Dziennik Gazeta Prawana logo

Libicki: Polska polityka zagraniczna to pasmo sukcesów

13 października 2007, 16:30
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Wiele ostatnio słychać krytycznych głosów na temat polskiej polityki zagranicznej, a zwłaszcza europejskiej. Jednak te połajanki pod adresem PiS i braci Kaczyńskich są zupełnie nieuzasadnione, bo to za ich rządów Polska, biorąc pod uwagę nasz potencjał ludnościowy i gospodarczy, najlepiej jak to tylko możliwe wykorzystuje swoje atuty w UE - pisze w DZIENNIK Marcin Libicki, eurodeputowany PiS.

Zastanawiając się nad rolą, jaki nasz kraj może odgrywać w europejskiej wspólnocie, trzeba wziąć pod uwagę fakty, a nie tylko pobożne życzenia. Komentatorzy, którzy twierdzą, że gdyby nie PiS, Polska mogłaby mieć równy wpływ w Unii jak Wielka Brytania, po prostu fantazjują. Pamiętajmy, że siła głosu w Unii zależy przede wszystkim od potencjału ludnościowego i gospodarczego, położenia geograficznego i aktywności kraju na unijnym forum. - No i od zapisów traktatowych!

Z natury rzeczy prym w Europie wiodą państwa największe, które mają po 60 i więcej milionów mieszkańców, czyli Francja, Wielka Brytania, Niemcy i Włochy. Polska natomiast jest jedynym obok Hiszpanii krajem średnim, czyli 40-milionowym.

Pozostali - zarówno starzy, jak i nowi - członkowie UE są wyraźnie mniejsi. Stąd wyjątkowa pozycja naszego kraju. Nie jesteśmy i jeszcze długo nie będziemy tak liczni ani tak silni gospodarczo jak Niemcy czy Francuzi - jednak to Polska jest największym z nowych krajów Unii Europejskiej i stała się symbolem rozszerzenia, przez co na niej skupia się uwaga zarówno wtedy, kiedy chce się widzieć sukcesy rozszerzenia, jak i wtedy, gdy chce się je krytykować.

Jednakże nasz głos jest słyszalny bardzo wyraźnie - mamy też prawo do dużych ambicji wpływania na kształt Unii. Już teraz zresztą współkształtujemy politykę UE.

Najistotniejszą sferą, w której Polska gra pierwsze skrzypce i ma przemożny wpływ na linię postępowania całej wspólnoty, jest polityka wschodnia.

To Polska nadawała ton europejskiej polityce wobec Ukrainy i czyni to nadal, czego rezultatem jest przyjęcie przez Parlament Europejski przytłaczającą większością głosów raportu Michała Kamińskiego z PiS w sprawie mandatu negocjacyjnego dotyczącego nowego, rozszerzonego porozumienia między Unią Europejską a Ukrainą. Raport ten daje zielone światło członkostwu tego kraju w UE, na czym nam przecież tak zależy.

Polskim politykom udało się także przekonać zachodnie kraje Unii, że do rzekomo pragmatycznych propozycji Rosji należy podchodzić ze sceptycyzmem, gdyż jest to kraj, który rozumie tylko politykę siły i nie wyzbył się swoich zimnowojennych i mocarstwowych ambicji.

Ten sukces objawiający się nową solidarnością Unii w postępowaniu z Rosją widać było wyraźnie podczas kryzysu wokół pomnika żołnierzy radzieckich w Estonii i ostatnio podczas sporu dyplomatycznego Wielkiej Brytanii z Rosją. No i polskiego „mięsnego weta.

Pochodną tego jest wyraźnie silny polski wpływ na europejską politykę energetyczną. Przypomnijmy, że kwestię solidarności energetycznej jako pierwszy postawił Kazimierz Marcinkiewicz, proponując energetyczny pakt muszkieterów działający według zasady: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. I od czasu tej propozycji nie ma ważniejszego wystąpienia programowego w Unii, w którym nie podkreślano by konieczności solidarności energetycznej.

To wielki sukces Prawa i Sprawiedliwości i polskiej zdecydowanej postawy. Podobnie jak odmowa Europejskiego Banku Inwestycyjnego kredytowania budowy gazociągu północnego.

Polska polityka w Unii wzmocniła wyraźnie grupę państw, które postrzegają Europę jako wspólnotę polityczną i gospodarczą opartą na zasadzie wolności i konkurencji, a nie ujednolicania na siłę socjalnych przywilejów i pętania swobody gospodarczej.

Ta socjalistyczna wizja bowiem, choć stale obecna w polityce europejskiej, tak naprawdę osłabia wzrost gospodarczy i prowadzi w konsekwencji do spadku znaczenia Unii w świecie. Tym samym Polska dzięki swojej prorynkowej postawie przyczynia się do wzmocnienia Unii, co służy i nam, i naszym unijnym partnerom.

Polska po zwycięstwie PiS zajęła też w polityce zagranicznej - co bardzo istotne - pozycję wrażliwości na sprawy moralne, i w pewnym sensie odegrała rolę katalizatora konserwatywnych tendencji, co w dużym stopniu zmieniło proporcje sił w całej Unii Europejskiej. Polska przypomina Europie o jej chrześcijańskich wartościach. Widać to bardzo wyraźnie zwłaszcza w Parlamencie Europejskim, gdzie największa Partia Ludowa, czyli chadecy, była do niedawna niemal neutralna w sprawach moralnych.

Wejście Polski do UE wyraźnie zmieniło sytuację, co pokazują konkretne głosowania na przykład nad trzema kolejnymi deklaracjami dotyczącymi homofobii. Chadecy poprzednio głosowali za rezolucjami, w których pod wpływem lewicy potępiano domniemaną homofobię w Europie, a szczególnie w Polsce.

Ostatnio chadecy już wstrzymują się w tej sprawie od głosu. Parlament potępił także pod wpływem polskich posłów handel komórkami jajowymi i eksperymenty na komórkach macierzystych. To ważna zmiana proporcji sił w Parlamencie Europejskim.

Wszystkie te czynniki sprawiają, że polska polityka zagraniczna - mimo krytycznych opinii - jest, jeśli przyjrzeć się jej bliżej, pasmem sukcesów. Dowodem tego jest choćby zakończony niedawno szczyt w Brukseli, który niechętni PiS komentatorzy przedstawiają jako porażkę.

Tymczasem nie została przyjęta konstytucja, której byliśmy przeciwni w jej proponowanym kształcie. Polska, Irlandia i Wielka Brytania zastrzegły ważne dla siebie sprawy w odniesieniu do obowiązywania Karty Praw Podstawowych. Zachowanie obecnego systemy głosowania do roku 2017 jest dla nas nadzwyczaj korzystne.

Jednocześnie przypisywanie Polsce antykompromisowego stanowiska jest nieporozumieniem, bo jeśli chodzi o szukanie kompromisu sukces mierzy się satysfakcją stron, a nie zwycięstwem jednych i kapitulacją drugich. Kompromis nie polega na poddawaniu się i rezygnacji z własnych racji, ale na dogadaniu się.

Nie zgadzam się więc z głosami takimi jak Władysława Bartoszewskiego, iż Polska jest brzydką panną bez posagu. Tak nie jest - nasza pozycja i nasz wkład przyczyniają się do sukcesów całej Unii. Mamy też pełne prawo domagania się uwzględnienia naszych interesów i skutecznie to robimy.

Bez sukcesu Polski nie będzie sukcesu całej Unii, tak jak bez sukcesu Unii nie będzie sukcesu Polski.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj