Dziennik Gazeta Prawana logo

"Cena raportu o WSI"

12 października 2007, 15:41
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Cena za ten raport była ogromna. Najpierw kontrowersyjna nominacja dla Antoniego Macierewicza, po drodze "skrót myślowy", wreszcie nagła dymisja ministra obrony narodowej Radosława Sikorskiego. Czy warto było? - zastanawia się Michał Karnowski, publicysta DZIENNIKA.
Premier i wicepremierzy oraz marszałkowie Sejmu i Senatu już wiedzą. Lektura setek stron efektów pracy komisji weryfikującej Wojskowe Służby Informacyjne to dziś zajęcie władzy. Ale od piątku ma być to prawo każdego. I niemal pewne jest uczucie rozczarowania po zamknięciu ostatniej strony. Atmosfera oczekiwania jest już tak nakręcona, że poczucie niedosytu wydaje się nieuniknione. Jeśli bowiem nazwisk będzie za dużo, to zapewne będą słabo udowodnione. Jeśli za mało to padną zarzuty, iż efekty są niewielkie, a cała awantura o WSI miała wątłe podstawy merytoryczne i była tylko politycznym taranem na III RP.

Trudno dziś powiedzieć, jak i kto tak skutecznie wepchnął weryfikatorów w tę pułapkę radykalnych oczekiwań. Sporą rolę odegrały różne przecieki, zawężające perspektywę do zestawu domniemanych i oczekiwanych nazwisk. Sporo zła wniosły dziwne, dokonywane w ostatniej chwili przesunięcia terminu publikacji. Swoje zrobiła też propaganda obrońców WSI, zgrabnie wyłapujących i wyolbrzymiających wszelkie prawdziwe i wymyślone potknięcia komisji weryfikacyjnej.

Faktem jest, że nie ma z tej sytuacji dobrego wyjścia. Co więcej, już dziś możemy przewidzieć, co powiedzą wszystkie strony sporu. I że dyskusja będzie dotyczyła przede wszystkim nazwisk agentów.

Szkoda byłoby jednak zgubić z oczu drugi plan raportu. Bo to, że WSI były strukturą patologiczną, że zbudowały państwo w państwie, że przeszły z PRL do wolnej Polski "suchą stopą", odgrywając rolę gwaranta interesów komunistycznego aparatu, jest poza merytorycznym sporem. I raport weryfikacyjny musi opowiadać także o tym, jak do tego doszło, jakie miało skutki. W jakim stopniu prawdziwe są relacje o klanowo-rodzinnym charakterze tego środowiska. Ile czasu poświęcano zadaniom statutowym, a ile działalności quasi-gospodarczej i kontroli wewnętrznego życia politycznego? Jakie cele wyznaczały sobie i jakie osiągnęły Wojskowe Służby Informacyjne w świecie mediów?

Odpowiedzi na te pytania są kluczem do uznania tego raportu za sukces bądź katastrofę. Wyjście z tego punktu widzenia pozwala uznać nazwiska za wtórne, raczej za przykłady patologii niż listę bezprawia.
I co najważniejsze, może wtedy demokratyczna kontrola polityczna będzie w stanie lepiej sprawować nadzór nad służbami specjalnymi. Dzisiaj i jutro. Za Kaczyńskich, za Tuska czy za Olejniczaka. Gdyby taki wniosek udało się zbudować, cena za ten raport nie byłaby przesadna.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj