Dziennik Gazeta Prawana logo

Hadaj: Czegoś takiego dawno nie widzieliśmy. OPINIA

21 października 2018, 21:10
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
wybory
wybory/PAP
Teraz, chwilę po zakończeniu głosowania wydaje się, że tylko teoretycznie wybory samorządowe 2018, których pierwsza tura już za nami były takie same jak każde inne wybory po 1989 roku w Polsce. Otóż były inne. Odpowiedź na pytanie dlaczego, wydaje się oczywista.

Media społecznościowe od południa zalewały doniesienia o tym, że w lokalach wyborczych ustawiają się długie... kolejki. Właśnie tak. Kolejki po karty wyborcze, by oddać głosy na kandydatów do rad gmin, powiatów, województw czy wreszcie prezydentów miast lub wójtów wsi. Czegoś takiego dawno nie widzieliśmy.

Można by powiedzieć: wróciła normalność. Przecież tak powinno być zawsze. O to walczyli strajkami i kamieniami na ulicach - rzucając w ZOMO - nasi ojcowie i dziadkowie w latach 70. i 80. Powinno być właśnie tak, że wszyscy dumnie korzystamy z prawa uczestnictwa w wolnych wyborach, które nie tylko są esencją demokracji, ale również pojęcia znacznie szerszego: wolności. Danej nam przecież niemal 30 lat temu, ale czy na zawsze?

Geopolityczne przykłady ostatnich lat na świecie burzą tę pewność, a i wewnętrzne rozdarcie Polaków na dwa wrogie obozy, proPiS i proobywatelski, do niczego dobrego nas w przyszłości nie doprowadzi. Za wszelką cenę zatem powinniśmy poszukiwać wspólnych pól porozumienia. Miejsc, gdzie wszystkim nam chodzi dokładnie o to samo: deklarację wolności, ale i odpowiedzialności za Polskę. Nie za ten kraj. Za nasz kraj. I wspólnie rozłożyć nad naszą wolnością parasol ochronny. To się dzisiaj udało.

Fakt, że tłumnie głosowaliśmy w wyborach samorządowych osobiście odczytuję dwojako: z jednej strony wyszły z nas klasycznie polskie przekora i niezależność, tu istotna w znaczeniu indywidualnego decydowania o losach swojej lokalnej wspólnoty (przecież nikt nam nic nie narzuci!), ale także narzędzie manifestacji poglądów politycznych i poparcia bądź odrzucenia oferty aktualnego rządu.

Po drugie, co chyba istotniejsze, udowodniliśmy, że jest w nas wiara w uczciwość i czystość wyborów i to że troska o nasz kraj nie jest jedynie figurą retoryczną, którą większość polityków tylko wyciera sobie usta. Jest prawdziwa i bardzo istotna. Nie oddamy jej.

Tym bardziej, że politycy w swojej głupocie i sztampie obiecywali nam w tych wyborach nie tylko złote góry, ale i Himalaje. Najczęściej absurdu. Mimo to dzieląc przez cztery kity z kampanii zaakcentowaliśmy swą kluczowa rolę: suwerena, który polityków zatrudnia i może zwolnić. To Polacy - Kowalscy, Nowakowie i Malinowscy - są wygranymi tych wyborów. Partie, które znajdą się na podium i ich oferta ma zdecydowanie mniejsze znaczenie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl/Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj