Na pierwszej stronie "Dziennika Gazety Prawnej" ukazał się we wtorek artykuł o Aleksandrze Ładosiu, polskim dyplomacie w Bernie, który wraz z działającymi w Szwajcarii i USA organizacjami żydowskimi, uratował kilkuset Żydów z Holokaustu. Według dziennika, Ładoś stworzył precyzyjny mechanizm ratowania Żydów z Holokaustu.- zauważa "DGP".
- powiedziała Lichocka we wtorek w radiowej "Jedynce".
Posłanka PiS wyraziła nadzieję, że historia Ładosia przebije się do prasy międzynarodowej. - zaznaczyła.
Lichocka podkreśliła, że Polska w czasie II wojny światowej nigdy nie zhańbiła się jako instytucja państwowa. - dodała.
Na uwagę dziennikarza, że trzeba zwalczać stereotypy o Polsce i Polakach, które panują w świecie, posłanka PiS odparła, że te stereotypy były możliwe, dlatego, że "Polska przez te lata po wojnie właściwie nie miała swojej suwerennej, podmiotowej państwowości i decydowali za nas okupanci".
W jej ocenie, opowieść o naszej historii jest potrzebna światu, żeby "dostrzegł kim tak naprawdę jesteśmy, jaką rolę odegraliśmy".- przekonywała Lichocka.
"DGP" pisze o działalności Aleksandra Ładosia - dyplomaty, działacza PSL "Piast", później Stronnictwa Ludowego, który od maja 1940 r. do lipca 1945 pełnił funkcję polskiego posła w Bernie - opierając się na setkach - jak podaje gazeta - niepublikowanych dotąd dokumentów. "DGP" pisze, że siatka złożona z personelu polskiej ambasady i przywódców ortodoksyjnych organizacji żydowskich powstała w Bernie w 1942 roku. Jej koordynatorem był poseł Aleksander Ładoś, a po stronie żydowskiej – urodzony w Ustrzykach rabin Israel Chaim Eiss, lider szwajcarskiego oddziału ortodoksyjnej organizacji Agudat Israel.
"DGP" pisze, że z dokumentów w Archiwum Federalnym w Bernie wynika, że to właśnie Ładoś i jego współpracownicy wymyślili metodę ewakuacji polskich Żydów na latynoamerykańskich paszportach. - pisze "DGP".
Polska dyplomacja - pisze gazeta - "formalnymi i nieformalnymi kanałami próbowała naciskać na państwa Ameryki Łacińskiej, by uznały wystawione na lewo paszporty; udało się, ale dla większości osób było już za późno; z 4 tys. dokumentów około 400 zdołało uratować życie ich posiadaczom".