Dziennik Gazeta Prawana logo

Bąk: Do tańca i do… a nie, jednak nie. Oto nowy Peugeot 508 [KOMENTARZ]

6 września 2019, 11:01
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Peugeot 508
Peugeot 508/Peugeot
W łaśnie przeczytałem, że prawie 40 proc. sprzedawanych w Europie nowych samochodów to SUV-y bądź crossovery. Ludzie wchodzą do salonu i mówią: "Chcielibyśmy kupić coś miejskiego, tylko żeby było na szczudłach". Albo: "Zawsze marzyłem o sportowym coupé, tylko poprosiłbym takie podwyższone, o właściwościach terenowych". Ewentualnie: "Poszukuję rodzinnego kombi, byleby na wyposażeniu miało drabinkę, po której będę mógł wchodzić za kierownicę. I niech ta drabinka ma o jeden szczebel więcej niż ta w SUV-ie mojego sąsiada".

Przepraszam, że tak wprost zapytam, ale czy powariowaliście? Przecież to tak, jakby każdy chciał mieszkać w lofcie. "Bardzo interesuje mnie ta 15-metrowa suterena, ale czy występuje w wersji z sufitem na wysokości 3,5 m?". Przykro mi bardzo, ale od tego nie zrobi się w niej widniej. Nie będziecie też mieli więcej miejsca na stół, kanapę czy szafki. Co najwyżej na ścianie będziecie mogli powiesić sobie gobelin, za to malowanie pomieszczenia okaże się prawdziwą udręką. I identycznie sytuacja przedstawia się z SUV-ami i crossoverami.

Wbrew temu, co twierdzą producenci, wcale nie mają one więcej miejsca we wnętrzu w porównaniu z ich "normalnymi" odpowiednikami, za to są cięższe, wolniejsze i więcej palą. Gorzej pokonują zakręty, zdarza się, że słabiej hamują, a rzeczywiste właściwości terenowe większości modeli sprowadzają się do tego, że potrafią pokonać krzywo zamontowaną studzienkę kanalizacyjną i krawężnik przed szkołą waszych dzieci. I za to wszystko dostajecie rachunek o 10–20 proc. wyższy niż w przypadku tradycyjnego sedana, kombi czy hatchbacka. Tymczasem Peugeot przed chwilą wprowadził na rynek tradycyjnego sedana 508, który jest tylko ciutkę droższy niż podobnie wyposażony 5008 z identycznym silnikiem.

Zacznijmy od tego, że nowy 508 to wóz, który człowiek kupuje oczami. Jedziecie sobie spokojnie, mijacie salon Peugeota i kątem oka dostrzegacie stojące przed nim obłędnej urody auto. Zawracacie, parkujecie niemal w drzwiach, wpadacie do środka, łapiecie wypachnionego guerlainem sprzedawcę za poły marynarki i, pokazując mu palcem 508, mówicie zdecydowanym głosem: "Chcę! Tylko szybko!". Trzy minuty później składacie podpis na umowie przedwstępnej i wpłacacie zaliczkę. Właśnie tak piękny jest 508. W gąszczu passatów, mondeo, insigni wygląda jak samiec pawia przechadzający się po kurzej fermie. Milknie gdakanie, wszyscy rozdziawiają dzioby i nie mogą oderwać od niego oczu.

Wnętrze to również coś zupełnie innego od tego, co znamy. Podczas gdy passat, mondeo i insignia noszą smoliste garnitury i białe koszule z H&M, Peugeot ubiera się w żakardowe marynarki od Daniela Hechtera, w kieszonce zawsze ma aksamitną, kontrastową poszetkę, w mankietach srebrne spinki, a na nadgarstku drogi zegarek. Mówiąc krótko, jest tu tak stylowo, modnie i wyjątkowo, że gdyby 508 był facetem, to dziewczyny wydrapywałyby na jego karoserii swoje numery telefonów z dopiskiem "Appelle-moi".

W tym kontekście ryzykownie zabrzmi stwierdzenie, że 508 mnie zauroczył. Spodobała mi się jego zgrabna, mała kierownica, finezyjne przyciski, materiały, z których go wykonano, dżojstik w miejscu klasycznej dźwigni zmiany biegów, a nade wszystko – tylne lampy, które przy otwieraniu i zamykaniu auta migoczą jak lasery na koncertach Jeana-Michela Jarre’a. To trwające kilka sekund widowisko jest tak fascynujące, że kasując po złotówce od każdego, kto powie "wow" podczas jego oglądania, zarobiłbym na ratę leasingową. I to w jeden wieczór.

Mile zaskoczony poczułem się również zaledwie 130-konnym dieslem i pracą 8-biegowego automatu - ten duet nie zapewni takiej zabawy jak Louis de Funès i Bourvil, ale do codziennej spokojnej jazdy jest wystarczający. Pali tyle co nic, a do tego jest bardzo kulturalny i świetnie wyciszony. Pomimo bezramkowych szyb w bocznych drzwiach (Mon Dieu, jak to wspaniale wygląda!) nawet przy autostradowych prędkościach w środku panuje cisza.

Im dłużej obcowałem z 508, tym bardziej mi się podobał. Ale jednocześnie dostrzegałem w nim coraz więcej irytujących wad. Układ kierowniczy jest sztuczny jak babcina szczęka - niby po ruszeniu kierownicą auto zmienia kierunek jazdy, ale wiecie to, bo to widzicie, a nie czujecie w rękach. Twardawe zawieszenie dobrze radzi sobie na gładkim asfalcie, ale na poprzecznych nierównościach zachowuje się bardzo nerwowo i nieprzyjemnie telepie. Obsługa dotykowego ekranu jest straszna, szczególnie w jego dolnej partii, gdzie wyświetlacz spotyka się z designerską półeczką – łatwiej trafić we właściwy przycisk wykałaczką niż palcem. Gdzieniegdzie widać braki w wykonaniu (chybocząca się na boki konsola środkowa), no i nie każdy znajdzie dla siebie idealną pozycję za kierownicą. Pod względem przestronności też jest w segmencie D kilku lepszych graczy od Peugeota. W zasadzie to wszyscy.

Wszystko to sprawiło, że jeżdżąc 508, doznawałem bardzo ambiwalentnych odczuć - na przemian kochałem go i nienawidziłem. Ale też zawsze wracałem do niego z uśmiechem na ustach. W związku z tym bardzo przypomina mi stereotypową Francuzkę - stylowo ubraną, o nienagannej figurze i nietuzinkowej urodzie. Spotykacie ją na ulicy, a ona zalotnie się uśmiecha i puszcza do was oczko. Momentalnie czujecie się zauroczeni i zapraszacie ją na kawę. Jeszcze tego samego wieczoru okazuje się, że pięknie pachnie i jest taka ciepła, miła i miękka w dotyku. Następnego dnia zabieracie ją na dyskotekę, gdzie - ku waszemu zaskoczeniu - okazuje się, że niezbyt dobrze się prowadzi. A jeszcze później zaczyna was drażnić kilkoma swoimi cechami charakteru z kapryśnością na czele. Za każdym razem, gdy was czymś wkurzy, macie ochotę ją rzucić, ale po sekundzie zdajecie sobie sprawę, że bez niej wasze życie byłoby puste, nudne i przewidywalne. Godzicie się zatem na wyrzeczenia i wybaczacie jej wszystkie niedoskonałości. Bo najważniejsze jest to, że za każdym razem, gdy na nią patrzycie i jej dotykacie, świecą wam się oczy, a serce mocniej bije.

Fajnie, że są jeszcze takie samochody. I fajnie, że nie są SUV-ami.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj