Niedawno mieliśmy szczyt sezonu składania wniosków na 500+: wiele osób robiło to za pośrednictwem internetu. I banki, jeden po drugim, informowały o problemach, bo zawieszały się ich systemy informatyczne. Czy nie jesteście przytłoczeni popularnością usług internetowych i mobilnych?

Banki, jak wszystkie instytucje, chcą być efektywne. A to oznacza dostosowanie możliwości działania do przewidywanego zainteresowania usługą. Rozbudowa możliwości ponad miarę po prostu kosztuje. W tym przypadku zanotowaliśmy gwałtowny przyrost liczby klientów logujących się niemal w tym samym czasie.

Klienci tak na to nie patrzą.

Jeśli ruch w sieci zdecydowanie przekracza założenia, to pojawiają się zaburzenia. W tym przypadku największą aktywność klientów zanotowano w środku nocy, właściwie zupełnie nieoczekiwane. To, że banki tak szybko potrafiły sobie poradzić z problemami, oznacza, że jesteśmy dobrze zorganizowani. Proszę pamiętać, że ruch w sieci w ciągu pierwszego dnia był porównywalny do ruchu w ciągu miesiąca przy poprzedniej fali składania wniosków.

Bo tym razem wnioski można było składać już na pierwsze dziecko.

Jeśli ktoś znienacka rzuciłby hasło: "Klienci banków, sprawdźcie teraz saldo!", to możemy być pewni, że nasze systemy się zablokują. Ale proszę pomyśleć, co by się stało z Facebookiem, gdyby 10 proc. użytkowników portalu zechciało w tym samym momencie sprawdzić status. Sytuacja byłaby podobna.

Ale przypadki awarii zniechęcają do korzystania z konkretnych banków.

Dlatego na następną falę będziemy lepiej przygotowani.