Dziennik Gazeta Prawana logo

Co zrobić, by dzieci nie ginęły?

12 października 2007, 14:55
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Całą Polską wstrząsnęła informacja o śmierci siedmioletniej Grażynki. Ale takie tragedie rozgrywają się niemal co dnia. Co zrobić, żeby nie dochodziło do takich sytuacji? Jak dotrzeć do nieodpowiedzialnych rodziców? Kto powinien to robić? - pyta DZIENNIK.

Nie odbierać dzieci, tylko zagrozić odebraniem
Ilona Felicjańska z Warszawy, modelka, matka 4-letniego Adasia i 6-letniego Marcina

Kiedy dowiedziałam się o śmierci dziewczynki, w pierwszej chwili pomyślałam, że współczuję matce. Ale zaraz potem, że trzeba ją ukarać. Że już wcześniej trzeba jej było odebrać prawa rodzicielskie. Jednak z drugiej strony - jest tak dużo domów dziecka, czy trzeba tworzyć następne? Przecież dzieciom nie jest tam dobrze. Nie ma łatwej odpowiedzi, jak powinniśmy reagować w takich sytuacjach. Myślę że najlepszy sposób, to zagrozić rodzicom, że stracą prawa rodzicielskie. Może wtedy będą się starać, żeby nie stracić dzieci.

Zorganizujmy dzieciom czas
Paweł Kukiz z Łosiowa na Śląsku, muzyk rockowy, ojciec trzech córek w wieku 14, 11 i 6 lat

Mam świadomość, że to mogło się zdarzyć także w Holandii czy Belgii. Ale u nas to nie jest efekt działania wyrafinowanej szajki pedofilów, tylko upojenia alkoholowego. Alkoholizm, bieda, beznadzieja - to przyczyny tragedii Grażynki. Sam znam takie zaniedbywane dzieci na Śląsku. Staram się zorganizować im czas. Ostatnio w Opolu robiliśmy przedstawienie o narkotykach. Tylko taka praca u podstaw ma sens. Trzeba zacząć od rzeczy małych.

Zaostrzyć kary
Joanna Kos-Krauze z Warszawy, reżyserka, matka 12-letniego Michała

Trzeba zaostrzyć kary dla pedofilów i sprawców przemocy wobec dzieci. Skoro nawet w środowisku filmowym, wśród osób znanych, są przypadki pedofilii i te sprawy są umarzane przez sądy, to co dopiero wśród zwykłych, biednych ludzi. Ja sama byłam świadkiem katowania 9-letniego chłopca. Działo się to tuż za ścianą mojego mieszkania. Interweniowałam w szkole, gdzie sprawę zbagatelizowano, nikt nie zareagował. Tak być nie może.

Złych rodziców wbijać na pal
Ewa Bem z Warszawy, piosenkarka, matka dwóch córek: 12-letniej Gabrysi i dorosłej Pameli

Winni są rodzice. Powinni zostać natychmiast i spektakularnie ukarani. Jak? Więzienie to za mało. Raczej stryczek. Ludzi, którzy nie dopilnowali swojego dziecka, trzeba wbić na pal. A mordercę na dwa pale. Po prostu brak mi słów. Posiadanie dziecka wiąże się z odpowiedzialnością. Gdy rodzice byli pijani, nie interesowali się losem dziewczynki, to oni tak naprawdę doprowadzili do tragedii. Dzieci krzywdzone trzeba wysyłać do jakichś pięknych kurortów, a nie do domu dziecka. Przecież to nie one mają być ukarane, a ich dręczyciele i oprawcy.

Zadbać o bezpieczeństwo w domach, zamiast kupować F-16
Prof. Zbigniew Lew Starowicz, seksuolog z Warszawy, tata już dorosłych: Rafała, Izy i Michała

Obecnie panuje moda na niewtrącanie się. Sąsiedzi reagują dopiero, jak słyszą krzyki, które przeszkadzają im we śnie. Wszystko jest teraz w rękach państwa. W przeszłości prężnie działał wywiad środowiskowy, pracownicy opieki społecznej mieli kompleksową wiedzę o ludziach w ich rejonie. Potem to zostało zlikwidowane, a ja uważam, że takie mechanizmy należy przywrócić. I niech mi nikt nie opowiada, że nie ma pieniędzy w budżecie. Bo jest to przejaw dwulicowego i wybiórczego podejścia do bezpieczeństwa obywateli. Na samolot F-16 albo na kolejny pomnik pieniądze są. Bezwględnie trzeba przewartościować priorytety. Może wtedy byłoby w naszym kraju bezpieczniej, a takich tragedii dałoby się uniknąć.

Wszyscy wiedzą, nikt nic nie robi
Joanna Kluzik-Rostkowska z Warszawy, wiceminister do spraw rodziny, matka trójki dzieci

Nie ma sensu mnożyć instytucji, które będą się zajmować rodzinami, bo to wszystko już jest. Tylko źle działa. Każda instytucja, która zajmuje się rodziną, ma swój wycinek danych na jej temat. Policjant wie, że podjął interwencję, lekarz rodzinny wie, że dziecko ma siniaki, wychowawca w szkole wie, że zasypia na lekcjach. I każdy trzyma te informacje w swojej szufladzie. Kiedy dochodzi do tragedii, pracownicy opieki społecznej mówią, że nic nie wiedzieli. Bo nie wiedzieli, a powinni. Tworzymy system komputerowy, w którym każda rodzina objęta pomocą społeczną będzie miała swój katalog. Kiedy kurator zajrzy do niego, będzie wiedział, że np. w jednym miesiącu było już sześć interwencji, a lekarz i nauczyciel zauważyli niepokojące sygnały. To oczywiście nie rozwiąże sprawy, ale przynajmniej już żaden pracownik opieki społecznej nie będzie mógł powiedzieć, że o niczym nie wiedział.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj