Przemysław Czarnek - minister edukacji i nauki w latach 2020–2023 w rządzie Mateusza Morawieckiego oraz wiceszef PiS od czerwca 2025 r. - został kandydatem partii na premiera w najbliższych wyborach.
Czarnek - twardy radykał
Polityk dał się zapamiętać m.in. z powodu radykalnych słów i ostrymi wypowiedzi dotyczących m.in. środowisk LGBT, roli kobiet w społeczeństwie oraz sporów o kierunek zmian w edukacji. Gdy kierował resortem edukacji i nauki, odpowiadał m.in. za wprowadzenie do szkół nowego przedmiotu "Historia i teraźniejszość", obejmującego dzieje najnowsze od drugiej połowy XX w. do początków XXI w. W okresie jego urzędowania przygotowano również projekty zmian w prawie oświatowym określane jako "lex Czarnek", które zakładały zwiększenie uprawnień kuratorów oświaty w nadzorze nad szkołami. Projekty te stały się przedmiotem sporów politycznych i ostatecznie nie weszły w życie. Działalność Czarnka w tym zakresie wywoływała liczne spory polityczne i społeczne. Krytycy zarzucali mu m.in. ograniczanie autonomii uczelni oraz upolitycznianie systemu edukacji.
Czarnek twierdzi, że "Tusk dusi Polskę"
Przemysław Czarnek w miniony weekend, w czasie przemówienia, ostro zrecenzował rząd Donalda Tuska. "Polska rządzona przez Donalda Tuska, Sikorskiego, Kierwińskiego i wielu innych idzie w złym kierunku, jest Polską chaosu, zamieszania i krzywdy ludzkiej" - stwierdził. Jak dodał, "to zwykli Polacy trzymają w pionie Polskę, pomimo tego, co robi Tusk, pomimo duszenia Polski".
Polacy nie wierzą w propozycję Kaczyńskiego
Wybór Przemysława Czarnka bardzo podgrzał polityczną dyskusję w Polsce. Pojawiają się też pytania, czy faktycznie były szef Ministerstwa Edukacji Narodowej i Nauki ma być kandydatem na premiera, czy tylko ma na siebie wziąć ciężar walki z obozem rządzącym na czas przygotowania do kampanii wyborczej. W najnowszym sondażu SW Research dla "Wprost" zapytano Polki i Polaków, czy Przemysław Czarnek faktycznie będzie kandydatem PiS na szefa polskiego rządu w 2027 r. W taki scenariusz wierzy 32,4 proc. ankietowanych, a 35 proc. respondentów podchodzi sceptycznie do tych zapewnień i stoi na stanowisku, że były minister edukacji zostanie zastąpiony u progu właściwej kampanii wyborczej. Aż 32,6 proc. badanych nie ma zdania w sprawie.