"Walka o powstrzymanie zmian klimatycznych zachodzących na Ziemi to obecnie obowiązek państw i rządów. A Europa ma szanse wprowadzić takie rozwiązania, które uchronią przed katastrofą cały świat" - pisze w DZIENNIKU Ulrich Beck, wybitny niemiecki socjolog.
Do tej pory wydawało się, że z ociepleniem klimatu poradzimy sobie bez trudu, że wystarczy do tego zmiana naszych codziennych przyzwyczajeń. Dziś okazuje się, że
problem jest zbyt poważny i złożony, by mogli go rozwiązać ludzie, przesiadając się po prostu z samochodów do bardziej przyjaznych środowisku autobusów czy nawet na rowery. Koniecznie jest
jak najszybsze włączenie się do działania rządów. Lecz nawet one - jeśli nie połączą swoich sił - okażą się bezsilne. Bo na porażkę skazane są wszelkie działania, które nie będą
miały ponadnarodowego, prawdziwie globalnego charakteru.
Ponieważ jednak ludzkość będzie potrzebowała nieco czasu, by w walce o ochronę środowiska przemówić wspólnym, mocnym głosem, konieczne są działania średniej wielkości. I tu właśnie otwiera się pole do działania przed Unią Europejską. Nawet najbardziej zagorzali eurosceptycy muszą przyznać, że Unia idealnie się do tego nadaje, bo jej wielomiliardowy budżet umożliwia finansowanie prac nad ekologicznymi technologiami i daje szansę na sojusz między państwem a gospodarką.
Ktoś zapyta: jaki sojusz? Przecież rządy nie mają wpływu na koncerny, nie mogą im niczego narzucać. To oczywiście prawda. Nie ma powrotu do gospodarki planowej, ale konieczna jest współpraca. W walce o ochronę środowiska nie można zaufać "czarodziejskiej mocy wolnego rynku", bo zajmie to zbyt dużo czasu. A my go nie mamy, natura nam go nie dała! Jeśli "suwerenność rynku" stanowiła dla nas kiedykolwiek śmiertelne zagrożenie, to właśnie dzisiaj. Zmiany klimatu grożą nam ekonomiczną zapaścią, która pociągnie za sobą niewyobrażalne koszty.
Te zagrożenia - paradoksalnie - mogą nas połączyć. Wraz z upadkiem muru berlińskiego i komunizmu wciąż poszukujemy wroga, w walce z którym znów moglibyśmy zjednoczyć nasze siły. I tu właśnie zarysowuje się szansa na historyczny przełom! Nie terroryzm i nie komunizm. Tym wrogiem, wspólnym dla całego świata, Zachodu i Wschodu, mogłoby się stać globalne ocieplenie. Nie ma bowiem większego zagrożenia dla współczesnego stylu życia od zmiany klimatu, która prowadzi do zniszczenia środowiska naturalnego, przy jednoczesnym wyczerpaniu tradycyjnych źródeł energii. A to doprowadziłoby do wielkich społecznych konfliktów i wojen, których świat jeszcze nie oglądał. Gdyby tak udało się zdefiniować "nowego wroga", ekologia doprowadziłaby do zmiany świata. Do lamusa przeszedłby obecny - narodowy - model polityki zagranicznej. Jej nowa wersja byłaby całkowicie pokojowa, bo jaki sens miałoby prowadzenie wojen, skoro przeciwnikami nie są już konkretne pastwa?
To, co się dzieje teraz w Europie, to, że dąży ona do powstrzymania zmian klimatycznych, znajduje na szczęście coraz większe zrozumienie w Stanach Zjednoczonych. Ameryka w końcu odkrywa "zieloną politykę". Zgadzam się z twierdzeniem, iż prezydent George Bush nie stał się przywódcą całego Zachodu m.in. dlatego, że nie nauczył się myśleć i działać w "ekologiczny" sposób. A takie myślenie jest obecnie ważne dla sprzymierzeńców Waszyngtonu.
Wątpię, by główne założenia amerykańskiej polityki uległy zmianie w ciągu ostatniego półtora roku rządów obecnej administracji, ale nie sposób wyobrazić sobie, by następca Busha - czy to republikanin, czy demokrata - nadal pozostawał obojętny wobec ekologii. "Gdy zaś to nastąpi, niewątpliwie zielony styl życia, myślenia i działania - zamiast walki z komunizmem - stanie się nowym ogniwem spajającym przymierze atlantyckie" - napisał ostatnio Thomas L. Friedman, jeden z czołowych amerykańskich komentatorów politycznych. I to prawda.
* Ulrich Beck - (ur. 1944) wybitny niemiecki socjolog, wykładowca Uniwersytetu w Monachium i London School of Economics
Ponieważ jednak ludzkość będzie potrzebowała nieco czasu, by w walce o ochronę środowiska przemówić wspólnym, mocnym głosem, konieczne są działania średniej wielkości. I tu właśnie otwiera się pole do działania przed Unią Europejską. Nawet najbardziej zagorzali eurosceptycy muszą przyznać, że Unia idealnie się do tego nadaje, bo jej wielomiliardowy budżet umożliwia finansowanie prac nad ekologicznymi technologiami i daje szansę na sojusz między państwem a gospodarką.
Ktoś zapyta: jaki sojusz? Przecież rządy nie mają wpływu na koncerny, nie mogą im niczego narzucać. To oczywiście prawda. Nie ma powrotu do gospodarki planowej, ale konieczna jest współpraca. W walce o ochronę środowiska nie można zaufać "czarodziejskiej mocy wolnego rynku", bo zajmie to zbyt dużo czasu. A my go nie mamy, natura nam go nie dała! Jeśli "suwerenność rynku" stanowiła dla nas kiedykolwiek śmiertelne zagrożenie, to właśnie dzisiaj. Zmiany klimatu grożą nam ekonomiczną zapaścią, która pociągnie za sobą niewyobrażalne koszty.
Te zagrożenia - paradoksalnie - mogą nas połączyć. Wraz z upadkiem muru berlińskiego i komunizmu wciąż poszukujemy wroga, w walce z którym znów moglibyśmy zjednoczyć nasze siły. I tu właśnie zarysowuje się szansa na historyczny przełom! Nie terroryzm i nie komunizm. Tym wrogiem, wspólnym dla całego świata, Zachodu i Wschodu, mogłoby się stać globalne ocieplenie. Nie ma bowiem większego zagrożenia dla współczesnego stylu życia od zmiany klimatu, która prowadzi do zniszczenia środowiska naturalnego, przy jednoczesnym wyczerpaniu tradycyjnych źródeł energii. A to doprowadziłoby do wielkich społecznych konfliktów i wojen, których świat jeszcze nie oglądał. Gdyby tak udało się zdefiniować "nowego wroga", ekologia doprowadziłaby do zmiany świata. Do lamusa przeszedłby obecny - narodowy - model polityki zagranicznej. Jej nowa wersja byłaby całkowicie pokojowa, bo jaki sens miałoby prowadzenie wojen, skoro przeciwnikami nie są już konkretne pastwa?
To, co się dzieje teraz w Europie, to, że dąży ona do powstrzymania zmian klimatycznych, znajduje na szczęście coraz większe zrozumienie w Stanach Zjednoczonych. Ameryka w końcu odkrywa "zieloną politykę". Zgadzam się z twierdzeniem, iż prezydent George Bush nie stał się przywódcą całego Zachodu m.in. dlatego, że nie nauczył się myśleć i działać w "ekologiczny" sposób. A takie myślenie jest obecnie ważne dla sprzymierzeńców Waszyngtonu.
Wątpię, by główne założenia amerykańskiej polityki uległy zmianie w ciągu ostatniego półtora roku rządów obecnej administracji, ale nie sposób wyobrazić sobie, by następca Busha - czy to republikanin, czy demokrata - nadal pozostawał obojętny wobec ekologii. "Gdy zaś to nastąpi, niewątpliwie zielony styl życia, myślenia i działania - zamiast walki z komunizmem - stanie się nowym ogniwem spajającym przymierze atlantyckie" - napisał ostatnio Thomas L. Friedman, jeden z czołowych amerykańskich komentatorów politycznych. I to prawda.
* Ulrich Beck - (ur. 1944) wybitny niemiecki socjolog, wykładowca Uniwersytetu w Monachium i London School of Economics
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|