Warto wrócić na chwilę do kampanii wyborczej. Wszyscy pamiętamy będący ostatecznym ciosem dla PO spot z pustą lodówką i szumne zapowiedzi partii Jarosława Kaczyńskiego dotyczące społecznych reform. PiS zawdzięcza swój wyborczy sukces właśnie temu, że wniosło kwestię socjalną do dyskusji o nowej Polsce, że uczyniło z niej ważny element swego projektu IV RP.
Mówiono nie tylko o rozliczeniu przeszłości i bezpiecznym państwie, ale także o sprawiedliwym społeczeństwie. Nie ma wątpliwości, że była to bardzo skuteczna polityczna broń. Jej
użycie zniszczyło najważniejszych oponentów PiS na scenie politycznej przed wyborami parlamentarnymi.
Iluzja solidarnego państwa
Choć sam jestem z innej politycznej "bajki", początkowo trzymałem w zakresie spraw socjalnych kciuki za PiS. Wierzyłem, że politycy tej partii myślą o nich poważnie, że mamy do czynienia ze środowiskiem politycznym, które rzeczywiście jest pełne namysłu nad społeczną niesprawiedliwością i które zechce z nią skończyć, dążąc do tego, abyśmy zdołali wreszcie zbudować w Polsce upragniony kapitalizm z ludzką twarzą.
Ogromnie się jednak zawiodłem. Od chwili, gdy PiS wygrało wybory, nie dostrzegam żadnych poważnych działań w sferze społecznej. Wszystko, co w zakresie spraw społecznych Prawo i Sprawiedliwość obiecywało w kampanii wyborczej, okazało się iluzją. Zamiast tego mamy do czynienia z kontynuacją najgorszych praktyk III RP. Sposób, w jaki narastał konflikt rządu z pielęgniarkami, i metody ich traktowania przez premiera to dowód na to, że wraz z rządami PiS nie zaszła żadna zmiana w znanym od lat butnym stylu rządzenia. Rząd Kaczyńskiego po prostu przejął ukształtowane w okresie polskiej transformacji aroganckie i władcze postawy decydentów wobec słabych grup społecznych.
Być może ten konkretny konflikt zostanie jakoś załagodzony. Może pod naciskiem protestujących pielęgniarek znajdą się jakieś pieniądze na podwyżki. Nie będzie to jednak realizacja
żadnego całościowego programu socjalnego, który zasługiwałby na miano solidarnego państwa, lecz po prostu doraźne zalepianie plastrem społecznych ran.
Za pięć dwunasta
Społeczny kryzys jest bowiem w Polsce tak głęboki, że nie da się go uleczyć polityczną kosmetyką. Premier Kaczyński mówił w ostatnich dniach pielęgniarkom, że budżet na ten rok jest ustalony i nic nie jest w stanie zrobić. Dokładnie to samo mówiono stale od czasów Balcerowicza. Kolejni przywódcy od 1989 r. mówią o kwestiach społecznych ciągle tym samym językiem. Jarosław Kaczyński zamiast realizować zapowiadaną przemianę ustawił się po prostu w ich długim szeregu. Słynna już zapowiedź przeprowadzenia referendum w sprawie podniesienia podatków dowodzi tego w pełni.
Mamy do czynienia z arogancją wynikającą z charakteru polskiej transformacji, której produktem jest kapitalizm bantustański. Arogancki, pewny siebie, oderwany od społeczeństwa - taki jest właśnie polski kapitalizm - niezależnie od tego, czy u władzy był akurat AWS, SLD czy - jak się okazuje - PiS.
Fakt, że premier dopuścił do eskalacji konfliktu z pielęgniarkami, to dowód na to, że politycy PiS nie są w stanie zmienić tego systemu, nie mają żadnej wizji, która by na nowo
postawiła w Polsce problem społecznego porozumienia. Tego naprawdę się nie da załatwić na poziomie przecinków w budżecie. Tymczasem rządzący sądzą, że poradzą na to socjotechniką -
tutaj coś dodadzą, tam z kolei coś przesuną. Albo też opracują kolejne pozorne rozwiązanie w rodzaju becikowego.
Cukierek zamiast koła ratunkowego
Właśnie becikowe jest znakomitym przykładem powierzchownego traktowania przez PiS polityki społecznej. Nasz kraj się masowo wyludnia. Nie chodzi o malejący przyrost naturalny, z którym zmaga się cała Europa. Chodzi o emigrację. Młodzi ludzie masowo wyjeżdżają z Polski nie tylko ze względu na niskie płace i brak pracy, ale także przez egzystencjalne poczucie beznadziejności. Wyjeżdżają, dlatego że, ich zdaniem, w tym kraju nie można żyć, nie można planować przyszłości dla siebie i swojej rodziny. Powiedzmy to jasno - ludzie uciekają z Polski w poszukiwaniu szczęścia.
Odpowiedzią na to ze strony rządu szermującego hasłami społecznej sprawiedliwości jest tysiączłotowa premia za urodzenie dziecka. Brak jakichkolwiek zachęt ze strony państwa do pozostawania w kraju, żadnych systemowych rozwiązań prorodzinnych - jest za to widoczny i wymierny gest. Co z tego, że nie dorasta on do pięt francuskim ulgom prorodzinnym, skoro można za jego pomocą utrzymywać fasadę solidarnego państwa? Ostatnio przedstawiono mi ekspertyzę projektującą budowę mieszkań za tanie kredyty. O postulacie takich kredytów słyszę od 1976 r.! Zmienił się system, zmieniają się kolejne rządy, a w Polsce dalej jest za mało mieszkań.
Być może pielęgniarki też dzięki swojej determinacji wygrają jakieś becikowe. Jakąś spektakularną podwyżkę, jakąś zmianę zasad pracy. Rzecz jasna nie uleczy to choroby polskiej
służby zdrowia, będzie jednak widoczną "marchewką" ze strony rządu.
Polski New Deal
Może zatem protest pielęgniarek skończy się dzięki zręcznej, doraźnej polityce rządu. Niemniej hasło solidarnego państwa pozostanie sloganem - a wspomnienie policjantów pacyfikujących protestujące siostry będzie długo kładło się na nim ponurym cieniem.
Gdyby solidarne państwo miało być nie pustym hasłem, ale polityczną rzeczywistością, w Polsce musiałby zostać zawarty rodzimy New Deal. Polska potrzebuje bowiem społecznego porozumienia na miarę tego, które przeprowadził niegdyś w Stanach Zjednoczonych F.D. Roosevelt. Bez wielkiego i prawdziwego porozumienia między rządem, kapitałem i społeczeństwem, które ustaliłoby jaką drogą dążyć do reform rynkowych przy jednoczesnym zapewnieniu wzrostu płac i dostępności pracy, nie można mówić o żadnej solidarności.
A jeżeli chcemy uratować ten kraj, jeżeli Polska nie ma być zepchnięta do roli rezerwatu wielkiej Europy i ma się znaleźć w czołówce narodów europejskich, to takiej solidarności
potrzebujemy. Musimy zawrzeć wielkie społeczne porozumienie, które sprawi, że z jednej strony społeczeństwo pogodzi się z tym, że koniecznością jest przyjęcie twardych zasad gospodarki
rynkowej, a z drugiej otrzyma coś w zamian.
Nie można bowiem młodym Polakom po prostu mówić, że mają tu żyć za tysiąc złotych miesięcznie. Bo oni doskonale rozumieją, że ktoś z nich wówczas kpi.
Młody człowiek, który w tej chwili kończy studia medyczne, za tysiąc złotych, które oferuje mu państwo, nie wynajmie nawet mieszkania. To są pensje na tym samym poziomie, który sprawił,
że moje pokolenie "Solidarności" pod koniec lat siedemdziesiątych się zbuntowało. Bo przecież my zbuntowaliśmy się także dlatego że nasze pensje skazywały nas na
wegetację. Dzisiaj ten bunt polega na tym, że ludzie uciekają z Polski. A premier mówi im, że budżet jest już uchwalony.
Milwaukee Europy
Polska staje się w tej chwili europejskim obszarem zapaści, czymś, czym w Stanach Zjednoczonych jest stan Milwaukee. To nie dotyczy tylko służby zdrowia, ale także narodowego rozwoju, uczelni, badań naukowych, zanieczyszczenia środowiska, poziomu życia. Co nowy rząd zmienił w sytuacji pieniędzy za naukę? Cały czas jesteśmy na szarym końcu listy sum przeznaczanych przez poszczególne kraje w budżecie na rozwój oświaty. To się musi przełożyć na trwałe upośledzenie społeczne. Rząd, który wygrał wybory, obiecując sprawne państwo w służbie społecznej sprawiedliwości, nic w tym zakresie nie zmienił.
Tymczasem potrzebujemy w Polsce porozumienia sięgającego korzeniami do sierpnia 1980 r. Każdy musi z siebie coś dać - kapitał, rząd, państwo, społeczeństwo - byśmy chcieli w Polsce żyć. Tylko taki polski New Deal sprawi, że nasz kraj będzie miejscem, w którym ludzie będą w stanie poszukiwać szczęścia. Jeśli tego nie osiągniemy, to jakie będzie miało znaczenie, czy w Polsce będą rządzić postkomuniści czy antykomuniści? Nie ma w tej chwili w kraju spraw ważniejszych od kwestii społecznych. Powinien pamiętać o tym zwłaszcza ten, kto wygrał wybory z hasłem solidarnego państwa.
Polskie elity narodowe nie potrafiły dokonać potrzebnej mobilizacji w XVIII w. w zakresie budowy nowoczesnego państwa, wojska, przemysłu, oświaty. W rezultacie państwo polskie przestało istnieć. Obecnie stajemy przed podobnym wyzwaniem. Decyduje się miejsce Polski na rynku globalnym w nauce, szkolnictwie, informatyce, rozwoju najnowocześniejszych technologii. Czy staniemy się kolejny raz wielkim przegranym historii?
Józef Pinior, prawnik, polityk, współzałożyciel NSZZ "Solidarność" na Dolnym Śląsku. Tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego podjął pieniądze zdeponowane na koncie związku, dzięki czemu nie zostały one zajęte przez władze komunistyczne. W latach 80. więziony za przekonania był pod opieką Amnesty International jako więzień sumienia. Od 2004 r. deputowany do Parlamentu Europejskiego z ramienia Socjaldemokracji Polskiej.