Dziennik Gazeta Prawana logo

"Polska weszła do elitarnego klubu bogaczy"

12 października 2007, 15:50
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Czas już najwyższy, by Polacy wreszcie uświadomili sobie, że ich kraj wszedł do elitarnego klubu bogatych, i wzięli na siebie odpowiedzialność za losy ubogich - pisze w DZIENNIKU ekonomista, laureat nagrody Nobla Joseph Stiglitz.
Ta konstatacja może się wydawać zaskakująca, bo Polacy zwykli się uważać za niemalże europejskich pariasów, którym wszyscy powinni pomagać. Przyjrzyjmy się jednak faktom.

Polska stając się członkiem Unii Europejskiej, Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) czy Światowej Organizacji Handlu (WTO), oficjalnie dołączyła do grupy najbardziej rozwiniętych państw świata. Taka jest prawda. Polska dokonała wielkiego skoku do przodu, z niezłym skutkiem wdrożyła większość niezbędnych reform i ma ogromne możliwości rozwoju. Wśród gospodarek dokonujących przejścia od systemu nakazowo-rozdzielczego do wolnego rynku bezapelacyjnie jesteście jednym z liderów.

To, że polska gospodarka świetnie sobie radzi, potwierdzają zresztą twarde wskaźniki ekonomiczne, dlatego też inwestorzy zagraniczni chętnie u was lokują swoje kapitały. Jednak w Polsce wciąż panuje przekonanie, że wasz kraj jest ubogi, zacofany i zaniedbany. Wielu sfrustrowanych ludzi emigruje, bo nie widzi dla siebie perspektyw rozwoju, a ich zarobki są znacznie niższe niż na zachodzie kontynentu. Skąd zatem bierze się ów rozdźwięk pomiędzy polską rzeczywistością i samooceną mieszkańców Polski? Otóż Polacy oceniają swoją sytuację materialną, porównując się do najbliższych sąsiadów - i nie ma w tym nic dziwnego, bo wszyscy tak robimy. Polacy skupiają się jednak przesadnie na konfrontowaniu się z Niemcami czy Szwedami, zapominając, że przecież Ukraińcy czy Białorusini też mieszkają za miedzą, a powodzi się im znacznie gorzej niż zamieszkującym ziemie między Bugiem a Odrą.

Nie chodzi jednak tylko o skwaszone miny wielu Polaków czy nawet pewien - przejściowy - drenaż mózgów i talentów do krajów "starej" Unii. Poczucie relatywnego ubóstwa może przynosić bowiem dwojakie skutki. Czasem działa niezwykle motywująco: ludzie skłonni są do ogromnych poświęceń, dają z siebie wszystko, by dorobić się w jak najkrótszym czasie i dorównać bogatszym sąsiadom. Taka sytuacja miała miejsce w wypadku azjatyckich tygrysów. Jednak poczucie krzywdy może także działać demobilizująco i w skrajnym przypadku prowadzić do sytuacji, w której najaktywniejsze jednostki emigrują, a reszta pogrąża się w marazmie. Kompleks niższości, brak wiary we własne siły i możliwość osiągnięcia sukcesów mogą mieć więc zły wpływ na polski wzrost gospodarczy. Ludzie boją się zakładać biznesy, a przedsiębiorcy nie chcą rozwijać działalności i podejmować odważnych decyzji. W rezultacie gospodarka przestaje dynamicznie się rozwijać. Zamiast użalać się nad sobą, Polacy powinni zatem uświadomić sobie wreszcie, jak wiele dokonali, i ruszyć jeszcze ostrzej do przodu. Poczucie własnej wartości, pewność i zaufanie do własnego kraju składa się na optymizm gospodarczy, który jest szalenie istotnym czynnikiem wpływającym na decyzje inwestycyjne. Nie ma co udawać, relatywnie do państw starej Unii Polska rzeczywiście jest biedniejsza, jednak polski wzrost gospodarczy jest wyższy, populacja młodsza, Polacy mają w sobie dążenie do sukcesu.

Co więcej, najwyższa pora, by uświadomić sobie, że na tych, którym dobrze się powodzi, spoczywają pewne obowiązki wobec biednych. A relatywnie do krajów rozwijających się Polacy są niewyobrażalnie wprost bogaci. Przykład? Dofinansowywane przez Unię Europejską polskie krowy mają się lepiej niż większość ludzi w Trzecim Świecie. Dochód narodowy na głowę w wielu krajach afrykańskich wynosi około 300 dolarów rocznie, a nierzadko nawet mniej - tymczasem w Polsce kształtuje się on na poziomie ponad 14 tysięcy dolarów.

Państwa, które bardzo szybko się rozwijają i dopiero niedawno dokonały przejścia ze statusu kraju rozwijającego się do statusu kraju rozwiniętego, znacznie lepiej potrafią wczuć się w sytuację państw biedniejszych i zrozumieć ich problemy niż na przykład Stany Zjednoczone, gdzie wolny rynek traktuje się za rzecz oczywistą i naturalną i zapomina, że w większości krajów biednych jego zasady nie obowiązują.

Dobrym przykładem na to, iż także nie najzamożniejsze kraje biorą na siebie odpowiedzialność za los najbiedniejszych, są Korea Południowa i Chiny. Zwłaszcza te ostatnie bardzo angażują się w pomoc państwom afrykańskim, mimo że ich dochód narodowy na głowę jest znacznie niższy niż w Polsce. Chińczycy wiedzą doskonale, że choć pomoc biednym jest nakazem moralności, przynosi ona również wymierne korzyści, bo pozwala rozwinąć więzy handlowe. Inwestują ogromne sumy w rozbudowę infrastruktury, przyczyniają się do rozwoju lokalnego przemysłu. I to wcale nie tylko po to - jak oskarżają niektórzy - by kupować afrykańskie surowce naturalne. Świadczy o tym choćby pomoc dla Etiopii, która żadnych bogactw nie ma. Warto wziąć sobie tę postawę Chińczyków za wzór.

Polska musi więc spojrzeć na swoją sytuację z globalnej perspektywy. Jesteście bogaci i powinniście się tym bogactwem dzielić.
Joseph E. Stiglitz, ekonomista amerykański, laureat Nagrody Nobla (2001). Profesor Columbia University, zajmuje się mikroekonomią. W latach 1993-1997 był szefem Zespołu Doradców Ekonomicznych Prezydenta Stanów Zjednoczonych, a w latach 1997-2000 głównym ekonomistą Banku Światowego; autor wielu książek, z których najnowsza to "Making Globalization Work".



Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj