Minister skarbu musiał wcześniej wszystko dogadać z Mikoszem, bo w przeciwnym razie nie dopisałby go w ostatniej chwili do listy kandydatów na prezesa LOT. Gdyby panowie wcześniej się nie porozumieli, to podejrzewałbym Budzanowskiego o skrajną niekompetencję i niedojrzałość - mówi portalowi dziennik.pl Bogusław Kowalski, ekspert Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Reklama

Uważa przy tym, że jeśli nie będzie szybkich efektów restrukturyzacji spółki, to decyzja premiera, który już wcześniej przekonywał, że nie jest zadowolony z Budzanowskiego i kondycji LOT (MSP ma udziały w spółce) jest przesądzona. Premier powinien wówczas podjąć męską decyzję i odwołać ministra - mówi.

Stąd też sam sposób zakończenia konkursu nie jest w tym przypadku najważniejszy. Nie chodzi o estetykę, ale o skuteczność - dodaje.

Dopytywany, jak może teraz wyglądać plan ratowania spółki, wskazuje na dwa możliwe scenariusze. Albo będziemy mieć do czynienia z pompowaniem publicznych pieniędzy i dalszym rozwiązywaniem poszczególnych problemów, albo - co bardziej prawdopodobne - z chirurgicznym cięciem - wylicza.

To ostatnie oznaczać ma - jego zdaniem - postawienie PLL LOT w stan upadłości układowej, choć towarzyszyć temu będą informacje o podejmowaniu kolejnych prób naprawy spółki.

Ale wybór Mikosza, który słynie z tego, że ma trudną osobowość świadczy także o tym, że może dojść w najbliższym czasie do wymuszania ustępstw na związkach zawodowych - podkreśla.

Od jakieś czasu mówi się m.in. o tym, że z firmy miałoby odejść 600 pracowników z 2,3 tys. zatrudnionych.

Jeśli w szafie nie ma innych trupów, a tego nie wiemy, to w perspektywie roku-dwóch lat narodowy przewoźnik może wyjść na prostą - podkreśla.

Mikosz był już p.o. prezesa PLL LOT, a potem także prezesem narodowego przewoźnika - przez 18 miesięcy, w latach 2009-2010.