Zawsze to lepiej, niż by ci sami ludzie zamiast debatować, podnosili czysto emocjonalne wezwania. Pojawia się szansa, że obywatele mogą być poważniej potraktowani przez polityków. Tym bardziej że kampania wyborcza, jak do tej pory, jest do niemrawa i pusta. To także nawiązanie do dość szczególnej tradycji - wszyscy pamiętamy debatę telewizyjną Wałęsa - Rakowski w 1988 r., która de facto zmieniła historię Polski.
Nie sądzę wszak, żeby debata Kaczyński - Kwaśniewski mogła dorównać rangą tamtej, którą u schyłku komunizmu wszyscy śledzili bardzo uważnie. Sądzę, że może ona być bardzo interesująca, szczególnie że obaj panowie są niezwykle elokwentni.
Mam jednak wrażenie, że w intencji obu panów będzie chodziło o to, żeby w linii głównego politycznego podziału zlikwidować Platformę Obywatelską. Do tej pory zarówno poprzednie wybory parlamentarne, a potem wybory samorządowe, jak i tegoroczne były wyborami, w których podstawową linię podziału wyznaczał konflikt Platforma - PiS. Wraz z debatą Kaczyński - Kwaśniewski może dojść do próby wyeliminowania PO, czyli postawienia równości między tymi dwoma formacjami politycznymi. Temu może służyć ta debata. Rzecznik rządu określił ją zresztą jako "najważniejszy spór w historii Polski", pojedynek między III a IV RP. Zasugerował też wyraźnie, że Platformą nie ma co się przejmować, bo jest programowo podobna do PiS.
Dla niego głównymi aktorami na polskiej scenie politycznej są Kaczyński i Kwaśniewski. Tymczasem to nieprawda. To ze strony Jarosława Kaczyńskiego próba zamiany rzeczywistości na ideologię. Jarosław Kaczyński dla celów propagandowych będzie wszystko redukował do zero-jedynkowego schematu. Obawiam się więc, że Kwaśniewski z pomocą premiera wystąpi w roli pierwszego obrońcy III RP - co uczyni III RP zakładnikiem formacji postkomunistycznej. W ten sposób odmalowany zostanie jaskrawy i nietrafnie ujęty podział między IV RP i jej rzecznikiem Kaczyńskim a III RP i jej obrońcą Kwaśniewskim.
W tej sytuacji podstawowym problemem Platformy jest pytanie o to, jaką tak naprawdę ma być partią. Czym różni się od PiS poza tym, że proponuje innych ludzi i nieco inaczej rozłożone akcenty ideologiczne? Gdzie jest tożsamość PO?
Przy wszystkich swoich wadach bowiem w ciągu ostatnich 17 lat Polska uległa nieprawdopodobnej przemianie. Nie można zaakceptować sytuacji, w której cała zasługa za to spadnie na postkomunistów. Bo w takim wypadku Platformie grozi podwójne wydziedziczenie - z tego, co zostało po projekcie mocnej zmiany w państwie - przez Jarosława Kaczyńskiego i z drugiej strony przez Aleksandra Kwaśniewskiego - z oczywistych osiągnięć III RP.
Natomiast na linii PiS - LiD sytuacja jest jasna - wyborcy PiS nie będą głosowali na postkomunistów, wyborcy postkomunistów nie będą głosowali na PiS. Podział elektoratów w Polsce jest nieprawdopodobnie silny i trwa od wielu lat, a do tego w jakiś sposób jest przekazywany pokoleniowo. Dlatego debata między Kwaśniewskim a Kaczyńskim nie przyniesie żadnego nowego intelektualnego podziału, lecz tylko pogłębi ten istniejący.