Polskie poparcie dla unijnego systemu głosowania na podstawie pierwiastka kwadratowego z liczby ludności danego kraju brzmi technicznie, ale jest to wielka polityka i wiąże się dla Polski z poważnym ryzykiem. Chodzi o siłę oraz o to, czy Niemcy zaczną być w końcu traktowane jak normalny kraj Unii, a siła ich głosu korespondować będzie z liczbą 82 milionów obywateli tego kraju. Przez 50 lat Niemcy płaciły za swoją wojenną przeszłość. Finansowały Unię Europejską, utopiły potężną markę w euro i zaakceptowały przedziwny system głosowania w Radzie Ministrów, który daje im tylko 29 głosów, podczas gdy Polska i Hiszpania (przy liczbie ludności mniejszej o połowę) mają ich 27.
Polska może utracić swoją relatywną siłę w porównaniu z dużymi krajami członkowskimi, takimi jak Niemcy, ale czeka to również inne kraje, w tym Hiszpanię. W rzeczywistości przy nowym systemie Polska miałaby więcej głosów - chodzi jednak o to, że Niemcy miałyby o wiele więcej. Nowy system liczenia głosów w oparciu o liczbę ludności to najważniejsze żądanie Niemiec w negocjacjach nad nowym traktatem. System pierwiastkowy - spłaszczający różnice sił pomiędzy dużymi i małymi państwami - to jedyny priorytet wysuwany przez Polskę.
Co będzie dalej? Wydaje się, że w przyszły piątek po południu Jarosław Kaczyński będzie odosobniony. Czy Polska może wygrać? Może uzyskać ustępstwa: przesunięcie terminu
wprowadzenia nowego systemu głosowania lub ustalenie limitu określającego siłę głosu Niemiec. Polska może zyskać poparcie także w innych kwestiach, na przykład włączenie do traktatu nowej
klauzuli o solidarności energetycznej. Ale pierwiastka kwadratowego nie dostanie. Dlatego premier Kaczyński powinien zacząć rozważać kompromis.
George Parker, szef brukselskiego biura "Financial Times"