Inicjatywa dwóch pań: Manueli Gretkowskiej i Lidii Popiel nie tworzy na polskiej scenie politycznej żadnej nowej jakości. Tak naprawdę chodzi jedynie o to, by na tyle, na ile się da, powiększyć lewicowy elektorat. Do czterech istniejących już partii lewicowych dołączy zapewne w przyszłości piąta - Partia Kobiet, choć jeszcze w tej chwili jako lewicowa się nie określa.
Mamy tu do czynienia z sytuacją, którą można porównać do rybaka zarzucającego sieć. Partia Kobiet rozpoczyna połów elektoratu. Będzie się starała skusić go i uwieść kobiecymi hasłami. Gdy już go złowi, przeniesie te głosy na lewicę.
Kiedyś, na początku lat 90., na polskiej scenie politycznej istniało niezupełnie poważne ugrupowanie o nazwie Polska Partia Przyjaciół Piwa. Założył je znany satyryk Janusz Rewiński. Powołanie Partii Kobiet wpisuje się właśnie w klimat i tradycję dawnej PPPP. Podobni są nawet liderzy obu formacji w tym sensie, że są to osoby piszące.
Gdyby partia Rewińskiego nadal działała, to razem z ugrupowaniem Gretkowskiej byłyby w stanie zagospodarować cały polski elektorat. Wyborcy rozdzieliliby swoje sympatie pomiędzy oba te
ugrupowania i wszystkie inne partie mogłyby się rozwiązać. Na powołaniu Partii Kobiet mogłaby również skorzystać polska gospodarka. Wielki rozkwit przeżyłaby nasza turystyka, gdyż
przyjeżdżałyby do nas liczne wycieczki, aby oglądać tak egzotyczną scenę polityczną.