Dla badacza z Torunia sytuacja jest bardzo znamienna. 5 lat temu okazało się bowiem, że prof. Błażej Wierzbowski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu w latach 80. donosił na Solidarność do SB, a w latach 90. był członkiem Trybunału Konstytucyjnego - pisze w "Fakcie" Andrzej Zybertowicz, socjolog.
Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że w momencie, kiedy Trybunał Konstytucyjny orzekał o zgodności ustawy lustracyjnej z konstytucją prof. Wierzbowski nie tylko
się nie wyłączył, ale nawet zgłosił zdanie odrębne. W ten sposób zrobił się sędzią we własnej sprawie.
A przecież po instytucji, która chce posiadać autorytet piątej władzy w państwie, można byłoby oczekiwać, że będzie w stanie uczyć się na własnych błędach. Tymczasem sytuacja, z jaką mamy właśnie do czynienia, to strategia chowania głowy w piasek a nie obrony wysokich standardów.
Bez wątpienia PiS przed TK gra na zwłokę. Jednak jest ona zgodna ze standardami państwa prawa. Gdy Trybunał Konstytucyjny uchyla jakąś ustawę, to rząd może się z tym nie zgadzać, ale musi respektować tę decyzję i musi uznać orzeczenie za ostateczne.
Nie może być tak, że gdy TK korzysta ze swych uprawnień, to uważamy, że wszystko jest w porządku, a gdy ze swych uprawnień zapisanych w aktach prawnych korzysta przedstawiciel Sejmu, to już jest nie w porządku.
To, czy Trybunał Konstytucyjny będzie nadal wiarygodny, będzie zależało nie tylko od tego, czy zechce sprawę sędziów Grzybowskiego i Jamroza wyjaśnić, ale także od tego, czy zechce przyjrzeć się temu, czy wcześniejsze orzeczenia nie zapadały czasem w warunkach konfliktu interesów.
Wedle mojej orientacji przypadek sędziego z Torunia nie jest jedynym, gdy tajny współpracownik służb PRL-u był członkiem Trybunału Konstytucyjnego.
Członkowie TK są odpowiedzialni za rangę tej instytucji. Ta ranga zależy także od tego, czy sędziowie będą potrafili z doświadczeń kilkunastu ostatnich lat wyciągać prawidłowe wnioski. Być może nie doszłoby do sytuacji, którą dziś ujawnił poseł Mularczyk, gdyby z przykładu sędziego Wierzbowskiego wyciągnięto wnioski i gdyby już wtedy prezes TK złożył do IPN zapytania lustracyjne.
Byłoby to może zachowanie pozaustawowe, ale jednocześnie byłby to sposób na wypracowanie standardów środowiskowej kultury prawno-politycznej.
A przecież po instytucji, która chce posiadać autorytet piątej władzy w państwie, można byłoby oczekiwać, że będzie w stanie uczyć się na własnych błędach. Tymczasem sytuacja, z jaką mamy właśnie do czynienia, to strategia chowania głowy w piasek a nie obrony wysokich standardów.
Bez wątpienia PiS przed TK gra na zwłokę. Jednak jest ona zgodna ze standardami państwa prawa. Gdy Trybunał Konstytucyjny uchyla jakąś ustawę, to rząd może się z tym nie zgadzać, ale musi respektować tę decyzję i musi uznać orzeczenie za ostateczne.
Nie może być tak, że gdy TK korzysta ze swych uprawnień, to uważamy, że wszystko jest w porządku, a gdy ze swych uprawnień zapisanych w aktach prawnych korzysta przedstawiciel Sejmu, to już jest nie w porządku.
To, czy Trybunał Konstytucyjny będzie nadal wiarygodny, będzie zależało nie tylko od tego, czy zechce sprawę sędziów Grzybowskiego i Jamroza wyjaśnić, ale także od tego, czy zechce przyjrzeć się temu, czy wcześniejsze orzeczenia nie zapadały czasem w warunkach konfliktu interesów.
Wedle mojej orientacji przypadek sędziego z Torunia nie jest jedynym, gdy tajny współpracownik służb PRL-u był członkiem Trybunału Konstytucyjnego.
Członkowie TK są odpowiedzialni za rangę tej instytucji. Ta ranga zależy także od tego, czy sędziowie będą potrafili z doświadczeń kilkunastu ostatnich lat wyciągać prawidłowe wnioski. Być może nie doszłoby do sytuacji, którą dziś ujawnił poseł Mularczyk, gdyby z przykładu sędziego Wierzbowskiego wyciągnięto wnioski i gdyby już wtedy prezes TK złożył do IPN zapytania lustracyjne.
Byłoby to może zachowanie pozaustawowe, ale jednocześnie byłby to sposób na wypracowanie standardów środowiskowej kultury prawno-politycznej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|