Dziennik Gazeta Prawana logo

Oto pięć lekcji płynących z referendum w stolicy

14 października 2013, 07:27
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Referendum w Warszawie
Referendum w Warszawie/Agencja Gazeta
Trzeba było groźby odwołania, by prezydent stolicy wzięła się do pracy. Zmotywowanie do działań Hanny Gronkiewicz-Waltz kosztowało 2,5 mln zł.

Warszawska kampania referendalna rozegrała się tuż przed dwoma wyborczymi latami. Oto 5 rezultatów wynikających z jej przebiegu.

 Upartyjnienie szkodzi. Wiele wskazuje na to, że frekwencji zaszkodziło partyjne zaangażowanie. Akcja zbierania podpisów pod wnioskiem zaczęła się wiosną jako inicjatywa obywatelska. Jeszcze w czerwcu dwie trzecie warszawiaków deklarowało chęć oddania głosu w referendum. W sierpniu chętnych było o połowę mniej. Kampania stała się polem bitwy PO z PiS. Dyskusję zdominowali partyjni liderzy, co spowodowało spadek zainteresowania. –– mówi dr Anna Materska-Sosnowska z UW. Jednak zdaniem Mariusza Błaszczaka, szefa klubu PiS w Sejmie, to mimo wszystko sukces opozycji. – – ocenia Błaszczak.

 Opozycji trudno odwołać rządzących. A będzie jeszcze trudniej. Mimo wielkiej mobilizacji opozycji Warszawa jest kolejnym miejscem nieudanego referendum personalnego. Od 2010 r. odbyło się już ich ponad sto, tylko 16 było skutecznych. Zdaniem dr. Rafała Chwedoruka z UW sytuacja warszawska wyciszy temat referendów. – – mówi ekspert. Mimo że obecne progi referendalne przekraczane są rzadko, to wkrótce i tak mogą zostać podwyższone. Lada moment parlamentarzyści rozpoczną prace nad prezydenckim projektem ustawy, który zakłada, że w przypadku referendum odwołującego władze samorządowe konieczna będzie frekwencja nie mniejsza niż w trakcie powoływania organu. Jak się dowiedzieliśmy, część posłów zamierza jeszcze bardziej zaostrzyć te wymogi. – – zapowiada złożenie takiej poprawki Piotr Zgorzelski (PSL), przewodniczący komisji samorządu terytorialnego.

 Brak alternatywy. O ile Warszawskiej Wspólnocie Samorządowej udało się dzięki niezadowoleniu z rządów Hanny Gronkiewicz-Waltz zmobilizować wyborców do składania podpisów pod wnioskiem o referendum, o tyle problem pojawił się w momencie, gdy trzeba było odpowiedzieć na pytanie: co dalej. – – mówi dr Anna Materska-Sosnowska. Do tego dołożył się brak wiary w realną zmianę, spowodowany po części sugestią powierzenia funkcji komisarza urzędującej pani prezydent, a po części świadomością wyboru nowego gospodarza na zbyt krótki okres.

 Referendalny topór mobilizuje władze. Dla mieszkańców Warszawy idealnie by było, gdyby groźba referendum wisiała nad władzami przez cały czas. Takie wrażenie można odnieść po ostatnich działaniach prezydent i jej gabinetu. W ramach kampanii niespodziewanie znalazły się pieniądze na dokończenie Południowej Obwodnicy Warszawy, na tory wyjechały nowiuteńkie składy metra Inspiro, szybciej otworzono tunel pod Wisłostradą. Ratusz obiecał rezygnację z kolejnej podwyżki cen biletów w 2014 r., obniżył opłaty śmieciowe i zapowiedział kartę warszawiaka gwarantującą zniżki na komunikację bądź wstępy do muzeów czy teatrów.

 Referendum kreuje lokalnych bohaterów. Bez wątpienia największym został burmistrz Ursynowa Piotr Guział. Chociaż bardzo szybko w cień usunęli go partyjni liderzy, to jednak zyskał rozpoznawalność. Zdaniem politologów referendum pozwoliło burmistrzowi zakumulować znaczny kapitał na przyszłość. Pytanie tylko, na co go spożytkuje. Być może wystartuje w wyborach prezydenta Warszawy w 2014 r.

Stołeczni spin doktorzy, czyli kto napędzał kampanię referendalną

Referendalne ruchy ratusza i inicjatorów referendum od początku podsypane były dużą dawką marketingu politycznego. Za sukces jednych i porażkę drugich w równym stopniu odpowiadali nieoficjalni spin doktorzy, sterując kampanią informacyjną z drugiego planu.

Jak twierdzą rozmówcy DGP, w obozie Hanny Gronkiewicz-Waltz na czas przedreferendalny wytworzył się triumwirat, w którego skład wchodzili sekretarz miasta Marcin Wojdat, dyrektor Centrum Komunikacji Społecznej Jarosław Jóźwiak oraz wiceprezydent Michał Olszewski. – – mówi jeden z naszych rozmówców. Kampania inicjatorów referendum nabrała tempa po tym, jak do Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej dołączyły inne ugrupowania, m.in. Prawo i Sprawiedliwość, Polska Jest Najważniejsza, stowarzyszenie Republikanie Przemysława Wiplera czy Twój Ruch Janusza Palikota.

Najwięcej kontrowersji w polityce informacyjnej obozu referendalnego wywołało odwoływanie się do symboli powstańczych, np. poprzez plakaty z godziną W. –– twierdzi nasz rozmówca. Dodaje jednak, że istotną rolę odgrywa także rzecznik PiS Adam Hofman, który miał najwięcej do zyskania i do stracenia. – – mówi nasz informator.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj