Dziennik Gazeta Prawana logo

"PiS zaczął wykładać na stół znaczone karty"

13 października 2007, 14:51
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Trybunał Konstytucyjny podjął jedyną słuszną decyzję, wykluczając z dalszych prac nad lustracją sędziów Jamroza i Grzyba, którym postawiono zarzuty współpracy z SB. Zastanawia mnie tylko to, dlaczego prezes Trybunału w ogóle się nad tym zastanawiał - pisze w "Fakcie" Kamil Durczok, dziennikarz TVN.
Pozostawienie dwóch sędziów w składzie orzekającym byłoby ogromnym błędem. Oskarżenie jest wyjtkowo poważne. Będzie jeszcze czas, żeby wyjaśnić, czy prawdziwe, ale z ich udziałem Trybunał byłby postrzegany jako niewiarygodny.

Rozgrywka, jaką obserwujemy pomiędzy przedstawicielem Sejmu a Trybunałem, to już prawdziwa wojna. Jest ona podszyta strachem. Trybunał to ostatnia umocowana konstytucyjnie instytucja niezależna od rządzącej koalicji. Mógł on obnażyć fuszerkę prawną, jaką jest ustawa lustracyjna. To jest bowiem bubel, jakiego świat polityki, prawa, Sejm i opinia publiczna dawno nie widziały.

Dramatyczne próby odsunięcia w czasie rozprawy, jakie podjął PiS, miały na celu po pierwsze przekroczenie magicznej daty 15 maja - terminu składania oświadczeń lustracyjnych. Po drugie chodziło o maksymalne stępienie ostrza ataku, jaki Trybunał prawdopodobnie przypuści na przepisy tej ustawy.

Obecna wojna jest elementem metodycznej walki z Trybunałem. Za wnioskami PiS stał chytry plan. Sprawę miało rozpatrywać 13 spośród 15 sędziów, bo dwóch z różnych przyczyn trzeba było wykluczyć już na wstępie. Pierwszego dnia rozprawy zgłoszono wątpliwości co do bezstronności czterech sędziów.

Argumenty były naciągane, ale załóżmy, że Trybunał by je uznał. Zostałoby więc 9 sędziów, czyli niezbędne minimum. I dnia następnego poseł Mularczyk wyciąga z rękawa asa, wcześniej zapewne przygotowanego, czyli oskarżenie o współpracę z SB wobec kolejnych dwóch. W ten sposób byłoby po sprawie.

Jednak pierwszego dnia nie udało się, więc w dniu następnym wyciągnięto argumenty mocniejszego kalibru. Mogę się tylko zastanawiać, ile tego typu znaczonych kart ma jeszcze w rękawie poseł Mularczyk.

Dopiero teraz widać, jak gigantyczną władzę ma w rękach prezes IPN Janusz Kurtyka. Wystarczy, że sięgnie do archiwum i wyciągnie kwity, a może sterować najważniejszymi sprawami w państwie. IPN to instytucja o potwornej władzy i możliwości kształtowania życia publicznego.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj