Dziennik Gazeta Prawana logo

Wstrząsające odkrycia w Treblince. "Sprawcy nie powinni leżeć obok ofiar"

6 stycznia 2020, 20:18
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Treblinka
Treblinka/Shutterstock
Pojawiają się pytania, dlaczego grzebiemy w przeszłości, zamiast ją zamknąć. Ale najlepszym sposobem na rozliczenie się z nią jest odnalezienie i godne pochowanie ofiar - mówi w rozmowie z DGP dr hab. Andrzej Ossowski, kierownik Zakładu Genetyki Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, koordynator Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów, genetyk, kryminalistyk, antropolog sądowy współpracujący ze specjalistami z całego świata; kierowany przez niego zespół zidentyfikował m.in. Danutę Siedzikównę ps. Inka.

Instytut Pamięci Narodowej wyodrębnił ze śledztwa w sprawie obozu zagłady w Treblince (Treblinka II) wątek obozu pracy (Treblinka I) i wszczął osobne postępowanie. Więźniowie Treblinki I pracowali w żwirowni, przywożono tu również i rozstrzeliwano m.in. więźniów Pawiaka, Romów i Żydów. Liczbę osób, które zginęły na terenie obozu pracy oraz w miejscu straceń, szacuje się na ok. 10 tys. Międzynarodowy zespół koordynowany przez dr. hab. Andrzeja Ossowskiego pracował na miejscu przez trzy tygodnie i zamierza kontynuować badania wiosną.

DGP: Dlaczego pana zespół rozpoczął prace na terenie obozu pracy w Treblince?

Andrzej Ossowski: Podczas badań terenowych, które prowadziły Muzeum Walki i Męczeństwa w Treblince i Wydział Geodezji i Kartografii Politechniki Warszawskiej, okazało się, że poza głównym polem grobowym na terenie obozu pracy są szczątki.

Od czego zaczyna się prace w takich miejscach?

Podstawą są zdjęcia lotnicze. Następnie sprawdzamy miejsca wytypowane w trakcie badań nieinwazyjnych. Pracując w terenie ustalamy, czy to groby, czy też zwykłe zapadliska. Używamy detektorów metalu. W Treblince znaleźliśmy dzięki temu prawie 200 artefaktów związanych z ofiarami Zagłady. Posługujemy się też georadarem – jeśli przy jego pomocy wykryjemy anomalie, które mogą sugerować, że w danym miejscu jest mogiła, wchodzimy z koparką. Zdejmujemy humus, czyli 20–30 cm wierzchniej warstwy gleby. Wtedy rysują się jamy grobowe. Ale by stwierdzić, że to faktycznie grób, musimy zobaczyć szczątki.

Tak jak w miejscu, w którym rozmawiamy?

To miejsce pochówku wachmanów. A świadczą o tym znalezione przy szczątkach przedmioty: widać fragmenty niemieckiego umundurowania czy guziki. Szczątki pochowane zostały w trumnach, ciała złożono do grobów z szacunkiem. Położono je na plecach. Ręce ułożono na klatce piersiowej, miednicy lub wzdłuż ciała. Zaskoczyło mnie to, że do jednej z siedmiu znalezionych w tym miejscu trumien włożono wieniec, którego pozostałości oglądamy – nigdy wcześniej nie widziałem pochowanego w ten sposób żołnierza niemieckiego.

Nigdy w literaturze Zagłady nie spotkałam się z przypadkiem pochówku nazistów na terenie obozu.

Ja również. W jednym miejscu pochowani są sprawcy i ofiary: sprawcy z honorami, a pohańbione, przemieszane, rozczłonkowane szczątki ofiar w dole zrzutowym. To wstrząsające.

CAŁY WYWIAD DOSTĘPNY W INTERNETOWYM WYDANIU MAGAZYNU "DGP">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj