Dziennik Gazeta Prawana logo

"Teraz genetyka to polityka. Mogę mówić o kanaliach, ale chyba wolę słowo rosyjskie swołocz" [RigamontiRazy2]

23 listopada 2017, 20:02
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
prof. Jacek Zaremba  Fot. Maksymilian Rigamonti
prof. Jacek Zaremba Fot. Maksymilian Rigamonti/Dziennik Gazeta Prawna
"Teraz genetyka to polityka. Jednak w tej sprawie jestem gotów użyć najmocniejszych słów. (...) Mogę mówić o kanaliach, ale chyba wolę słowo rosyjskie swołocz. Niektórzy z polityków prawej strony właśnie tak się zachowują" - mówi prof. Jacek Zaremba, specjalista w zakresie genetyki, w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

Widzi pani, tu mam taką starą książkę "Procesy czarownic w XVII i XVIII wieku". Wynika z niej, że w tamtych czasach na stosach spalono około 10 tysięcy kobiet w Polsce. Dopiero interwencja króla Stanisława Augusta spowodowała, że zdelegalizowano palenie na stosach.

A zaraz potem Polska przestała istnieć.
Jak obydwoje dobrze wiemy, nie to było powodem. Wyciągnąłem tę książkę, bo mi się skojarzyła z tym, co się teraz u nas dzieje. Pamięta pani, jak Maria Kaczyńska wypowiedziała się na temat aborcji? Wtedy ojciec Rydzyk powiedział, że jest czarownicą i powinna się poddać eutanazji. Eutanazja to dla ojca Rydzyka pewnie bardziej nowoczesny sposób palenia na stosie... Zresztą jeszcze pół kroku i może wrócimy do przeszłości, zobaczy pani.

Będą stosy? Za co?
Za wszystko, co nie po myśli władzy. Kobiety będą pierwsze.

Rozmawiamy w szpitalu psychiatrycznym...
Śmieje się pani, ale to wszystko, czym się zajmuję, od psychiatrii się zaczęło. Ponad 40 lat temu, w 1975 r.

Właśnie wtedy się rodziłam.
Ale nie poddano pani badaniu prenatalnemu. Do niedawna pracowała z nami pani rówieśnica, która właśnie wtedy, w brzuchu swojej mamy była badana prenatalnie, jako jedna z pierwszych w Polsce. Nasz instytut najpierw był usytuowany w Pruszkowie, w jednym z pawilonów szpitala psychiatrycznego. W latach 60. podjęliśmy pracę nad badaniem upośledzeń umysłowych. To był bardzo duży projekt, finansowany z funduszy amerykańskich. Odwiedziłem wówczas dziesiątki domów opieki społecznej zajmujących się dziećmi upośledzonymi, by ustalić, jakie są najczęstsze przyczyny ich niepełnosprawności. Pamiętam, że wtedy 8 proc. z nich stanowiły dzieci z zespołem Downa, czyli dość dużo. Fenyloketonuria, wówczas nieleczona, stanowiła 5 proc. Potem kontaktowaliśmy się z rodzinami tych upośledzonych dzieci. Trzeba pamiętać, że to z reguły były rodziny niesłychanie nastawione na posiadanie potomstwa.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj