Tym samym w ramach akcji "100 zmian dla firm" niemal 20 można już odhaczyć. Radość jednak była krótka. Okazało się bowiem, że dwóch posłów było przeciw planowi Morawieckiego. I tak jak dwie nieśmiało uniesione w górę ręce nie robią wrażenia, tak gdy jedna z nich unosi się z ław rządowych - sytuacja się zmienia.
Wicepremier Mateusz Morawiecki oraz podlegli mu urzędnicy o projekcie zmian w prawie dla przedsiębiorców mówili w sposób stanowczy, niekiedy zerojedynkowy. - słyszeliśmy. A gdyby to kogoś jeszcze nie przekonało, to resort rozwoju użył też siły pieniądza: .
Zbigniew Ziobro pozostał jednak nieugięty. Zagłosował przeciwko. Czasem zdarzają się co prawda pomyłki, ale jeśli w tym przypadku by do niej doszło - byłaby ona podwójna. Bo drugim przeciwnym ustawie parlamentarzystą był kolega Ziobry z Solidarnej Polski, Piotr Uruski.
O to, dlaczego minister sprawiedliwości był przeciwko, zapytałem dziś jednego z posłów PiS. Spotkałem go na siłowni. Zdziwiłem się, bo stało się to raptem kilkadziesiąt godzin po tym, jak – przynajmniej jeśli wierzyć wskazaniom opozycjonistów z Platformy Obywatelskiej – złamano mu kręgosłup. Niniejszym zaprzeczam: kręgosłupy parlamentarzystów PiS, bazując przynajmniej na tym jednym przykładzie, mają się całkiem nieźle.
Ale wróćmy do Zbigniewa Ziobry… Otóż usłyszałem, że pozycja polityczna ministra sprawiedliwości słabnie z dnia na dzień. Podgryza go przede wszystkim Jarosław Gowin, co jest dostrzegalne na przykładzie debaty o komisji weryfikacyjnej w sprawie reprywatyzacji. Sam Gowin nie ma zbytnio wyjścia, bo od niego z kolei – jeśli wierzyć przepoconemu człowiekowi z ręcznikiem na głowie – oddala się Konstanty Radziwiłł, do niedawna bliski współpracownik Gowina, a obecnie coraz bliższy współpracownik Jarosława Kaczyńskiego. Obaj szefowie partii przybocznych – Solidarnej Polski i Polski Razem – walczą o to, by nie stać się przystawkami, które będzie łatwo połknąć.
Z kolei Sejmie nadal kluczowym sporem jest ten o Trybunał Konstytucyjny. Jest on rozgrywany przez partię, w zasadzie z pominięciem Ministerstwa Sprawiedliwości. Pilotuje sprawę najbardziej zaufany człowiek, czyli Stanisław Piotrowicz.
Zbigniew Ziobro musi więc szukać sobie miejsca na politycznej mapie. I przez ostatni rok czynił to w sposób całkiem udany. Wiele projektów powstałych bądź zapowiedzianych przez resort wygląda przekonująco. Rzecz w tym, że Ziobro – przekonując do siebie zwykłych obywateli – musi grać trochę pod publiczkę. Postuluje więc zwiększanie kar oraz ściślejszą kontrolę nad potencjalnie łamiącymi prawo. Znacznie bliżej mu do maksymy niżeli wskazania, że . Takie też zresztą zadanie osoby odpowiedzialnej w rządzie za sprawiedliwość. Trudno za to prokuratora generalnego obwiniać.
Ministrowi Ziobrze po prostu nie może być po drodze z wicepremierem Morawieckim. Tym bardziej, że jeśli sprawdziłyby się przypuszczenia niektórych ekspertów i zwiększone zaufanie do biznesu byłoby nadużywane przez samych przedsiębiorców, kłopot do rozwiązania miałby przecież minister sprawiedliwości, a nie rozwoju.
W najbliższych tygodniach do Sejmu trafi kolejnych kilka ustaw przygotowanych w resorcie kierowanym przez Mateusza Morawieckiego. Wszystkie oparte są na jednej zasadzie: upraszczamy prawo dla firm i liczymy, że biznes nie nadużyje okazanego zaufania. Najciekawsze pytanie teraz jednak nie brzmi wcale, czy ustawy wejdą w życie (bo wejdą), lecz czy poprze je osoba odpowiedzialna w rządzie za jeden z najważniejszych resortów: Ministerstwo Sprawiedliwości. Jeżeli nie, to polityczna wiosna może być znacznie ciekawsza, niż wszyscy sądzimy.