Dziennik Gazeta Prawana logo

Polityk ligii roz(g)rywkowej

12 sierpnia 2011, 15:05
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Polityk ma wiele wspólnego z piłkarzem: łatwo o kontuzję, życie prywatne ograniczają media i równie łatwo wypaść za burtę. Dlaczego nie dziwi, że sportowiec biegający po boisku i strzelający gole może zarabiać półtora miliona złotych, a polityk, który żądałby takiej pensji będzie posądzony o pazerność?

Roczna płaca prezydenta miasta była ustalona w 1829 roku na poziomie prawie 25 tys. złotych. Gospodarz domu, zwany jeszcze wtedy stróżem, otrzymywał służbówkę (mieszkanie) oraz 500 złotych rocznie. Jak łatwo policzyć, różnica zarobków między gospodarzem miasta a gospodarzem domu odpowiadała mniej więcej różnicy skali zadań – na korzyść prezydenta – 50 do 1. W stosunku do murarza relacja ta wynosiła 60 do 1. Itd.

Dzisiaj jest inaczej. Prezydenci miast zarabiają przyzwoicie, ale gdyby Hanna Gronkiewicz-Waltz otrzymała wynagrodzenie pięćdziesiąt razy większe od chociażby minimalnej polskiej pensji, moglibyśmy się spodziewać trzęsienia ziemi. Nie oburza nas, że sto albo dwieście tysięcy złotych rocznie zarabia średniej klasy piłkarz. Polityk – nie, nie, nie! Niejeden polski polityk sejmowy, ministerialny czy samorządowy wart jest pensji Ebiego Smolarka (półtora miliona rocznie), ale nie ma odważnego, który takich pieniędzy by zażądał.

Wbrew pozorom sporo jest podobieństw losu piłkarza i polityka; łatwo o kontuzję, życie prywatne ograniczone przez media, częsta weryfikacja, łatwość wypadnięcia za burtę. Różnica tylko taka, że piłkarz to pracownik branży rozrywkowej, a polityka (z wyłączeniem Stefana Niesiołowskiego i Janusza Palikota) to branża jak najbardziej serio. Branża opłacana kiepsko; relatywnie lepiej na szczeblu radnych, relatywnie najgorzej na szczeblu posłanek i posłów. Zupełnie tak, jakbyśmy chcieli zarobić parę groszy na tych, których błędy, niefrasobliwość, niekompetencja mogą kosztować miliardy. Zasada ta dotyczy i innych służb publicznych: błędna kalkulacja w sprawie potencjału chińskich budowniczych kosztowała nas grubo więcej niż to, co zarabiamy na tanim państwie.

Wypominanie kandydatom na posłów, że chcą iść do Sejmu, aby „dopchać się do koryta” świadczy o zwapnieniu mózgu części opinii publicznej. Politycy mają swoje wady, a wśród ambicji zostania reprezentantem narodu znajdziemy nieraz i żałosne motywy. Niejeden jest napędzany pazernością. Jednak pazerność, sama w sobie nieprzyjemna, nie musi prowadzić do złych skutków działalności polityka – o ile może on zaspokajać swoje pragnienie ciężką, rozliczaną przez wyborców pracą.

Jeżeli zarabiałby, powiedzmy, sto tysięcy miesięcznie, w zamian zaś ciążył na nim wzrok tak zwanej opinii publicznej i polityk stawałby na rzęsach, aby wypełnić zobowiązania wobec wyborców i kraju, taki kontrakt byłby się nam opłacał. Niestety, ogół Polaków nie ma odruchu rozliczania z konkretów, poprzestaje na ogólnikowych narzekaniach ze swojej strony i ogólnikowych deklaracjach ze strony polityków. Czując, że coś jest nie tak, pilnujemy chociaż jednego – aby „oni” nie zarabiali za dużo.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj