Czy protesty sprzeciwiające się zmianom w sądownictwie zrobiły wrażenie na rządzących?
Nie, to były naprawdę malutkie demonstracje. W ponad dwumilionowej Warszawie mieliśmy do czynienia z liczbą 3-4 tys. osób. To wręcz mikroskala, pokazująca niemoc opozycji - przecież jej liderzy wzywali swoich zwolenników do licznego udziału. Widać, że Polacy żyją Świętami Bożego Narodzenia, a nie apelami o protestowanie pod Sejmem. To też potwierdza, że większość z nich chce uzdrowienia polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Reklama

Może dlatego PiS wybrał ten moment. Fakt, że Polacy żyją Bożym Narodzeniem obniża frekwencję.
Polacy są mądrym narodem, wyczuwającym prawdziwość zagrożenia. Wiele razy w historii pokazywali, że jeśli naprawdę dzieje się coś złego to nie zważają na to czy dzieje się to w dzień powszedni, czy w trakcie świąt. Tylko odważnie się przeciwstawiają. Tak było np. w latach '80. Na ulice wychodziły miliony Polaków, a przecież było dużo zimniej. To też pokazuje jak wielkim absurdem jest porównywanie dzisiejszych działań władz do czasów PRL. Dziś nie ma żadnego zagrożenia dla demokracji i wolności, wręcz przeciwnie PiS chce wzmocnić i uwolnić od wpływów politycznych. Dlatego nikt nie wychodzi na ulicę.

Wzmocnić? Sędziowie określają tę ustawę jako kagańcową.
Po prostu chcemy zakończyć anarchię, która dziś niestety ma miejsce. Jeśli poszczególni sędziowie zaczynają uzurpować sobie prawo do tego, by ustalać, kto jest sędzią, a kto nie to doprowadzają do anarchii prawnej w całym kraju. Nie możemy na to pozwolić. Przypomnę, że w Polsce sędziów powołuje Prezydent RP, a opiniuje ich Krajowa Rada Sądownictwa. Nie jest to zadaniem pojedynczych sędziów. Nie możemy dopuścić, żeby taka samowolka osłabiała państwo. To nie może się powtarzać.

Czy te przepisy na pewno zostaną wprowadzone? Nawet przedstawiciele Zjednoczonej Prawicy mówią, że nie są one w obecnym kształcie wystarczająco precyzyjne. Inną kwestią jest ewentualna ingerencja Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
Na pewno istnieje zagrożenie, że organy międzynarodowe będą chciały znowu mieszać się w wewnętrzne sprawy naszego kraju. Nie może jednak to wpływać na naszą determinację w uchwalaniu prawa. Poza tym to prawda, że politycy PiS nie wykluczają, że jeszcze nastąpią korekty w tym akcie. Należy więc poczekać do zakończenia. Procedura legislacyjna trwa, jesteśmy w Sejmie po to, aby debatować.

Pan będzie zabierał głos w tej sprawie bądź zgłaszał poprawki?
Nie zajmuję się wymiarem sprawiedliwości, pokładam ufność w mądrość i wiedzę tych, którzy nad tymi ustawami pracują. Wiem, że mają odpowiednią wiedzę i doświadczenie.

Czy wie pan już jakie są główne plany rządu na przyszły rok?
Przede wszystkim będziemy utrzymywać przyjęty kurs. Czeka nas kolejny wzrost płacy minimalnej, utrzymanie 500 plus czy 13. emerytury dla seniorów. Jestem przekonany, że pełną parą ruszą też inwestycje infrastrukturalne - na pewno coraz szybciej będzie posuwać się praca nad Centralnym Portem Komunikacyjnym. Wiem, że minister Marcin Horała już ciężko pracuje nad tym, aby to przedsięwzięcie doczekało się szczęśliwego końca.

A z kompetencji ministerstwa cyfryzacji, którym się pan zajmuje?
Będziemy dalej rozwijać profil zaufany - zarówno w odniesieniu do liczby użytkowników, jak i funkcjonalności. Naszym celem jest, aby profil zaufany miało wkrótce 10 mln Polaków. Rozszerzamy też gamę usług - prowadzimy rozmowy na temat deregulacji dla kierowców, aby nie musieli już wozić ze sobą prawa jazdy. Mogę zadeklarować, że będziemy też pracować nad bezpieczeństwem dzieci w internecie oraz walczyć z patostreamingiem, który stał się obecnie plagą demoralizującą nieletnich.

Przeczytał pan już nową książkę Donalda Tuska?
Widziałem fragmenty - grafomania jest uderzająca. Sprawia wrażenie bardzo słabej.

W takim razie nie zastanawiał się pan nad tym by ją przeczytać? Jako znany przeciwnik polityki Donalda Tuska miałby pan możliwość krytyki.
Być może po nią sięgnę. Przyznam, że warto wiedzieć, co pisze Donald Tusk - część opozycji wciąż jest nim szczerze zafascynowana. Czytałem jak były premier opisuje samego siebie w kategoriach niemal zbawcy świata, który ma receptę na wszystko. To dość zabawne, bo pamiętamy, gdy sprawował swój urząd. Można powiedzieć o nim wszystko, ale na pewno nie to, że miał realny wpływ na politykę europejską. Po prostu płynął w głównym nurcie. Nic więcej.

Zapowiadał pan kiedyś demonstracje sprzeciwiające się powrotowi Donalda Tuska do polskiej polityki. Teraz wiemy, że się wycofał, traktuje to pan jako swój osobisty sukces?
Nie odegrałem tak ważnej roli, żebym mógł powiedzieć, że sam zniechęciłem Donalda Tuska. Z pewnością jednak miło było pracować nad tym, żeby pokazać, że Polacy nie chcą jego startu w wyborach prezydenckich.

Czego życzyłby Pan opozycji z okazji zbliżających się Świąt?
Na pewno spokoju, rozwagi i mądrości. Chciałbym też, żeby nie straszyła już Polaków i pozwoliła im cieszyć się Świętami Bożego Narodzenia. Chciałbym też szczerze życzyć zdrowia - jest każdemu potrzebne bez względu na poglądy polityczne.