Dziennik Gazeta Prawana logo

Jak nie zostałem elektronicznym obywatelem (thriller)

27 kwietnia 2012, 07:21
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Dzięki pracy koleżanek i kolegów z redakcji wiem, że platforma ePUAP może nie jest zbyt popularna ani zaliczana do udanych, ale doszedłem do wniosku, że jeśli poradziłem sobie z UPO przy PIT, to nie powinienem mieć kłopotów z zalogowaniem do kolejnego serwisu. Okazało się, że to równie proste jak wybudowanie autostrady na Euro.

Przy okazji wypełniania PIT drogą elektroniczną, co poszło szybko i sprawnie, postanowiłem zaszaleć i przejść na elektroniczną drogę kontaktu z administracją. W końcu jako osoba mająca trochę obycia słyszałem o czymś, co się nazywa elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej (ePUAP). Tu można wszystko: wnioski, podania, co tylko dusza zapragnie, bez konieczności pobierania numerków.

Wprawdzie dzięki pracy koleżanek i kolegów z redakcji wiem, że platforma może nie jest zbyt popularna ani zaliczana do udanych, ale doszedłem do wniosku, że jeśli poradziłem sobie z UPO (urzędowe poświadczenie odbioru) przy PIT, to nie powinienem mieć kłopotów z zalogowaniem do kolejnego serwisu. Okazało się, że to równie proste jak wybudowanie autostrady na Euro.

Na początek przywitała mnie strona z napisem „już mamy 41 496 profili zaufanych” z miło uśmiechającymi się ludźmi, którzy wyglądali, jakby tylko czekali, bym do nich dołączył. „W porządku, za chwilę będę waszym 41 497. profilem” – pomyślałem i dziarsko zabrałem się do wypełniania formularza rejestracji. Jedno imię, drugie imię, nazwisko. Z rozpędu wpisałem numer PESEL, mimo że nie było takiego obowiązku. „Ale co tam, mam kochanej administracji żałować, i tak wiedzą, nie będę się krygował” – pomyślałem. Następna rubryka wyglądała niewinnie – adres e-mail. Wpisałem adres. Kolejna: powtórz adres e-mail. Powtórzyłem. No i się zaczęło. Wyskoczył czerwony krzyżyk z napisem „niepoprawny adres e-mail”. „OK. Jestem zmęczony, pewnie jakaś litrówka” – pomyślałem. Zacząłem uważnie studiować oba adresy. Choć nie byłem nigdy mistrzem w „znajdź 10 szczegółów, którymi różnią się te dwa obrazki”, to jednak potrafię porównać dwadzieścia parę znaków jeden po drugim. Różnic nie było, a krzyżyk nie zniknął. „Wpiszę jeszcze raz, w końcu jak nie wiesz, co zrobić z komputerem, to włącz i wyłącz”. Wpisałem. I co? Krzyżyk czekał na mnie radośnie, całe szczęście, że znaczek „x” nie ma ogona, bo pewnie by nim merdał. Postanowiłem jeszcze raz cierpliwie litera po literze sprawdzić, czy nie ma byka w adresie e-mailowym. Po kilku minutach łzawiły mi oczy, a „x” stał, jak stoi. „Co jest złego w nazwie »onet«” – myślałem, ale krzyżyk był i milczał.

OK. Jak nie kijem go, to pałką. Niżej była kolejna rubryka: login. „Może tu się uda” – pomyślałem. Nie powinno być źle, w końcu było precyzyjne wyjaśnienie. „Login – Twój unikalny identyfikator, którego będziesz używał podczas logowania się do portalu. Uwaga: Identyfikator nie może zawierać polskich znaków, spacji oraz znaków specjalnych (np. ‚!’, ‚@’, ‚$’, ‚/’, ‚%’, ‚&’, ‚’, etc. z wyjątkiem ‚ ’, ‚-’)”. Wpisałem „grzegorzo”. Było zajęte. Więc pomyślałem, że pójdę po całości – wpiszę imię i nazwisko, w końcu nie mają polskich znaków. Ale zrobię to ostrożnie, bez spacji czy innych niespodzianek. Ostrożność była zbyteczna, bo odpowiedź była szybka i niszcząca: „Ten login zawiera niedozwolone znaki”. Nie wiem, co może być niedozwolonego w alfabecie łacińskim. W końcu to fundament naszej cywilizacji. Wiem, że od stycznia nazwy nowych gatunków roślin i zwierząt nie muszą być już po łacinie, ale litery się nie zmieniły. Jednak krzyżyk teraz już w towarzystwie czerwonego napisu o niedozwolonych znakach nic sobie nie robili z mojej frustracji. „Nec Hercules contra plures” – pomyślałem w martwym języku i od razu przełożyłem to bardziej swojsko: „I Herkules d..., kiedy krzyżyków kupa”. Po czym smętnie dodałem: „Dlaczego nie jesteś telewizorem Rubin, huknąłbym cię w krzyżyk i on by zniknął”. A choć ePUAP nie jest telewizorem Rubin, to widocznie jest na kartki, a ja jeszcze nie dostałem przydziału. Dlatego jak będę miał jakąś sprawę do urzędu, stanę cierpliwie po numerek.

Chciałem zarejestrować się jako elektroniczny petent. Spędziłem przed komputerem długie godziny pełne frustracji. I nic nie załatwiłem.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Autor bez zdjęcia
Grzegorz Osiecki

Dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej od 2009 r. specjalizujący się w tematyce politycznej, ekonomicznej, w tym finansów publicznych, ubezpieczeń społecznych i polityki społecznej. Laureat Grand Press Economy w 2019 roku. Nominowany do Grand Press w kategorii news w 2018. Wcześniej dziennikarz radiowej „Trójki”, Informacyjnej Agencji Radiowej, telewizyjnej Panoramy w TVP 2 i „Dziennika".

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraSkładka zdrowotna z kilkoma progami. Ma powstać nowy model »
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj