Powszechnie uznawana w świecie zachodnim zasada głosi, że jeśli sędzia może być w jakiejś sprawie podejrzewany o stronniczość, to powinien być z niej wyłączony - pisze Łukasz Warzecha, publicysta "Faktu".
Podejrzenia o stronniczość mogły dotyczyć tych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, którzy kiedyś wypowiadali się negatywnie na temat lustracji (analogicznie
należałoby wykluczyć tych, którzy publicznie mogli wyrażać swoje dla niej poparcie), i poseł PiS Arkadiusz Mularczyk miał pełne prawo podnieść tę kwestię.
Jednak najnowsze informacje to coś znacznie poważniejszego niż jakaś wypowiedź w wywiadzie prasowym sprzed lat. Jeśliby się potwierdziły, znaczyłoby to, że niektórzy sędziowie TK mogą mieć osobisty interes w orzeczeniu niekonstytucjonalności ustawy lustracyjnej.
W tych okolicznościach komentarze np. Bronisława Komorowskiego o „dzikiej lustracji” naprawdę dziwią. Stawka jest tu przecież o wiele wyższa – jest nią wiarygodność najważniejszego sądu w Polsce.
Na dodatek wszystko to dzieje się, gdy kwestia lustracji wisi na włosku. Takiego napięcia by nie było, gdyby ustawa lustracyjna budziła mniejsze wątpliwości, czyli gdyby była po prostu dobrze napisana. Tak jednak nie jest.
Chyba najlepszym finałem byłoby, gdyby wiarygodny – a więc ewentualnie z wyłączeniem wspomnianych sędziów - TK uchwalił niekonstytucyjność ustawy, co z kolei miałoby, jak zapowiedział Lech Kaczyński, poskutkować całkowitym otwarciem archiwów.
Bolałoby mocno, ale krótko, a wiele spraw w końcu definitywnie zostałoby wyjaśnionych. A teraz pomyślmy, o ile mniej absorbowałyby nas te sprawy, gdyby wrzód został przecięty od razu – 17 lat temu.
Jednak najnowsze informacje to coś znacznie poważniejszego niż jakaś wypowiedź w wywiadzie prasowym sprzed lat. Jeśliby się potwierdziły, znaczyłoby to, że niektórzy sędziowie TK mogą mieć osobisty interes w orzeczeniu niekonstytucjonalności ustawy lustracyjnej.
W tych okolicznościach komentarze np. Bronisława Komorowskiego o „dzikiej lustracji” naprawdę dziwią. Stawka jest tu przecież o wiele wyższa – jest nią wiarygodność najważniejszego sądu w Polsce.
Na dodatek wszystko to dzieje się, gdy kwestia lustracji wisi na włosku. Takiego napięcia by nie było, gdyby ustawa lustracyjna budziła mniejsze wątpliwości, czyli gdyby była po prostu dobrze napisana. Tak jednak nie jest.
Chyba najlepszym finałem byłoby, gdyby wiarygodny – a więc ewentualnie z wyłączeniem wspomnianych sędziów - TK uchwalił niekonstytucyjność ustawy, co z kolei miałoby, jak zapowiedział Lech Kaczyński, poskutkować całkowitym otwarciem archiwów.
Bolałoby mocno, ale krótko, a wiele spraw w końcu definitywnie zostałoby wyjaśnionych. A teraz pomyślmy, o ile mniej absorbowałyby nas te sprawy, gdyby wrzód został przecięty od razu – 17 lat temu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|