Boję się tego towarzystwa wzajemnej adoracji skupionego wokół Aleksandra Kwaśniewskiego. Nie chcę znów oglądać tego kolesiostwa, tej kasty szemranych interesów, na którą patrzyliśmy przez wiele lat w III RP. Bez względu bowiem na to, jak owa ekipa kojarzona z Kwaśniewskim czy Millerem się nazwie: lewica, demokraci czy centrum, dla mnie pozostaną oni ludźmi o ustach pełnych populistycznych frazesów, których jedynym celem jest czerpanie osobistych korzyści (w szczególności materialnych) ze zdobytej władzy.
Nie chodzi o to, że mam coś przeciwko rządom lewicy rozumianej jako liberalizm ożeniony z państwem socjalnym, ale o to, że oni z socjaldemokracją w rozumieniu europejskim nie mają w wymiarze mentalnym nic wspólnego. Dla nich każde hasło będzie dobre, jeśli tylko pozwoli czerpać profity z publicznej kasy. Dla pieniędzy są gotowi zrobić wszystko - pamiętamy przecież, jak chętnie obsadzali swoimi ludźmi państwowe spółki, jak zarabiali na ustawionych przetargach i jakie przyznawali sobie pensje i odprawy. To było po prostu państwo prywatne.
Ci ludzie się nie zmienią - skoro nie zmieniło ich nawet takie trzęsienie ziemi jak afera Rywina. Teraz okazuje się, że za młodą, gładką twarzą Wojciecha Olejniczaka siedzi na przykład Lech Nikolski, który pisze mu przemówienia. Do łask wraca też Włodzimierz Czarzasty - kilka miesięcy temu mówiło się nawet, że chce objąć fotel przewodniczącego SLD na Mazowszu.
To towarzystwo jest niereformowalne. Przyznał to także – choć dopiero po paru głębszych - Józef Oleksy, opowiadając Aleksandrowi Gudzowatemu, gdzie ta ekipa ma polską rację stanu.
Nie chcę, by tacy ludzie znów rządzili moim krajem. Oni stanowią zagrożenie dla podstawowych zasad moralnych w życiu publicznym. I dlatego zupełnie nie rozumiem, co w otoczeniu Kwaśniewskiego, Siwca czy Kalisza robią dziś dawni opozycjoniści, tacy jak Władysław Frasyniuk czy Jan Lityński, firmując twór o nazwie Lewica i Demokraci.
Niestety, to, co na naszych oczach stało się z ideą IV Rzeczypospolitej, rodzi poważne ryzyko, że tamte skompromitowane elity powrócą. Mieszkam w małej miejscowości, poza tym często jeżdżę po kraju i rozmawiam z ludźmi. Okazuje się, że wielu z nich poważnie myśli o głosowaniu na tamto towarzystwo. Sondaże tego jeszcze nie pokazują, bo sporo osób zwyczajnie wstydzi się przyznać, że popiera SLD. Jednak wstyd wstydem, ale nad wyborczą kartką może zwyciężyć zniechęcenie IV Rzecząpospolitą, która w odbiorze społecznym zupełnie się zdewaluowała.
Ja osobiście nie mógłbym się pogodzić z powrotem III Rzeczypospolitej i nawet nieudolność jej następczyni nie jest dla mnie wystarczającym argumentem. Do pewnego momentu uważałem, że rozliczanie elit III RP usprawiedliwia grzechy czwartej: przede wszystkim zaś mocno nieestetyczny sojusz z Lepperem i Giertychem. Teraz jednak dostrzegam, że mimo dobrych intencji efekty działań nowej władzy są prawie żadne, a zagrożenie powrotem dawnych elit bardzo poważne.
Mimo całej rozliczeniowej propagandy nikt z owego mitycznego "układu" zrodzonego w III Rzeczypospolitej nie siedzi za kratkami. Edward Mazur uciekł do USA i ma się dobrze, za aferę Rywina siedział tylko Rywin, a szeryfowie PiS spalają się w walce z lekarzami. To są bardzo niebezpieczne zabawy - wiem coś o tym, bo sam mam dziecko, które sześć długich lat czekało na przeszczep nerki. Na szczęście potrzebny organ znalazł się, zanim minister Zbigniew Ziobro doprowadził tę dziedzinę medycyny do zapaści.
Sposób aresztowania lekarza ze szpitala MSW i cała otoczka z tym związana doprowadziły do 70-procentowego spadku przeszczepów, co przyczyniło się do śmierci znacznej grupy ludzi oczekujących na zabieg. To w pewnym sensie symbol działania PiS, które dążąc do celu, nie zdaje sobie sprawy z możliwości wystąpienia skutków ubocznych znacznie niebezpieczniejszych niż zwalczana patologia.
Podobnie jest z dekomunizacją - dużo krzyku, a efektów rozliczania dawnych elit nie widać, za to działalność braci Kaczyńskich rozczarowuje i zniechęca do prawicy coraz więcej ludzi. I to zniechęcenie każe im szukać ratunku u męża opatrznościowego: Aleksandra Kwaśniewskiego. Bo on przy liderach PiS jawi się jako polityk wyważony, człowiek racjonalny, a że czasem lubi wypić - cóż, swój chłop.
To jest właśnie ogromne niebezpieczeństwo wynikające z rządów braci Kaczyńskich. Po wyborach wygranych przez PiS pod hasłami odnowy moralności, a potem realizacją tych haseł przez Braci zgodnie z doktryną Kalego dziś zwykli ludzie tęsknią już za brakiem moralności, byle w odrobinie spokoju. Nie chciałbym znów oglądać, jak tego ukojenia szukają w ramionach Kwaśniewskiego.
Cała ta sytuacja wygląda trochę jak wybór między dżumą a cholerą. Pozostaje co prawda Platforma Obywatelska, ale w obecnym układzie politycznym całkowicie przyblokowana i spychana przez Kaczyńskich na margines. Aby przeżyć, ma tylko jedną możliwość: medialną, agresywną kontrę. A to znów wprowadza niepokój i coraz głośniejsze "komuno, wróć!"…
Mimo tych czarnych wizji wciąż jednak wierzę, że możliwa i najlepsza dla Polski byłaby koalicja PO-PiS, byle już bez Braci. Być może wtedy udałoby się nas ustrzec przed powrotem upiorów III RP. I żyć w końcu w normalnej, stabilnej, uczciwej Ojczyźnie. W jednej, ukochanej RP. Bez numerków.