeby jej orzeczenie było niemożliwe np. w procesie poszlakowym, gdzie brak niewątpliwych dowodów.
Najważniejsze zaś, że w pewnych przypadkach kara śmierci jest po prostu sprawiedliwa. Jest jedyną sprawiedliwą odpłatą za uczynione zło. W przypadku morderstwa i gwałtu na siedmioletniej, bezbronnej dziewczynce trudno tego nie zauważyć. Wbrew zasadom poprawności politycznej trzeba sobie powiedzieć, że istnieją ludzie (choć trudno ich tak szczerze nazwać), którzy nie zasługują na to, żeby żyć. I nie ma w tym żadnego populizmu, bo o tym, kto do tej grupy należy, decydowałby niezawisły sąd. Decydowałby - gdyby kara śmierci była.
Jej przeciwnicy posługują się wieloma argumentami, z których duża część to argumenty fałszywe. Największym oszustwem jest opisywanie kary śmierci jako "zemsty". Tymczasem powieszenie mordercy w majestacie prawa nie jest zemstą bardziej niż wsadzenie złodzieja na pięć lat do więzienia. Idąc tym tropem, musimy dojść do wniosku, że zemstą jest każda kara orzekana przez sąd. Więc może w ogóle zrezygnujmy z karania bandytów?
Inny bałamutny argument to wskazywanie na możliwość sądowych pomyłek. Owszem, to jest możliwe w takim systemie prawnym, jaki obowiązuje w Stanach Zjednoczonych. U nas jest to praktycznie wykluczone. Zresztą przepisy o karze śmierci można sformułować tak, żeby jej orzeczenie było niemożliwe np. w procesie poszlakowym, gdzie brak niewątpliwych dowodów.
Najważniejsze zaś, że w pewnych przypadkach kara śmierci jest po prostu sprawiedliwa. Jest jedyną sprawiedliwą odpłatą za uczynione zło. W przypadku morderstwa i gwałtu na siedmioletniej, bezbronnej dziewczynce trudno tego nie zauważyć. Wbrew zasadom poprawności politycznej trzeba sobie powiedzieć, że istnieją ludzie (choć trudno ich tak szczerze nazwać), którzy nie zasługują na to, żeby żyć. I nie ma w tym żadnego populizmu, bo o tym, kto do tej grupy należy, decydowałby niezawisły sąd. Decydowałby - gdyby kara śmierci była.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|