Premier nie robi nikomu łachy i ani myśli kogokolwiek przepraszać. Minister Macierewicz gubi ważne dokumenty, a minister Sikorski (teraz już nie minister) biegnie z tym w trymiga do prokuratury. Trudno mu się zresztą dziwić, skoro wcześniej Macierewicz próbował z niego zrobić brytyjskiego szpiega. A niech ma za karę!
Czy to nam czegoś nie przypomina? Jasne, to typowe prawicowe klimaty z lat 90. Trochę śmieszne, trochę straszne. Średnio przystają do korporacyjnego schematu, w który wtłoczyła się polska polityka XXI wieku. Wydawało się, że w potężnej maszynerii politycznej, która wywala grube miliony na kolejne kampanie i która przy okazji staje się coraz bardziej odhumanizowana, nie ma miejsca na gierki rodem z czasów karnawału polskiej demokracji. A jednak mamy coś w rodzaju powtórki z rozrywki.
Acz może poważniej należałoby to nazwać regresem. W historii czasem zdarzało się, że następował skok do tyłu, podczas którego tracono rozmaite osiągnięcia. Średniowieczna Europa
zgubiła sporo dzieł Arystotelesa i rzymskie umiejętności inżynieryjne. A w chińskich fortecach istniały stanowiska dla armat, ale samych armat już nie było – po prostu zapomniano,
jak się je robi. Czy teraz PiS zapomniało, jak się nowocześnie robi politykę? A może ten korporacyjny sznyt był jedynie cienką warstewką lakieru metalic, pod którą ledwo dycha
przerdzewiały i niezmiennie anachroniczny rupieć?
Licho wie. PiS potrafił bezboleśnie wymienić premiera (rzecz absolutnie nie do pomyślenia dekadę temu) i wpadł w poślizg przy pokonywaniu kolejnego zakrętu. Ale mimo wszystko publiczna
wyniosłość Dorna i niewyparzony język nowych ministrów to jedynie namiastka tego, z czym obcowaliśmy kiedyś. Pamiętacie Konwent Świętej Katarzyny i G-7 czy ileś tam w AWS? Te ciągłe
rozłamy, wyzwiska, okrzyki „Targowica!”, bicie piany i kandydowanie na prezydenta co drugiego prawicowca? To jednak – trzeba przyznać – nie aż ten poziom
upadku. I ciekawe, czy PiS potrafi nawrót tej choroby powstrzymać, czy też jesteśmy świadkami narodzin większej epidemii.
Przy okazji tego regresu (a może tylko regresiku) warto zauważyć, jak bardzo, a przy tym jak niesłusznie, tęskni się za tym, co było. Jak łatwo się idealizuje przeszłość. Wielu publicystów, także ja, narzeka na karlenie polityki. Na tłamszenie w niej osobowości, na wypieranie dobrego pieniądza przez zły, czyli triumf miernot nad osobowościami. Owszem, Sejm lat 90. nie był tak nudny i mdły jak obecnie. Owszem, defilowało w nim więcej nietuzinkowych osobowości niż obecnie, ale większość wyginęła w wyniku ewolucji naturalnej.
Teraz PiS-owi odbiło się tą przeszłością. Zamilkł aparatczyk Przemysław Gosiewski, a do głosu dorwały się Postaci i Osobowości. I nagle zapanował chaos. Cóż, widać ten korporacyjny
model polityki, chociaż taki mikry i bezpłciowy, ma jednak jakieś plusy. A nawet można za nim zatęsknić.