Były prezydent przyznaje, że nie widział jeszcze filmu "Tylko nie mów nikomu" Tomasza Sekielskiego. - Spojrzałem tylko przez chwilę i tak mnie zohydziło to, co zobaczyłem, że nie miałem siły obejrzeć całości (...). Będę chciał obejrzeć cały film, ale muszę to zrobić etapami, żebym mógł pokonać psychiczny opór - wyznaje Annie Dobiegale z "Gazety Wyborczej".

Dla Lecha Wałęsy to jest "prosta sprawa", że nie wiedział o molestowaniu dzieci przez swojego kapelana, ks. Franciszka Cybulę. - Mnie, człowiekowi wiary, nie przyszło to do głowy. Dla mnie ksiądz to była zawsze świętość. Pochodzę ze wsi. Tam księża zachowywali się porządnie. Ale wtedy nie było internetu, nie było nagrań pornograficznych, łatwiej było utrzymać pożądanie w ryzach - tłumaczy były prezydent.

Wałęsa uważa, że generalnie "ks. Cybula był wyjątkowo dobrym księdzem". Ale to, co zrobił, jest dla byłej głowy państwa "nieprawdopodobne". - Gdybym o tym wiedział wcześniej, osobiście bym go zrzucił ze schodów. Nie miałby do mnie wstępu. Ale naprawdę nie wiedziałem. A nie wiedziałem, bo moja wiara nie pozwalała mi zwątpić - mówi Wałęsa.

Były prezydent wyznaje także, że po filmie Sekielskiego "nie ma żadnych wątpliwości", że prałat Henryk Jankowski molestował dzieci. - Jestem jeszcze bardziej zohydzony - mówi Wałęsa.

Zdradza również, że "nie chciał, żeby abp Głódź był biskupem, mimo że bardzo go lubi". - Nie posłuchano mnie i teraz mamy problem. Od dawna unikam z nim spotkań. Mam w sobie coś takiego, że wyczuwam ludzi. Ks. Cybulę wyrzuciłem z funkcji kapelana. Nie pamiętacie? Z ks. Jankowskim pod koniec jego życia też byliśmy mniejszymi przyjaciółmi. Coś mi podpowiadało: wycofaj się. Niebiosa o mnie dbają, w porę odchodzę stamtąd, gdzie nie powinno mnie być - wyznaje.