W wywiadzie dla jednej z gazet premier Kaczyński to mnie przypisał nazwanie Polski ubekistanem. Nigdy jednak nie posługiwałem się tym terminem. Metafory mają swoją siłę nośną i często
nie są niewinne. Nie wydaje mi się, żeby za pomocą formuły "ubekistan" można było owocnie diagnozować polską rzeczywistość. Ta radykalna metafora, nazbyt przerysowująca
polską rzeczywistość, zawiera w sobie jednak motyw odzwierciedlający realny stan rzeczy. Sieci powiązań i grupy interesów uformowane na bazie dawnych służb specjalnych PRL potrafiły
zrekonfigurować się i trwać w rzeczywistości III RP, skutecznie chroniąc interesy zaangażowanych w nie osób.
Idąc do wyborów, liderzy rządzącej dziś partii wskazywali na konieczność walki z tzw. Układem (duża litera wskazuje, że to coś więcej niż zwykła sieć powiązań). Ten postulat
zapewnił im w kampanii wyborczej duże poparcie społeczne. Układ nie był bowiem - jak próbowano wmawiać - fikcją. Wielu obywatelom i przedsiębiorcom nieformalne, utkane wokół ludzi tajnych
służb pasożytnicze sieci powiązań nie raz dały się we znaki. Nasze państwo skrępowane było sieciami nieformalnych powiązań, które wiele instytucji czyniły nisko lub całkiem
niewydolnymi, lub/i skorumpowanymi.
Agenci zrzuceni ze szczytu
Jak takie postagenturalne sieci funkcjonują w dzisiejszej rzeczywistości - po niespełna dwóch latach rządów PiS i braci Kaczyńskich, którzy
właśnie walkę z układem postawili sobie za kluczowy cel polityczny? Do jakiego stopnia ten cel udało się zrealizować? Na poziomie polityki centralnej mamy rzeczywisty przełom. Stało się to
za sprawą dwóch na pierwszy rzut oka niekoniecznie związanych ze sobą posunięć: rozwiązania WSI i powołania CBA. Wojskowe Służby Informacyjne były organizmem nieprzejrzystym dla
demokratycznych podmiotów kontrolnych przez całą III RP, swoistym rezerwuarem patologicznych powiązań między ludźmi dawnego systemu a elitami demokratycznej Polski. Dlatego ich likwidacja ma
charakter wręcz symboliczny - oznacza zerwanie z instytucjonalnym dziedzictwem komunizmu i sowietyzmu. Ale nie mniej ważnym krokiem rządzących było utworzenie CBA; pierwszej służby tajnej,
która - nie będąc kontynuacją żadnej instytucji z czasów PRL - ma szansę być nieprzejrzysta dla patologicznych grup interesów.
Tajne służby III RP wykazywały się niską skutecznością w zwalczaniu patologii pozostałych po komunizmie oraz wielkich afer nowego rodzaju - z tego właśnie powodu, iż były budowane w
oparciu o kadry pochodzące z PRL oraz o uformowane wtedy procedury i nawyki. Ich funkcjonariusze wykazywali się niską skutecznością w obliczu afer, bo nader często konstruowali je ich dawni
koledzy, z którymi niegdyś się szkolili, z którymi w PRL wspólnie realizowali wątpliwe moralnie operacje, z którymi razem pili.
Wraz z WSI została zlikwidowana instytucja nieprzejrzysta dla demokratycznej władzy, a powołanie CBA oznacza utworzenie instytucji nieprzejrzystej nawet dla potężnych sieci lewych interesów.
Właśnie w ten sposób na poziomie polityki centralnej powstała szansa na nową jakość instytucjonalną. Za jakiś czas, kiedy CBA zakończy fazę rozruchu - a na pełne uformowanie się nowej
służby specjalnej potrzeba ładnych parę lat - będzie można mówić o likwidacji wpływów dawnej agentury na szczytach polityki i biznesu.
A w terenie...
Polityka centralna to jednak nie wszystko. Rozmawiam z biznesmenami, którzy opowiadają o patologicznych powiązaniach podcinających skrzydła lokalnej przedsiębiorczości. Zdaniem moich
rozmówców niezależny przedsiębiorca nikomu nie jest potrzebny, jest wręcz szkodliwy. Nie zatrudnia "znajomych królika", nie wspiera kampanii wyborczych, nie
"oswaja" lokalnych dziennikarzy, stanowi konkurencję dla kolegów. Jego "szkodliwość" rośnie wprost proporcjonalnie do wielkości biznesu, który
prowadzi.
Gdy taki przedsiębiorca jest uparty, uruchamia się przeciw niemu szerokie spektrum możliwości lokalnego układu: trwające latami kontrole skarbowe bez wydawania decyzji, nieoczekiwane
wypowiadanie kredytów przez oddziały banków, kilkuletnie tajne śledztwo ABW w sprawie prania brudnych pieniędzy (zakończone umorzeniem); coroczne kontrole urzędu skarbowego w sprawie
"dochodów ze źródeł nieujawnionych" (zakończone niczym); inspirowane teksty w regionalnej prasie.
Niewiele potrzeba, by to zagrało - układ lokalny może być tylko nieznacznie przetkany ludźmi dawnych służb. Za pomocą odpowiedniej manipulacji prawem i procedurami niejednokrotnie potrafi
omotać i podporządkować sobie niektóre lokalne środowiska biznesowe tak, że staną się one zupełnie bezradne. Nie będą w stanie funkcjonować bez pójścia na układy korupcyjne lub
quasi-korupcyjne. Niekiedy wystarczy korzystanie z firm ochroniarskich, których szefowie wywodzą się z dawnej SB lub służb LWP. Firmy te z jednej strony oferują rozmaite usługi, z drugiej zaś
wytwarzają specyficzną presję. Jeśli się z ich usług nie skorzysta, w niektórych częściach kraju pod znakiem zapytania staje możliwość dalszego prowadzenia interesów.
W osaczaniu naszego przedsiębiorcy nie wszystko musi być inspirowane i koordynowane. Niekiedy wystarczy uruchomić pierwsze impulsy, a potem biurokratyczna maszyneria państwa działa już siłą
rozpędu. Bywa, że przedsiębiorca, który staje się przedmiotem takiej presji, często nie do końca orientuje się, komu zawdzięcza aż tyle troski władz publicznych.
Środki przeciwdziałania są ograniczone. Choć organy odwoławcze wcale nie muszą należeć do "układu”, to - w odczuciu wielu funkcjonariuszy publicznych - prokuratura, ABW,
UKS, izba skarbowa, policja to jedna i ta sama urzędnicza korporacja. "Korporacja Urzędników Państwowych”, solidarna wewnętrznie i powiązana z współtworzącymi
miniubekistan biznesmenami, dziennikarzami i samorządowcami.
W takich grach bez większego znaczenia okazuje się, kto ma większość na Wiejskiej. Sprawność lokalnej sieci tylko nieznacznie zakłócana jest przez rządy PiS.
W odczuciu moich rozmówców pozytywnie wyróżniającym się elementem lokalnej społeczności pozostają sądy powszechne, w tym głównie administracyjne. Mimo zastrzeżeń co do ich
funkcjonowania (terminy, koszty, poziom merytoryczny biegłych itp.) tu człowieka oddającego swój los w ręce sądu nie ogarnia obezwładniające przekonanie o złej woli sędziów. Często jest
to jedyna instytucja rzeczywiście czytająca skargi, analizująca problemy, a nierozwiązująca je "pa uważaniu czynownika".
Szara strefa przemocy
Kierowany przeze mnie zespół ukończył niedawno badania nad rolą przemocy w III RP. Wynika z nich, że wielu przedsiębiorców bywało i niestety wciąż bywa ofiarami czegoś, co nazwaliśmy
szarą strefą przemocy. Dlaczego szarą? Przemoc biała występuje, gdy policja w świetle prawa, stosując przymus, zatrzymuje przestępcę. Przemoc czarna, gdy bandyta kopie ofiarę podczas
napadu.
Z przemocą szarą zaś spotkać się można w sytuacjach takich jak przygoda pewnego biznesmena... Jechał z ważną dokumentacją przetargową, by zdążyć na ostatni termin składania ofert. Po
drodze zatrzymała go policja i rozpoczęła bardzo szczegółową kontrolę pojazdu. W efekcie przedsiębiorca nie zdążył złożyć oferty, a jego konkurent wygrał przetarg. By to osiągnąć,
posłużył się swymi wpływami w lokalnej policji. Szara strefa przemocy wiąże się z czymś, co można określić sprywatyzowaniem lokalnych instytucji publicznych. Aby odnieść korzyść
biznesową, nie trzeba przeprowadzać wielkiej afery prywatyzacyjnej lub korumpować centrali banku. Wystarczył znajomy z dawnych czasów - opłacany policjant, którego nikt dawno nie pytał o
esbecką przeszłość.
Walka z szarą strefą
Dla pokonania licznych, nie zawsze postagenturalnych, lokalnych sieci powiązań nie wystarczy reforma szczytów państwa i polityki. To jest konieczne - wciąż czekamy na procesy i wyroki w
sprawach wielkich afer. Niemniej echa rozliczeń wielkich przekrętów III RP - tych najbardziej spektakularnych "osiągnięć" postkomunistycznego układu - wciąż słabo
docierają w teren.
Jak zatem walczyć z układem w strukturach lokalnych? Tu nie zadziałają metody typu akcyjnego jak wysyłanie specjalnych grup prokuratorów. Do tego potrzeba przede wszystkim gruntownej przemiany
funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości - przekształcenia etosu prokuratorów i sędziów. To oni powinni rozumieć, że kiedy przedsiębiorca skarży się do prokuratury na przykład na złe
traktowanie przez urzędników skarbowych, ta nie powinna kierować się korporacyjną lojalnością wobec kolegów urzędników. Winna wykazać większą dociekliwość i zrozumieć, że ludzie
tworzący miejsca pracy muszą mieć w Polsce sprzyjające warunki do działania.
To jednak dość odległy ideał. Do jego realizacji potrzebne są rozpisane na lata, długofalowe przemiany. Zakres zaniedbań w Ministerstwie Sprawiedliwości, MSWiA i ABW jest tak szeroki, że
trudno spodziewać się szybkich sukcesów. Prokuratorzy wciąż boją się działać niezależnie, a widząc zewsząd zawziętą krytykę PiS, obawiają się represji po ewentualnej zmianie
władzy.
Dlatego w Polsce przez jakiś czas jeszcze funkcjonować będą miniubekistany utrudniające życie średnich firm i niższej rangi urzędów.
Andrzej Zybertowicz jest profesorem UMK w Toruniu, kierownikiem Podyplomowego Studium Socjologii Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz doradcą Komisji Weryfikacyjnej WSI