Budżet na 2011 r. jest niebezpieczny dla Polski, bo prowadzi do dalszego szybkiego zadłużania się kraju. Udział wydatków publicznych w PKB dalej rośnie i przekroczy 48 proc. PKB, jak doda się te wydatki, które minister finansów pochował przed obywatelami, jak na przykład wydatki Krajowego Funduszu Drogowego. Można pogratulować PO, że w ciągu czterech lat doprowadziła do wzrostu udziału wydatków publicznych w PKB z 42 proc. do 48 proc. Mamy coraz większe państwo, którego utrzymanie coraz więcej kosztuje. Nic dziwnego, że PO podnosi podatki, a jej czołowi politycy z liberałów stali się populistami, których celem jest wyłącznie władza.
Reklama
Rządy PO są groźne dla gospodarki, ponieważ prowadzą do dramatycznego wzrostu zadłużenia. Minister finansów i inni przedstawiciele rządu oszukują obywateli, próbują im wmówić, że Tusk nie zadłuża Polski tak szybko jak Gierek. Prawda jest inna. Na moim blogu przedstawiłem dokładne wyliczenia, z podaniem oficjalnych źródeł danych. W porównywalnym czasie i warunkach Gierek zadłużył Polskę na 24 proc. PKB, a Tusk zadłuży na ponad 21 proc. PKB, licząc tylko nowy dług. Natomiast Tusk zadłuży Polskę na 40 proc. PKB, uwzględniając fakt, że wyprzedaje majątek narodowy i przejada dotacje z Unii Europejskiej.
Minister finansów ma walczyć z deficytem, stosując regułę wydatkową. Kilka dni temu Rostowski przyznał, że w praktyce rząd stosuje regułę wydatkową od trzech lat, czyli że wzrost wydatków elastycznych jest mniejszy niż inflacja plus 1 proc. Niech zatem wyjaśni, jak to możliwe, że mimo iż reguła wydatkowa jest w użyciu od trzech lat, deficyt finansów publicznych w 2010 r. grubo przekroczy 100 mld zł.



Minister opowiada, że Polska jest wiarygodnym krajem, bo rynki finansowe pożyczają nam pieniądze dużo taniej niż niektórym krajom strefy euro. Faktycznie, na razie mamy wyjątkowo niskie stopy procentowe, ale mimo to koszty obsługi długu publicznego rosną z 34 mld do 42 mld zł między rokiem 2009 a 2011. A co będzie, jak największe banki centralne świata przestaną drukować pieniądze i oprocentowanie papierów rządowych pójdzie do góry, wtedy koszt obsługi długu publicznego przekroczy 50 mld złotych. Podwyżka podatku VAT do 25 proc. w całości pójdzie na wyższe koszty obsługi długu publicznego.
Reklama
W niedawnym artykule Jerzy Buzek, Michał Kleiber, Janusz Steinhoff i Krzysztof Żmijewski wyliczali, że jeżeli w ciągu dekady nie wydamy 160 mld euro na inwestycje w energetykę, to Polskę czeka katastrofa gospodarcza. Bo już obecnie stan zużycia środków trwałych w energetyce w większości przypadków sięga 60 – 80 proc. Autorzy piszą, że to oznacza politycznie trudne decyzje o ograniczeniu konsumpcji i zwiększeniu inwestycji. A ja się pytam, jak sfinansujemy te inwestycje w energetyce, skoro sektor finansów publicznych już teraz generuje większe długi niż za Gierka. Przecież gospodarka takich długów nie udźwignie. Natomiast jeżeli mechanizmem pozyskania finansowania na inwestycje w energetyce ma być silny wzrost cen energii elektrycznej, to społeczeństwo na raz nie udźwignie znaczących podwyżek podatków i silnych podwyżek cen prądu.
Premier Tusk stosuje coraz bardziej wyrafinowane sztuczki z dziedziny PR-u, żeby ukryć fakt, że w najbliższych latach czekają nas olbrzymie wyzwania. Im dłużej odkładamy konieczne reformy, tym drożej za to zapłacimy w następnych latach. Budżet na 2011 r. przedstawiony przez rząd to kolejny zmarnowany rok.