"Euro 2012 to oczywiście duże wydarzenie i duże osiągnięcie Polaków, ale Euro to święto, a święta mijają, po świętach są szare, zwykłe dni. W związku z tym Euro w poważniejszym stopniu, na dłuższą metę raczej nie wpłynie na zmianę zachowania Polaków.

Reklama

Mamy cały szereg dowodów w naszym społeczeństwie na to, że Polacy bardzo szybko o świętach zapominają. Po Euro ta atmosfera bratania się, poczucia bliskości, empatii zginie. Oczywiście, że samo wydarzenie jest bardzo pozytywne, ponieważ w historii powinny być takie wydarzenia, które przynajmniej pokazują, że potrafimy być razem, że serca potrafią nam bić jednym rytmem, przynajmniej od czasu do czasu.

Ale to nie wpłynie w żaden sposób ani na polityków, ani na postępowanie Polaków. Tyle tylko, że organizacja mistrzostw (...) neguje krążącą tu i ówdzie tezę, że Polacy są słabymi organizatorami, że nie potrafią i tak dalej. Euro przeczy tej tezie - Polacy potrafią, ale niestety zrywami i mają strasznie krótką pamięć, bo mają strasznie brzydkie przyzwyczajenia.

Polaków cechuje jedna bardzo niedobra rzecz - na ogół w tych zrywach stawiamy sobie poprzeczkę za wysoko w stosunku do naszych możliwości, a potem robimy narodowe piekło, że jej nie przeskoczyliśmy.

Musimy popracować nad swoją mentalnością, bo umiejętności mamy, możliwości mamy, potrzeby mamy, ale mamy też słabości. Najsłabszą stroną Polaka jest jego mentalność, ukształtowana w nie najlepiej skrojonych losach tragicznej historii. Ukształtowały się w nas takie zachowania, które są wyrazem nieufności do państwa, zamykaniem się w sobie, ustawianiem się przeciwko własnemu państwu.

Po Euro może nastąpić rozluźnienie dyscypliny w postępowaniu administracji publicznej - głównie chodzi o inwestycje publiczne w dziedzinie infrastruktury, o koleje, lotniska, o wszystko to, co w tym wielkim zrywie zaczęliśmy poprawiać, a teraz będziemy, o zgrozo, zdaje się remontować.

Ale nikt nie odbierze nam tego, co zrobiliśmy. Możemy sobie zadać pytanie, czy zrobilibyśmy to, gdybyśmy nie mieli konieczności związanej z Euro 2012. Odpowiedź na to pytanie brzmi: nie zrobilibyśmy.