Dziennik Gazeta Prawana logo

Eugeniusz Smolar: Co z tą Polską... w Europie?

5 listopada 2007, 23:14
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Polska nadal poszukuje swojego miejsca w Unii Europejskiej. Dowodzi tego i emocjonalna debata, poprzedzająca obrady szczytu w czerwcu, i dramatyczny ich przebieg oraz zawarty ostatecznie kompromis, przedstawiany przez prezydenta i premiera jako sukces. Był to sukces całej Europy - pisze w DZIENNIKU Eugeniusz Smolar, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych.

Nieliczni nie życzą sobie pogłębiania integracji europejskiej. Należy do nich Wielka Brytania, ale już nie Czechy mimo eurosceptycyzmu Vaclava Klausa. Pomijając zawarty kompromis, do grona hamulcowych zalicza się Polskę, rządzoną przez Lecha i Jarosława Kaczyńskich.

Polska nadal poszukuje swojego miejsca w Unii Europejskiej. Dowodzi tego i emocjonalna debata, poprzedzająca obrady szczytu w czerwcu, i dramatyczny ich przebieg oraz zawarty ostatecznie kompromis, przedstawiany przez prezydenta i premiera jako sukces. Był to sukces całej Europy.

O miejscu Polski myślą także przywódcy innych państw. Zdają sobie sprawę, że z powodów historycznych ("Solidarność", rola w zakończeniu Zimnej Wojny itp.) oraz politycznych (rzeczywiste czy potencjalne znaczenie w całym regionie) w największym stopniu symbolizujemy odzyskaną jedność Europy. Przede wszystkim jednak dlatego, że po okresie marazmu trwa poszukiwanie źródeł dynamiki dalszego rozwoju.

Stąd zaproszenie Polski do udziału w Trójkącie Weimarskim. Stąd zgłoszona jeszcze przed wyborami przez Nicolasa Sarkozy’ego propozycja utworzenia z udziałem Polski grupy sześciu największych państw, które by uzgadniały kierunki dalszych zmian w UE. Udział w takim elitarnym klubie z pewnością dawałby satysfakcję polskim politykom, ale… do jego powołania nie dojdzie. Nie będzie zgody na sformalizowanie podziału UE na państwa duże i małe.

W piątek już jako prezydent, Sarkozy uzgodnił z premierem Brownem odbywanie regularnych konsultacji z Londynem, mających - jak to już od lat ma miejsce w stosunkach z Berlinem - uzgadniać stanowisko przed unijnymi szczytami. I ta propozycja zdaje się mieć krótkie nogi. Inna jest rola obu państw w UE: Wlk. Brytania np. nie przyjęła euro, przez co ma ograniczony wpływ na decyzje gospodarcze na kontynencie, ma inny stosunek do pogłębiania integracji w kluczowych często kwestiach, inną koncepcję stosunków transatlantyckich.

Mowy być zatem nie może, by powstał swoisty "dyrektoriat" w UE, który by mógł realizować cele sprzeczne z interesami innych państw członkowskich. Tym bardziej że Komisja i Parlament Europejski reprezentują interesy Unii jako całości - mimo kompromisów, ograniczeń i roli "równiejszych" (np. mimo złej atmosfery wokół Polski Komisja zgodziła się ostatnio na utrzymanie przez dalsze lata niskiego VAT-u na budownictwo. Skorzystają z tego setki tysięcy Polaków).

Polska, w swoim najlepiej pojętym historycznym interesie, stoi przed zadaniem znalezienia dla siebie miejsca w Unii jako aktywnego i pozytywnego udziałowca w tym przedsiębiorstwie o nieograniczonej odpowiedzialności. Każde z państw członkowskich realizuje w Unii i poprzez Unię swoje strategiczne cele. Mogą to czynić, jeśli nie traktują UE ani poszczególnych państw członkowskich jako zagrożenia. Każdy polityk w swoim kraju zapowiada buńczucznie, że jedzie do Brukseli twardo negocjować po to, by - już na miejscu - zawrzeć kompromis. Ten europejski teatr polityczny należy do tradycji. A przy targach o podział ról w tym teatrze żadne, rzeczywiste czy wyimaginowane, historyczne zasługi czy rany, nie znajdą u innych zrozumienia. Nazbyt dramatyczna jest historia wielu narodów.

Obecne władze Polski są powszechnie krytykowane w Europie - otwarcie w mediach, dyskretnie w kołach politycznych. Polska nie będzie odgrywała w Unii większej roli, gdy jej czołowi przedstawiciele będą wiecznie występować w roli malkontentów, niemających innym niczego pozytywnego do zaproponowania. Kaczyńscy antagonizują stopniem agresji politycznej w kraju, "odzyskiwaniem" bądź stałym atakiem na niezależne instytucje, będące w Europie elementem uznanego systemu liberalnej demokracji, połączonych z obrażaniem osobistości, cieszących się powszechnym szacunkiem na świecie, takich jak Władysław Bartoszewski czy Bronisław Geremek. Mimo że ksenofobia i antysemityzm występują w wielu krajach, dla członków UE nie do przyjęcia jest fakt, że prezydent, premier i rząd poszukują wsparcia, a przez to legitymizują, środowisko głoszące antysemityzm. To nie ma nic wspólnego z szacunkiem do wszystkich wyborców czy z próbą łączenia tradycji z modernizacją. Cierpi na tym autorytet całej Polski.

Czołowi przedstawiciele Polski musieliby zmienić sposoby uprawiania polityki zagranicznej, by zostali uznani za wiarygodnego partnera. Dyplomacja to nie publicystyka. Nie tylko nad Wisłą dostrzec można ostrożność w stosunkach z Niemcami, ale jedynie czołowi przedstawiciele władz Polski traktują historię jako oręż w budowaniu, czy raczej destruowaniu, stosunków z zachodnim sąsiadem. Realne problemy istnieją, choćby budowa Gazociągu Północnego, ale bez konstruktywnej współpracy polsko-niemieckiej i z innymi krajami nie będzie bezpieczeństwa energetycznego ani skutecznej polityki wschodniej UE.

Polska nie dysponuje samodzielnymi narzędziami gospodarczego, politycznego czy wojskowego wpływu na swoje otoczenie. Może zatem realizować swoje podstawowe interesy w dziedzinie rozwoju czy bezpieczeństwa tylko w porozumieniu i z poparciem partnerów w Unii Europejskiej, wzmocnionych przez NATO i sojusz z USA. Polska ma liczne żywotne problemy, z którymi nie upora się samotnie, jak kwestia stosunków z Rosją, bezpieczeństwo energetyczne czy rozszerzenie UE o Ukrainę.

Nasza pozycja w Europie zależy przede wszystkim od wpływów w regionie. Ta zaś poważnie osłabła w ostatnich kilkunastu miesiącach. Podnoszenie przez polskich polityków kwestii przyszłości Ukrainy, mimo kryzysu politycznego w tym kraju, wywołuje sarkastyczne komentarze: niech się Polacy zajmą najpierw naprawą sytuacji u siebie, zanim zaczną dawać rady innym… Kijów również, mimo dyplomatycznych gestów, zdaje sobie sprawę z osłabienia znaczenia Polski i szuka wsparcia w Brukseli i Berlinie. Już wcześniej rachityczna Grupa Wyszechradzka odchodzi w niebyt po publicznym obrażeniu przez Jarosława Kaczyńskiego premierów Węgier i Słowacji po tym, gdy odmówili poparcia "pierwiastkowi". Cieszymy się ze wsparcia Unii, ale jest to "zasługą" polityki Putina a nie Kaczyńskich, że pozostali Europejczycy solidaryzują się z Polską obecnie w większym stopniu, niż miało to miejsce jeszcze kilka lat temu.

Bracia Kaczyńscy podkreślają, że odnoszą sukcesy w polityce międzynarodowej, albowiem dopiero teraz nie można Polski pomijać. Mocne, ale nieprawdziwe. W UE nie można kogokolwiek pomijać bez ryzyka dla istnienia samej Unii - co najwyżej można w niektórych dziedzinach przegłosować. Co ważne, w kwestiach podstawowych (polityki zagranicznej czy bezpieczeństwa) zachowane są wszelkie atrybuty suwerenności państw narodowych. To poszczególne państwa, nie mogąc realizować poprzez Unię swoich celów, będą to czynić samodzielnie. Tak zwana renacjonalizacja polityki zagranicznej czy gospodarczej odbędzie się kosztem Polski i spraw, które uznajemy za szczególnie ważne.

Kompromis brukselski umacnia Unię. Europa odetchnęła z ulgą. Może pójść dalej i zająć się rozwiązywaniem konkretnych problemów, co - niezależnie od okolicznościowej podniosłej retoryki, flagi czy "Ody do wolności" - zawsze stanowiło sedno integracji europejskiej.

Kaczyńscy wydają się radować rzeczą w Unii oczywistą, że Polski nie można pomijać. Powinniśmy jednak uzyskać odpowiedź na pytanie: jaką pozytywną rolę ma Polska pełnić w Unii? Problem polega na tym, że nie potrafią takiej odpowiedzi udzielić - nam wszystkim, w kraju i w całej Europie. I dlatego Polska funkcjonuje obecnie jako problem a nie jako członek zespołu pomagający w rozwiązywaniu rzeczywistych problemów - własnych i Unii Europejskiej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj