Sytuacja na polskich ulicach podważa teorię ewolucji. Codziennie słyszymy doniesienia, że przemocy na zwykłych przechodniach – na nas i naszych rodzinach! – dopuszczają się w przestrzeni publicznej małpoludy, które według biologów miały wyginąć tysiące lat temu, a według polityków PiS – po przejęciu przez tę partię władzy.
Czym agresywni człekokształtni różnią się od nas? Wzrostem? Nie. Kolorem skóry? Nie. Długością nosów? Też nie. Więc czym? Zachowaniem! Pięcioro nastolatków
wyszło wczoraj na ulicę prosto z sali sądowej, na której ogłoszono wyrok w sprawie ich dwóch znajomych – bandytów, którzy usiłowali zamordować koleżankę. Mimo że cała piątka
kibicowała kumplom z całego serca, obydwaj dostali po piętnaście lat. Wściekli wsiedli do autobusu i z miejsca wywołali nową burdę. W jej trakcie ciężko poranili studenta. Siedem uderzeń
nożem w brzuch miało być śmiertelnych. Mężczyzna cudem przeżył.
„Parobczańska rasa handlarzy nierogacizną” – pisał Tyrmand o menelach tamtego czasu. Dzisiaj to już nie wystarcza. Ulice zaroiły się od niezwykle agresywnej hołoty, która nikogo i niczego się nie boi. A kogo miałaby się bać? Policji? Nie, bo policji nie widać, zajmuje się bowiem ostatnio tropieniem ludzi, którzy ściągnęli z internetu Windowsy. Straży miejskiej – nie, bo ta jest po, żeby utrudniać życie kierowcom. Prokuratury, sądów? No właśnie, sądy i prokuratura...
Czy wiedzą Państwo, że w momencie, gdy czytają Państwo ten tekst, dwaj nożownicy z Gubałówki, którzy napadli i poranili grupę turystów (o czym szeroko informowały media), chodzą sobie teraz na wolności? Tak! Prokuratura w Bydgoszczy, na wniosek tamtejszego sądu, wydała decyzję, że będą odpowiadać z wolnej stopy! Takie tolerancyjne serduszko ma tamtejszy wymiar sprawiedliwości.
Ale na ironii poprzestać nie mogę. Sprawy zaszły za daleko. Dlatego pytam tych wszystkich sędziów i prokuratorów, którzy wydają podobne decyzje, narażając nas na ogromne niebezpieczeństwo obcowania w przestrzeni publicznej z bandziorami: Czy Państwo robicie sobie z nas jaja? Czy długo jeszcze będziecie się popisywać swoją tolerancją dla przestępców? Czy serio uwierzyliście w bzdurną teorię lansowaną przez snobistyczny salon Warszawy, że werdyktów sądowych się nie ocenia? Czy wymiar sprawiedliwości ma być świętą krową, która ryczy na wszystkich, którzy ją popędzają albo odzierają z nimbu świętości?
A co robi pan minister Dorn? Co robi cała rządząca koalicja, żeby poprawić bezpieczeństwo obywateli? Czy wy, Panie i Panowie politycy, nie widzicie, co się dzieje? Jak można tolerować cały system stanowienia i egzekwowania prawa, w którym męty czują się bezkarne? Gdzie zapowiedziane zmiany, gdzie poprawa? Agresywna i niebezpieczna grupa idzie sobie przez miasto i nikt ze służb porządkowych na to nie reaguje. Że nie można ich odróżnić od innych obywateli? Że to nie PRL, gdzie każde zgromadzenie – od dwóch osób wzwyż – legitymowała milicja? Nieprawda! Można odróżnić. Trzeba tylko chcieć. Muszą chcieć politycy, muszą chcieć ludzie wymiaru sprawiedliwości, musimy chcieć my wszyscy. I to szybko. W przeciwnym razie jutro Marianna P. napuści bandziorów na nas. Bo przecież sąd i prokuratura z pewnością wypuszczą ją łaskawie na światło dzienne.
„Parobczańska rasa handlarzy nierogacizną” – pisał Tyrmand o menelach tamtego czasu. Dzisiaj to już nie wystarcza. Ulice zaroiły się od niezwykle agresywnej hołoty, która nikogo i niczego się nie boi. A kogo miałaby się bać? Policji? Nie, bo policji nie widać, zajmuje się bowiem ostatnio tropieniem ludzi, którzy ściągnęli z internetu Windowsy. Straży miejskiej – nie, bo ta jest po, żeby utrudniać życie kierowcom. Prokuratury, sądów? No właśnie, sądy i prokuratura...
Czy wiedzą Państwo, że w momencie, gdy czytają Państwo ten tekst, dwaj nożownicy z Gubałówki, którzy napadli i poranili grupę turystów (o czym szeroko informowały media), chodzą sobie teraz na wolności? Tak! Prokuratura w Bydgoszczy, na wniosek tamtejszego sądu, wydała decyzję, że będą odpowiadać z wolnej stopy! Takie tolerancyjne serduszko ma tamtejszy wymiar sprawiedliwości.
Ale na ironii poprzestać nie mogę. Sprawy zaszły za daleko. Dlatego pytam tych wszystkich sędziów i prokuratorów, którzy wydają podobne decyzje, narażając nas na ogromne niebezpieczeństwo obcowania w przestrzeni publicznej z bandziorami: Czy Państwo robicie sobie z nas jaja? Czy długo jeszcze będziecie się popisywać swoją tolerancją dla przestępców? Czy serio uwierzyliście w bzdurną teorię lansowaną przez snobistyczny salon Warszawy, że werdyktów sądowych się nie ocenia? Czy wymiar sprawiedliwości ma być świętą krową, która ryczy na wszystkich, którzy ją popędzają albo odzierają z nimbu świętości?
A co robi pan minister Dorn? Co robi cała rządząca koalicja, żeby poprawić bezpieczeństwo obywateli? Czy wy, Panie i Panowie politycy, nie widzicie, co się dzieje? Jak można tolerować cały system stanowienia i egzekwowania prawa, w którym męty czują się bezkarne? Gdzie zapowiedziane zmiany, gdzie poprawa? Agresywna i niebezpieczna grupa idzie sobie przez miasto i nikt ze służb porządkowych na to nie reaguje. Że nie można ich odróżnić od innych obywateli? Że to nie PRL, gdzie każde zgromadzenie – od dwóch osób wzwyż – legitymowała milicja? Nieprawda! Można odróżnić. Trzeba tylko chcieć. Muszą chcieć politycy, muszą chcieć ludzie wymiaru sprawiedliwości, musimy chcieć my wszyscy. I to szybko. W przeciwnym razie jutro Marianna P. napuści bandziorów na nas. Bo przecież sąd i prokuratura z pewnością wypuszczą ją łaskawie na światło dzienne.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|