Dziennik Gazeta Prawana logo

Nobel dla Merkel? To byłaby kpina. KOMENTARZ DZIENNIK.PL

9 października 2015, 16:58
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Angela Merkel
Angela Merkel/Shutterstock
Dobrze, że pokojowa nagroda Nobla nie trafiła do rąk niemieckiej kanclerz. Bo Nobel dla Angeli Merkel wyglądałby jak nagroda za zrobienie bałaganu i jeszcze większe skonfliktowanie Unii Europejskiej od środka. Czyli byłby kompletnym zaprzeczeniem idei tejże nagrody.

Kapituła noblowska, niestety, nie raz ośmieszyła się, wydając co najmniej kuriozalne werdykty. Wiadomo, że pokojowy Nobel jest tym najbardziej upolitycznionym, a to otwiera pole do przeróżnych, nie do końca racjonalnych i sprawiedliwych działań. Strzałem bardzo nietrafionym, z ostatnich lat, był choćby Nobel dla prezydenta Baracka Obamy. Dostał go w 2009 roku po zaledwie roku prezydentury. Niczym na zachętę, kompletnie bez sensu. Kolejne lata rządów Obamy w jeszcze większym stopniu potwierdziły, że nagroda ta okazała się niezasłużona.

Rok wcześniej z kolei Noblem uhonorowano byłego fińskiego prezydenta, Martti Ahtisaariego, za wysiłek na rzecz przywrócenia pokoju na Bałkanach. Ten wysiłek sprowadzał się do tego, że Ahtisaari przyczynił się w dużej mierze do przyznania niepodległości Kosowu, co z kolei było jednym z największych błędów wspólnoty międzynarodowej.

Także nagroda dla Ala Gore’a była mocno naciągana - przyświecała jej chyba zasada: dokopać Bushowi. Ten sam komitet Noblowski nie uhonorował natomiast nigdy Jana Pawła II, którego pokojowego przesłania nie sposób zmarginalizować.

Informacja o pomyśle uhonorowania pokojowym Noblem pani kanclerz Merkel zabrzmiała dla mnie jak ponury dosyć żart. Bo za co miałaby otrzymać nagrodę? Za pomoc uchodźcom. Teoretycznie brzmi to rozsądnie – bo powinno się nagradzać ludzi, pomagającym potrzebującym. Ale jak wyglądała pomoc w tym konkretnym przypadku? Polegała na tym, że niemiecka przywódczyni najpierw (i ona osobiście i inni ważni niemieccy politycy) zadeklarowała gotowość przyjęcia jeszcze w tym roku 800 tys. uchodźców. Tą deklaracją zachęciła kolejne miliony do przyjazdu do Niemiec, jej słowa zostały odebrane bowiem przez potencjalnych petentów jako otwarte zaproszenie.

A gdy tysiące ludzi zaczęły przybywać do Niemiec, rząd w Berlinie zaczął wymuszać na innych krajach unijnych solidarność, polegającą na przejęciu tych ludzi. Czyli najpierw kogoś zapraszam do siebie do domu, a potem „podrzucam” gościa sąsiadom. Postawa Niemiec, czyli deklaracja przyjęcia uciekających sprawiła, że liczba przybywających do Unii (a wśród nich imigrantów w dużej mierze, w mniejszej prawdziwych uchodźców wojennych), która i tak była wysoka, kilkukrotnie się zwiększyła. To zdestabilizowało sytuację i zagroziło stabilności strefy Schengen. To Niemcy pod rządami Merkel parły do tego, by wprowadzić obowiązkowe kwoty uchodźców dla krajów unijnych. A było przecież w kwietniu rozwiązanie koncyliacyjne – kraje miały przyjmować uchodźców na zasadzie dobrowolności lub też pomagać im w inny sposób, na przykład finansując obozy dla uchodźców w Turcji czy Jordanii.

I to Niemcy, odwołujące się do zasady solidarności, złamały ten sposób tę solidarność.

Patrząc z perspektywy dalekiej, pozaeuropejskiej, słowa i w mniejszym stopniu działania kanclerz Merkel brzmią pięknie, humanitarne. Z perspektywy europejskiej wygląda to jednak zupełnie inaczej – to przejaw skrajnej nieodpowiedzialności. Bo, przypomnijmy, Niemcy – w momencie, gdy zdały sobie sprawę z wielkości fali uchodźców – same zaczęły się chaotycznie wycofywać z własnych deklaracji. Było to zachowanie nieodpowiedzialne, populistyczne (bo w dużej mierze powzięte pod wpływem sympatii do tureckich wyborców w Niemczech, czyli kilkumilionowego elektoratu) i po prostu szkodliwe. Nie wiem odkąd działanie, które wprowadza niepokój, jest uznawane za pokojowe…

Co innego Nobel dla tunezyjskich działaczy. Ich działania rzeczywiście przyczyniły się do uspokojenia sytuacji w kraju. W tym sensie przynajmniej, że zapobiegły wojnie domowej. I dlatego Kwartet na Rzecz Dialogu Narodowego jest po prostu godzien pokojowej nagrody Nobla. Oczywiście można się zastanowić, czy nagroda nie należałaby się także innemu faworytowi – katolickiemu ksiądz z Erytrei, ojcu Mussie Zerai, który od wielu lat pomagający w Europie uchodźcom z Afryki. Ważne, że Nobel tym razem nie został po prostu ośmieszony, bo mimo wszystko ta nagroda nie ma sobie równych i jest ważna i potrzebna.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj