Dziennik Gazeta Prawana logo

Bąk: Przepraszam cię BMW, dziękuję ci Fordzie

2 sierpnia 2019, 08:35
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Ford mustang
Ford mustang/Ford
Od pewnego czasu marzy mi się youngtimer. Taki samochód, który nie jest już zbyt młody, ale też nie jest jeszcze stertą złomu o wartości paczki wilgotnych zapałek. Coś klasycznego, rzadkiego, niebanalnego, przykuwającego uwagę, nabierającego wartości.

Auto, które w latach 90. było synonimem luksusu i kosztowało krocie, a dzisiaj można je kupić w cenie nowego auta miejskiego. Samochód, na którego bocznej szybie jako dzieciak zostawiałem odcisk nosa i języka, sprawdzając, ile ma na liczniku. Po głowie chodziły mi dwa modele: Mercedes SL500 i BMW 850i, oba mniej więcej z połowy lat 90. Wozy, które w swoich czasach były drogowymi statkami kosmicznymi i wraz z Sabriną głównymi bohaterami wielu nieprzyzwoitych snów u facetów w każdym wieku. Byłem zakochany w SL-u i 850i jako nastolatek i przez około ćwierć wieku to uczucie ani trochę mi nie przeszło. Aż do środy. Bo w środę wsiadłem do bmw 850i i w pięć minut nie tylko się odkochałem, ale zdążyłem nawet wziąć rozwód z pomysłem, by sprawić sobie jakieś auto z młodzieńczych marzeń.

Nie wątpię, że 850i było cudem na kołach i popisem najwyższego kunsztu inżynierów i stylistów na przełomie lat 80. i 90. Ale dzisiaj jest powolne, stare, skrzypiące i śmierdzi naftaliną. Wrażenia z jazdy są po prostu beznadziejne – czułem się, jakbym pchał pod górę taczki wyładowane złomem. Choć wciskałem gaz do dechy, to skrzynia i silnik w ogóle się ze sobą nie komunikowały, zresztą podobnie jak kierownica z kołami. Byłem rozczarowany. Bardzo. Tak bardzo, że spróbuję wam ten ból zobrazować. Wyobraźcie sobie, że jako 15-latek zakochujecie się w starszej o 10 lat nauczycielce muzyki. Mija ćwierć wieku, a wy nadal zastanawiacie się, co by było, gdyby... Aż pewnego dnia wpadacie na nią na ulicy i okazuje się, że ma pięcioro wnucząt, braki w uzębieniu, łysieje, a jej twarz jest pomarszczona niczym orzech włoski. Czy teraz rozumiecie, jak bardzo czułem się zawiedziony starą 850i?

A teraz chciałbym przeprosić BMW, którego najnowszy model M850i zrugałem dość mocno w tym miejscu dwa tygodnie temu. Napisałem, że nie ma on duszy i charakteru, że to komputer na kołach niedający satysfakcji z jazdy. Biję się w piersi, to wszystko bzdury. Miałem okazję raz jeszcze wsiąść do tego auta – i najpierw szybko, bezpiecznie i komfortowo zawiozło mnie ono do Trójmiasta, a potem, na torze, pokazało swoją dziką naturę. Tak dziką, że nabawiłem się zakwasów od kręcenia kierownicą, a pod moimi pachami wybiły jeziora. To perfekcyjna maszyna do przemieszczania się na co dzień i jednocześnie – w odpowiednich warunkach – niebywale skuteczny środek odurzający.

Między starą a nową "ósemką" jest jednak taka różnica, jak między drag queen a zespołem Queen. Istnieją za to samochody, które są jak Rolling Stonesi – wiecznie atrakcyjne i ciągle w formie. Jednym z nich jest ford mustang. Jeździłem kilka dni temu 40-letnim egzemplarzem, który wywołał we mnie euforię. Gdy wchodziłem tym wozem w pierwszy lepszy zakręt, najpierw się żegnałem, a chwilę potem wciskałem gaz w podłogę i nagle czułem się prawdziwym mężczyzną. Amerykańskim twardzielem. Brudnym Harrym. Po raz pierwszy od półtora roku zapaliłem w tym samochodzie prawdziwego papierosa. Uznałem, że tylko w ten sposób mogę uczcić ten wyjątkowy, legendarny kawałek prawdziwej amerykańskiej motoryzacji. A potem przesiadłem się do nowego mustanga. Bullitta. I… wypaliłem całą paczkę.

W dobie komputerów, wszechobecnej elektroniki i poprawności politycznej Ford zbudował samochód, który jest odpowiednikiem – wybaczcie dosłowność – gwiazdy porno wpuszczonej do domu spokojnej starości. Robi mnóstwo hałasu, imprezuje, pije, pali, głośno przeklina i pomimo zdecydowanego sprzeciwu władz ośrodka oddaje się zabawom na ławce w ogrodzie, na balkonie, stołówce, w pokoju telewizyjnym, pralni itd. Dokładnie taki jest mustang bullitt – nieokiełznany, zwariowany, szalony, wulgarny, niepohamowany, impulsywny, nadpobudliwy. Ma pod maską wolnossące V8 o pojemności pięciu litrów i mocy 470 koni, które przy niskich obrotach brzmi jak Bóg płuczący gardło. Na wysokich obrotach to już bardziej Bóg z zapaleniem oskrzeli, który kaszle i się krztusi, włączając przy okazji alarmy we wszystkich samochodach w promieniu pięciu kilometrów.

W bullicie nie chodzi o przyspieszenie, moc, prędkość. To europejskie auta robią znacznie lepiej. Są szkolnymi prymusami, którzy odrabiają lekcje domowe, mają 100-proc. frekwencję, kłaniają się nauczycielom, celująco zdają wszystkie testy, a przerwy przeznaczają na rozmowy o filozofii. Mustang jest klasowym chuliganem. Psoci, broi, wagaruje, ma tatuaże i skórzaną kurtkę z ćwiekami. Ale to właśnie jemu nauczycielka muzyki zaproponowała indywidualne lekcje gry na fortepianie. Bo wie, że w dzisiejszych czasach cenniejsze od perfekcjonizmu jest bycie wyrazistym. I może być pewna, że za 20 lat wciąż będzie on równie niedoskonały i równie niesamowity i zwariowany co dziś. Bez ceregieli zedrze z niej sukienkę, posadzi na fortepianie i zagra "Satisfaction". Taki właśnie jest mustang bullitt. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj