„Życie Treblinki”? Pani słyszy, jak to brzmi?

Tam przyjeżdżał transport ludzi, sześć tysięcy ludzi, którzy od razu byli mordowani. Każdego dnia. Niemcy w Treblince do ostatniej chwili oszukiwali ludzi. Wzięli artystę malarza. Kazali mu namalować zegar, napisy, I klasa, II klasa, żeby ludzie myśleli, że jak tu przyjeżdżają, to że jest to normalna stacja kolejowa. Namalował, ludzie w to wierzyli. Do obozu wjeżdżało 20 wagonów, a skład liczył 60. Pociąg był dzielony. Maszynista musiał trzy razy wjeżdżać do obozu. Czasem Treblinka była tak pełna, że pociągi czekały kilka dni na rozładunek. Ludzie umierali w wagonach. Z zimna, z głodu, z gorąca. Była specjalna grupa, na ogół religijnych Żydów, których zadaniem było oczyszczanie wagonów.

Dlaczego religijnych?

Nie wiem. U nas, w pogotowiu, w Izraelu, tu w Tel Awiwie, też pracuje dużo religijnych Żydów. Od 600 do 800 Żydów pracowało przy tej produkcji śmierci. Głównie przy segregacji rzeczy. Bo przy codziennym mordowaniu pracowali Ukraińcy. Całą czarną robotę wykonywali oni. Niemcy nie brudzili sobie tym rąk.

I pani mąż był wśród pracujących Żydów.

Nie od razu. Któregoś dnia jeden z pracowników zabił Niemca, za karę więc zabito wszystkich innych pracowników. I wtedy nadszedł transport z Częstochowy, z którego wyciągnięto bardzo dużo ludzi do pracy. Igo przyjechał do Treblinki dwa tygodnie później z Opatowa. Najpierw wszyscy usłyszeli, żeby zdjąć buty i związać je do pary. Zobaczył, że człowiek, który to mówi, jeden z Żydów, wygląda znajomo. Okazało się, że to jego szkolny kolega. Chłopak, który wraz z rodziną w latach 30. przeniósł się z Niemiec do Polski. Kiedy potem od końca lat 80. przywoziliśmy do Polski izraelską młodzież, tłumaczyliśmy jej, że kiedy wybuchła wojna, to w Polsce żyli nie tylko polscy Żydzi, ale też niemieccy.

Młodzi tego nie wiedzieli?

Zmierzam do tego, że młodzi rozumowali prosto – skoro w Polsce było najwięcej obozów zagłady, to znaczy, że Polacy byli najbardziej skłonni do współpracy z Niemcami.

Tak ich uczono w szkołach?

To wynikało z logiki. W szkołach nie było żadnych przygotowań, nic. Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że nasza młodzież w ogóle nie jest przygotowana do odwiedzenia Polski. Nic o niej nie wie. W tej chwili jest Yad Vashem, są historycy i młodzi, którzy jadą do Polski, są przygotowywani, dostają jakieś tło historyczne. Wtedy, pod koniec lat 80., młodzież izraelska była po prostu zastraszona.

Co oni wiedzieli o Polsce?

Że to jest miejsce samych bandytów. I każdy Polak może im na ulicy, wszędzie, zrobić krzywdę.

W szkołach im to mówiono?

Rodzice, którzy wysyłali dzieci, bali się o nie, o to, czy jacyś pijacy, mordercy nie zrobią ich synom i córkom krzywdy. Wiedzieli, że ich dzieci jadą do miejsc, w których dokonała się Zagłada, cały Holokaust. Rozumowali, że Polacy to jest naród, który prawdopodobnie pomagał Niemcom.

I nikt w Izraelu ich z tego błędu nie wyprowadzał

Ja wyprowadzałam. Między innymi ja.